Filmy nieme z muzyką na żywo

Co obejrzałeś? Co chcesz zobaczyć? Co sądzisz?
Avatar użytkownika
cze67
 
Posty: 836
Na forum od:
14 cze 06, 10:34

Post 1 sie 06, 11:47

Na początku - brawa za pomysł! Obejrzałem trzy obrazy: Nawiedzony zamek, Gabinet dra Caligari i Nosferatu. O samych filmach nie ma co się wypowiadać, klasyka i tyle. Fajne były też reklamy przed projekcją. Ale skupię się na muzyce. Według mnie najlepiej wszedł w ilustrowany obraz Geoff Smith (Calligari), dosyć szybko zapomniałem, że muzyk gra na żywo, wszystko się znakomicie komponowało, uwielbiam brzmienie dulcimera, więc tym bardziej było to duże przeżycie. Nieźle zaprezentował się Manuel Göttsching (Nawiedzony zamek), choć może nieco przesłodził ilustrowany film. Ale dobrze reagował na poszczególne sceny, budował napięcie, współdziałał z obrazem.
Porażką była dla mnie muzyczna propozycja Mikołaja Trzaski i jego kolegów (Nosferatu). Bardzo lubię muzykę Trzaski, ale tutaj mnie zawiódł - muzyka była straszliwie głośna, często wręcz na granicy bólu, nie współgrała z obrazem (momenty, w których działo się mniej były ilustrowane muzycznym noisem, tam, gdzie pojawia się wampir, często następowało wyciszenie), nie pozwalała skupić się na filmie. Zawód.
I jeszcze uwaga co do napisów w Nawiedzonym zamku. Tłumacz chyba dostał tekst bez oglądania obrazu, bo często kobieta na ekranie mówiła - ja zrobiłem, itp. Co nie ułatwiło zrozumienia dosyć zawiłej intrygi tego obrazu. Wpadka.
Ostatnio edytowano 1 sie 06, 12:06 przez cze67, łącznie edytowano 1 raz

mrta
 

Post 1 sie 06, 11:58

Podzielam odczucia co do pana Trzaski i spółki. Być może ja nie słucham tego rodzaju muzyki , nie znam się i tyle, ale nie kupiłam biletu na koncert tylko na film niemy z muzyką na żywo. W moim odczuciu muzycy robili łomot (jak już wspomniałam nie znam się na muzyce...), który nie miał nic wspólnego ze scenami na ekranie, a wręcz przeszkadzał mi w odbiorze filmu. Szkoda.

Hubert H
 
Posty: 42
Na forum od:
1 sie 06, 16:23

Post 1 sie 06, 20:41

Ja widziałem tylko "Tabu" i Evolution DejaVu. Żałuję, że nie byłem na ich koncercie w Browarze, bo grali świetnie - ale było to fatalne jako muzyka filmowa. Męczące dudnienie (chce się tańczyć, a ty trzeba oglądać film i głowa boli), jednostajność (chyba tylko ze 2 razy chłopaki wyłączyli transowy beat), nuda... Za to film był świetny - np. ujęcia kamery z płynącej łodzi albo sceny podwodne, to wszystko robi wrażenie jak na 1931 rok.

Avatar użytkownika
em
 
Posty: 156
Na forum od:
1 sie 06, 23:19

Post 1 sie 06, 23:57

ja widzialam tylko filmy Chaplina. Muzyka byla swietna, kompozytor dostal zreszta owacje na stojaco co mowi samo za siebie :)

Avatar użytkownika
tomasz jakub sysło
 
Posty: 21
Na forum od:
2 sie 06, 17:09

Post 2 sie 06, 17:29

bardzo urzekl mnie film z muzyka tymon z yassem

olena
 

Post 12 sie 06, 19:55

Byłam na tylko(lub aż;)) "Portierze..." z muzyką Peszek i Elektrolotu. Muzyka swietnie wpasowała się w film, świetne wyczucie, naprawdę - po prostu dobrze się przygotowali do zagrania muzyki DO konkrentego filmu, a nie do zwykłego koncertu.


Powrót do 6. - Filmy - wypowiedz się!