Kino argentyńskie

Co, gdzie, kiedy. Program z atrakcjami.
blueoko
 
Posty: 23
Na forum od:
24 paź 05, 13:55
Lokalizacja:
Warszawa

Post 28 paź 05, 12:25

jesli sie nie myle, to ma byc przegląd kina z Argentyny...? Czekam na szczegóły...

Roman Gutek
NH-Kreator
 
Posty: 1031
Na forum od:
8 gru 04, 9:10
Lokalizacja:
Gutek Film

Post 29 paź 05, 20:06

blueoko: masz rację, w ramach cyklu przybliżającego światowe kinematografie:
- przegląd kina argentyńskiego – pokaz 16-20 tytułów zrealizowanych na przestrzeni ostatnich 5 lat. W Argentynie powstaje rocznie 70-100 filmów, to obecnie jedna z najprężniej rozwijających się kinematografii świata. Filmy argentyńskie pokazywane są i nagradzane na najważniejszych międzynarodowych festiwalach filmowych. Jako uzupełnienie przeglądu wydana zostanie publikacja nt. kina argentyńskiego autorstwa wybitnych krytyków z Argentyny. Kuratorem argentyńskiego cyklu jest Piotr Kobus. Pozdrawiam serdecznie. Roman Gutek

moncia
 
Posty: 8
Na forum od:
24 lis 05, 14:58
Lokalizacja:
Warszawa

Post 24 lis 05, 15:18

kino koreańskie- to było coś! Dziękuję za tamten przegląd, dzięki niemu zapoznałam się z wieloma wspaniałymi filmami. Może by tak kiedyś kino japońskie?

Gość
 

Post 25 lis 05, 15:59

kino latino! zdecydowane tak dla kina z Am. Płd.
a co do kina z Japonii - wydaje mi się że filmy z tego kraju stosunkowow często goszczą na róznych imprezach tematycznych, czy tez są wyświetlane w raamch ciekawostek filmowych

a co z Afryką np?

Gość
 

Post 25 lis 05, 15:59

kino latino! zdecydowane tak dla kina z Am. Płd.
a co do kina z Japonii - wydaje mi się że filmy z tego kraju stosunkowow często goszczą na róznych imprezach tematycznych, czy tez są wyświetlane w raamch ciekawostek filmowych

a co z Afryką np?

moncia
 
Posty: 8
Na forum od:
24 lis 05, 14:58
Lokalizacja:
Warszawa

Post 25 lis 05, 16:10

może i filmy japońskie są dość często pokazywane (kino latynoamerykańskie też coraz częściej), ale zazwyczaj te same tytuły czy reżyserzy, fajnie by było odkryć nowych, młodych twórców. Natomiast kino afrykańskie to ciekawy pomysł

an_an
 

Post 4 gru 05, 18:27

wspaniale!
Nie moge sie doczekac!
Na kazdej edcji moje ulubione pozycje sa z Am Pld

Avatar użytkownika
Piotr Kobus
NH-Kreator
 
Posty: 47
Na forum od:
7 gru 05, 10:21

Post 7 gru 05, 10:44

NOWE KINO ARGENTYŃSKIE

Witam,

Nazywam się Piotr Kobus. Wyruszam dzisiaj do Buenos Aires w poszukiwaniu najciekawszych nowych filmów argentyńskich na przyszłoroczne NOWE HORYZONTY we Wrocławiu. Pracujemy nad tym przeglądem od ponad roku, kiedy zaproponowałem go Romanowi Gutkowi. Podobnie jak on uważam, że duże retrospektywy są niezastąpione w poznawaniu sztuki filmowej. Dotyczy to zarówno historii kina, jak i zjawisk najnowszych. Pozostawiają one niezatarte wrażenia i pozwalają głębiej zrozumieć najważniejsze obszary olbrzymiej i różnorodnej dziedziny, jaką jest kino. Myślę, że zgodzą się ze mną widzowie, którzy oglądali w latach ubiegłych filmy Pasoliniego, Fassbindera, kino irańskie czy koreańskie. Mam nadzieję, że ARGENTYŃCZYCY Was nie zawiodą. Jest to zdecydowanie najciekawsza kinematografia Ameryki Łacińskiej, i jedna z niewielu na świecie, w której można znaleźć dwadzieścia dobrych, nowych, "nowohoryzontowych" filmów. Kino współczesne zdominowali Azjaci i można by, co roku pokazywać filmy z kolejnego kraju: były już na NH Iran, Korea, Indie, czeka wspominana przez Was Japonia, potem może Chiny. Daleki Wschód jest wspaniały, ale warto poznać mniej znane i może nie tak efektowne, ale fascynujące kinematografie. Jednym z powodów, dla którego zdecydowaliśmy się na kino argentyńskie, jest fakt istnienia w nim spójnego, oryginalnego na skalę światową nurtu, który określam mianem NATURALIZMU POETYCKIEGO (http://film.onet.pl/kino/9169,1232937,kino.html). To właśnie wokół filmów tej szkoły mamy zamiar zbudować program ARGENTYŃCZYKÓW. Chcemy pokazać najważniejsze, często nieznane w Polsce filmy Daniela Burmana, Adriana Israela Caetano, Lucreci Martel, Carlosa Sorina, Lisandro Alonso, Pablo Trapero, Santiago Lozy oraz "odkryć" nowych fascynujących filmowców. Jednym z celów mojej podróży jest obejrzenie najnowszych filmów, które Argentyński Instytut Filmowy będzie pokazywał w Pinamar. Będę tam od 14 do 17 grudnia i obiecuję zdać Wam tutaj relację z tego przeglądu. Piszcie proszę, czego oczekujecie po ARGENTYŃCZYKACH. Pozdrawiam, Piotr Kobus

Avatar użytkownika
Fluxus
 
Posty: 28
Na forum od:
28 gru 04, 23:38
Lokalizacja:
OGLE-TR-56b

Post 29 gru 05, 12:54

Piotrze,
czekamy na obiecaną relacje z Pantalla Pinamar!
Jeśli chodzi o argentyńskie pomysły to pewnie sporo osób po ubiegłorocznym „Los Muertos” chętnie zobaczyłoby debiut Lisandro Alonso - „La Libertad”.

Pozdrowionka

Roman Gutek
NH-Kreator
 
Posty: 1031
Na forum od:
8 gru 04, 9:10
Lokalizacja:
Gutek Film

Post 29 gru 05, 15:58

Fluxus,
proszę Cię o cierpliwość. Piotr jest jeszcze w Argentynie, wraca za dwa tygodnie. „La Libertad” będzie we Wrocławiu. Pozdrawiam serdecznie. Roman Gutek

roman
 

Post 31 gru 05, 12:07

Chętnie napiję się tradycyjnej argentyńskiej Yerba-Mate.

ziom
 

Post 11 sty 06, 16:12

piotrze, oczekuje ze argentyna zdobedzie mistrzostwo swiata w pilce noznej. pozdrawiam

atoll
 

Post 11 lut 06, 19:08

czekamy i czekamy .... :)

Mag
 
Posty: 43
Na forum od:
2 sie 05, 12:14
Lokalizacja:
Łódź

Post 19 lut 06, 14:14

roman napisał(a):Chętnie napiję się tradycyjnej argentyńskiej Yerba-Mate.

To mógłby być pomysł - na każdej argentyńskiej projekcji wrzątek i liście, kto chce może przyjść z własną tykwą (ew. kubeczkiem ;) ) i popijać przez seans, wpatrując się w argentyńskie upały ;) Wolę tylko nie myślec, jakie kolejki by się ustawiały do toalet... ;P
co było takie śmieszne w filmie 'linda linda linda'?

Gość
 

Post 23 lut 06, 20:52

Panie Kobus, Daniel Burman nie jest nieznany w Polsce, jego film nagrodzony w Berlinie był u nas w kinach.

Roman Gutek
NH-Kreator
 
Posty: 1031
Na forum od:
8 gru 04, 9:10
Lokalizacja:
Gutek Film

Post 24 lut 06, 20:10

Panie Gościu,
Piotr Kobus w poście powyżej napisał, że we Wrocławiu chce pokazać nieznane w Polsce filmy Burmana. Nie pisał, jak Ty sugerujesz, że Burman jest nieznany w Polsce. Daniel jest reżyserem przynajmniej czterech pełnych metraży, z których tylko "Paszport do raju" był w naszym kraju. Ten film wszedł do kin 15 października 2004 r. i zobaczyło go do tej pory 2. 477 widzów. Pozdrawiam serdecznie. Roman Gutek

Gość
 

Post 25 lut 06, 23:08

Hola,

Przede wszystkim przepraszam Forumowiczów za nie dotrzymanie obietnicy, czyli brak relacji z Pinamar. Festiwal ten okazał się jednak wyjątkowo niekompatybilny z kinem nowohoryzontowym. Nie znalazłem wśród prezentowanych tam premierowo filmów argentyńskich nic, co by się nadawało do Wrocławia. Na szczęście w Pinamar byłem tylko 4 dni, zaś pozostałe 4 tygodnie pobytu w Argentynie spędziłem w Buenos Aires. Jak zapewne wiecie, ta metropolia dominuje życie całego kraju. W Buenos Aires i na jego przedmieściach mieszka co trzeci Argentyńczyk (kilkanaście milionów), choć kraj jest dziesięć razy większy od Polski. Podobnie ma sprawa się z kinematografią. Filmy opisują rzeczywistość od Patagonii (Sorin) po Saltę (Martel), twórcy pochodzą z różnych regionów, ale prędzej czy później przeprowadzają się do stolicy i to tam od początku XX. wieku bije serce argentyńskiej kinematografii. W trakcie pobytu w BA udało mi się spotkać wielu znajomych filmowców, a także poznać twórców znanych mi dotychczas tylko poprzez ich filmy. W trakcie następnych kilku tygodni spróbuję napisać o najciekawszych moim zdaniem reżyserach, których filmy będziecie mogli obejrzeć we Wrocławiu.

LISANDRO ALONSO

Mam nadzieję, że zwróciliście w zeszłorocznym nowohoryzontowym konkursie uwagę na Los muertos. To film niezwykły, a zarazem emblematyczny dla nowego kina argentyńskiego. Z pewnością można w odniesieniu do niego użyć kilku terminów charakterystycznych dla kina, któremu chcemy poświęcić tegoroczną retrospektywę: minimalizm, naturalizm, poetyka. Nie wszyscy są zachwyceni takimi filmami. Pamiętam komentarze po pokazach Los muertos: facet śpi... facet idzie, jedzie, kopuluje (fuj)... facet płynie łódką... szlachtuje kozę(gwałtu,rety!)... nic nie mówi, nie wiadomo o co chodzi, spać się chce... Z pewnością filmy Lisandro Alonso i wielu innych twórców argentyńskich nie są efekciarskie: nie oszałamiają tempem wydarzeń, fantazyjną fabułą czy też wybujałą formą. Charakteryzują się jednak niebywałą rafinacją i głębokim humanizmem. We wspaniały, często subtelny sposób wykorzystują możliwości, jakie daje język filmowy. Proponują kinu światowemu nowatorskie rozwiązania w zacieraniu granicy pomiędzy fikcją i rzeczywistością i w pracy z aktorami nieprofesjonalnymi. Argentino Vargas, protagonista Los muertos to naprawdę "człowiek z lasu", z którym Lisandro zaprzyjaźnił się, i którego świat poznał, zanim zaczęli pracować nad filmem. Nie można powiedzieć by Argentino grał, raczej odtwarza w filmie rolę samego siebie w częściowo zainscenizowanej przygodzie. Czy oglądając film zwróciliście uwagę na wspaniale skomponowane kadry i oszczędne, ale nigdy monotonne ruchy kamery? Nie jest to bynajmniej sztuka dla sztuki. Kieślowski mówił, że nieważne gdzie stawiasz kamerę, ważne po co. Uważam, że Lisandro wie bardzo dobrze po co robi filmy i jaki chce osiągnąć efekt wykorzystując najprostsze tylko środki. Argentyna przeżywa obecnie jeden z najtrudniejszych okresów w swojej historii i poważnym twórcom nie w głowie beztroska rozrywka lub pretensjonalne rozterki spasionego burżuja. Łysiak kiedyś napisał o relacji konflikt-sztuka: W ciągu 500 lat dobrobytu i pokoju, Szwajcarzy stworzyli zegar z kukułką, żaś krwawe czasy włoskiego renesansu dały światu Leonarda, Buonarottiego, Rafaela... Warto pochylić się nad nowym kinem argentyńskim. We Wrocławiu będziecie mogli zobaczyć debiut Alonso La libertad, a może i coś więcej? W następnym poście napiszę o jednym z najciekawszych wydarzeń mojego pobyty w Argentynie: dniu spędzonym na planie nowego filmu Lisandro.

PS Dla wszystkich, którzy boją się lub nie lubią filmów podobnych do Los muertos słowo pociechy: wśród 20 filmów retrospektywy znajdzie się też miejsce dla innych gatunków.

[/b]

Avatar użytkownika
Piotr Kobus
NH-Kreator
 
Posty: 47
Na forum od:
7 gru 05, 10:21

Post 25 lut 06, 23:13

Ten gość powyżej to byłem ja, Piotr Kobus, łubu dubu. Jak widać za rzadko goszczę na forum i nie nauczyłem się jeszcze podstaw obsługi.

bjork
 

Post 26 lut 06, 16:15

wiecej wiecej:)nie moge sie doczekac wrazen!!

Avatar użytkownika
Piotr Kobus
NH-Kreator
 
Posty: 47
Na forum od:
7 gru 05, 10:21

Post 28 lut 06, 17:55

LISANDRO ALONSO – NA PLANIE NOWEGO FILMU

Jadąc do Argentyny miałem nadzieję poznać kilku filmowców, których dotychczas nie znałem osobiście. Lisandro widziałem wielokrotnie podczas MFF Rotterdam 2005, ale jakoś nie miałem śmiałości, żeby się przedstawić. Był jurorem konkursu głównego, a jego filmy znałem wtedy jedynie z opowieści. Po przylocie do Buenos wysłałem mu maila z prośbą o spotkanie, ale nie dostałem odpowiedzi. Jak to często bywa w filmowym światku, trafiłem do niego może nie do końca przez przypadek, ale przy okazji. Umówiłem się z dobrym znajomym Juanem Antinem, reżyserem animacji Marsjanin Mercano (znajdzie się w programie retrospektywy) w jego studio. Dzwonię do drzwi i kto mi otwiera? – Lisandro Alonso. Okazuje się, że czterech młodych twórców wynajmuje wspólnie duży warsztat przerobiony na biura i studia filmowe, co pozwala im w miarę tanio wykonywać we własnym zakresie część prac produkcyjnych. Ten motyw współpracy i tworzenia nieformalnych zespołów filmowych spotkacie często w kontekście nowego kina argentyńskiego. Jest to jeden z fundamentów jego sukcesów. Porozmawialiśmy chwilę, Lisandro przedstawił mnie swojej producentce wykonawczej Delfinie (okazało się, że się znamy z maili, jako że pracowała przy Miłość, początek pokazywanym w zeszłym roku w Cieszynie) i zaprosił mnie na plan nowego filmu, który zaczynał kręcić w pierwszych dniach stycznia. Z tego, co wiem, akcja całego filmu rozgrywa się w jednym budynku – Teatro San Martin na Avenida Corrientes, czyli na argentyńskim Broadway’u. Główną rolę odtwarza ponownie znany z Los Muertos Argentyno Vargas. Nie pytałem o fabułę. Będziemy musieli poczekać na premierę kinową, żeby dowiedzieć się, co spotkało „człowieka z lasu” w wielkiej metropolii. Na planie jedna kamera, dwa światła, całkiem sporo rekwizytów, kilkanaście osób ekipy i kilku gapiów. W 5-6 godzin nakręcili 4 ujęcia, po dwa, trzy duble każdego. Lisandro najwyraźniej wiedział doskonale, czego chce. Wszystko było szczegółowo zaplanowane, tym niemniej, jeżeli chodzi o grę aktorską, każdy dubel różnił się zasadniczo od poprzedniego. Nie zmieniała się za to scenografia, która była ustawiana w każdym najmniejszym detalu według wskazówek Gonzalo Delgado. Gonzalo to gwiazda kina latynoskiego w profesjach, które nie skupiają na sobie uwagi mediów i publiczności. Jest m.in. współautorem scenariusza i scenografem genialnego Whisky. Ci z was, którzy znają ten film, wiedzą, że historia opowiadana jest głównie za pomocą obrazów (czy pamiętacie fabrykę skarpetek starego Kollera?) i oszczędnej, ale bardzo wyrazistej grze aktorskiej. Mam scenariusz Whisky – 80% to didaskalia, zaś zdawkowe dialogi pojawiają się sporadycznie, tylko w części scen. Uwielbiam filmy, które wykorzystują wszystkie możliwości, jakie daje język filmowy, w przeciwieństwie do przegadanych teatrów telewizji, które tylko udają kino. Innym filmowcem, którego spotkałem na planie u Lisandro był Luis Ortega – młody reżyser, którego dwa filmy Caja negra i Monobloc także bierzemy pod uwagę układając program. Z tego, co widziałem, Luis nie brał czynnego udziału w pracach na filmem, w jednym z ujęć grał natomiast jego... pies.

Kilku innych interesujących reżyserów argentyńskich kończy w najbliższych miesiącach swoje nowe filmy. Między innymi Ariel Rotter (Solo por hoy), Diego Lerman (Tan de repente), Adrian Israel Caetano (Bolivia, Un oso rojo), Pablo Trapero (Mundo grua, Familia rodanie) czy Carlos Sorin (Historia minimas, Bombon. El perro). Mam nadzieję, że przynajmniej część z nich będziemy mogli pokazać we we Wrocławiu. Oczywiście jeżeli będą dobre. W następnym poście napiszę kilka zdań o nowym projekcie Carlosa Sorina, z którym miałem okazję spotkać się w Buenos Aires. Zdjęcia do El camino de San Diego ruszyły 6 lutego. Sorin dał mi scenariusz filmu, przez który zarwałem dwie noce przed wylotem z Argentyny. Zapowiada się wspaniale!

Avatar użytkownika
kubak
 
Posty: 612
Na forum od:
8 gru 04, 10:49
Lokalizacja:
Warszawa

Post 28 lut 06, 18:25

Nie mogę doczekać się debiutu Alonso. Czy jest zatem szansa, że jego nowy film trafi do Wrocławia? Znane są jakieś terminy ukończenia produkcji?
A "Marsjanin Mercano" był zdaje się niedawno w telewizji. I chyba jeszcze będzie.
10. Festiwal Filmowy Pięć Smaków / listopad 2016 / piecsmakow.pl

Avatar użytkownika
Piotr Kobus
NH-Kreator
 
Posty: 47
Na forum od:
7 gru 05, 10:21

Post 28 lut 06, 23:16

Witam panie Kubak,

Lisandro skończy film całkiem niedługo. Nie wiem dokładnie kiedy, ale czas nie będzie zapewne problemem, żeby pokazać go we Wrocławiu. Nie wiemy natomiast jak film się uda i czy dostaniemy kopię, jeżeli będzie bardzo dobry. Konkurencja pomiędzy festiwalami robi się brutalna.

Mercano jest pokazywany w Ale kino!, to prawda. Mam wobec tego filmu poważne plany, ponieważ w Ameryce Łacińskiej od lat nie powstała tak dobra animacja pełnometrażowa, a na dodatek jego reżyser przygotowuje nowy film, który wygląda bardzo ciekawie. Może nawet sprowadzę do Polski kopię Mercano na stałe. TV to nie kino.

Avatar użytkownika
kubak
 
Posty: 612
Na forum od:
8 gru 04, 10:49
Lokalizacja:
Warszawa

Post 4 mar 06, 23:44

Piotr Kobus napisał(a):Lisandro skończy film całkiem niedługo. Nie wiem dokładnie kiedy, ale czas nie będzie zapewne problemem, żeby pokazać go we Wrocławiu. Nie wiemy natomiast jak film się uda i czy dostaniemy kopię, jeżeli będzie bardzo dobry. Konkurencja pomiędzy festiwalami robi się brutalna.

Będę trzymał kciuki. Ostatecznie jak nie uda się w tym, to pewnie wyjdzie w przyszłym roku. Tak jak ze "Słońcem" Sokurowa.
Piotr Kobus napisał(a):Mercano jest pokazywany w Ale kino!, to prawda. Mam wobec tego filmu poważne plany, ponieważ w Ameryce Łacińskiej od lat nie powstała tak dobra animacja pełnometrażowa, (...) TV to nie kino.

To prawda TV to nie kino, ale czy ten film jest jakoś specjalnie interesujący wizualnie czy dźwiękowo? Mi seans telewizyjny w zupełności wystarczy w tym przypadku, zresztą film po prostu mi się nie podoba.
10. Festiwal Filmowy Pięć Smaków / listopad 2016 / piecsmakow.pl

roman
 
Posty: 46
Na forum od:
25 lut 06, 8:43
Lokalizacja:
Ustroń

Post 5 mar 06, 17:40

Pozwolę sobie nie zgodzić z Kubakiem.Kino to przecież nie tylko obraz i dźwięk(nawet jeśli oglądamy w domu z nogami na stole i z ogórkiem w ręku).Ale to temat na zupełnie inną dyskusję.Pozdrawiam wytrawnego kinomana jakim jest Kubak.

Avatar użytkownika
Piotr Kobus
NH-Kreator
 
Posty: 47
Na forum od:
7 gru 05, 10:21

Post 6 mar 06, 12:37

TYLKO KINO!

Jestem wrogiem telewizji jako medium. Nie będę pisał tu co o niej myślę, bo byłoby to bardzo niecenzuralne. TV to .................................... - wpiszcie proszę w tym miejscu najgorsze inwektywy, jakie przychodzą Wam na myśl. Wyrobiłem sobie takie zdanie m.in po licznych wizytach w krajach trzeciego świata, gdzie prawdziwa natura TV jest widoczna jak na dłoni. Od 15 lat nie oglądam telewizji i bardzo mi to pomaga w zachowaniu trzeźwego spojrzenia na świat, o oszczędności czasu nie wspominając.

Nie jestem także fanem małego ekranu jako sposobu na oglądanie filmów. Wolę obejrzeć mniej filmów, ale w kinie, cjhoć zdaję sobie sprawę, że nie wszystkich stać na taki luksus, chociżby ze względu na miejsce zamieszkania. Mały ekran to substytut, ale wszyscy o tym wiemy, więc nie ma sensu się na ten temat prdukować.

Wracająco do kina argentyńskiego i Mercano:
Jest to moim zdaniem świetny film. Wyreżyserowany jak klasyczny film, z wyrazistą grą aktorską, także Marsjan, i dynamicznymi zdjęciami - zwróćcie uwagę na ruchy wyimaginowanej kamery! Przede wszystkim jednak jest to inteligentna i przewrotna opowieść o współczesnym świecie z punktu widzenia Argentyńczyków, naładowana humorem, który jednak w standartowym tłumaczeniu telewizyjnym został zaszlachtowany tępym nożem. Zapraszam na projekcje Mercano we Wrocławiu, nie będziecie zawiedzeni.

Avatar użytkownika
Piotr Kobus
NH-Kreator
 
Posty: 47
Na forum od:
7 gru 05, 10:21

Post 19 mar 06, 20:48

O BOGACH I NATURSZCZYKACH – EL CAMINO DE SAN DIEGO

Każdy naród ma swoich bohaterów, ale w niektórych częściach świata są oni obdarzani iście boską czcią. Argentyna może poszczycić się kilkoma herosami, którzy zdobyli światową sławę – Carlos Gardel, Juan i Evita Peron, Astor Piazzola, Diego Maradona... Nie ma w tym nic dziwnego, byli wybitnymi przywódcami, artystami, sportowcami - zasługują na uznanie. Niezwykły, wręcz graniczący z obłędem, jest za to stosunek do nich milionów Argentyńczyków, przede wszystkim prostych ludzi. Wynoszą swoich idoli na ołtarze jeszcze za ich życia i zupełnie ignorują ich ludzkie słabości. Specjaliści na pewno potrafią wytłumaczyć naukowo ten fenomen, każdy, kto odwiedzi na dłużej Argentynę przekona się osobiście, zaś kinomani na całym świecie będą mieli niedługo okazję poznać losy Ignacio, fanatycznego wyznawcy Diego Maradony oglądajęc film kręconym właśnie przez CARLOSA SORINA. Miałem okazję przeczytać scenariusz filmu i z niecierpliwością czekam na efekt końcowy. Tym bardziej, że Sorin dużo improwizuje i historia na ekranie będzie się zapewne bardzo różniła od tego, co czytałem. Metoda pracy Sorina jest bardzo oryginalna i wydaje się świetnie dopasowana do tematu filmu, którym jest pielgrzymka fanatyka do łoża Diego powalonego chorobą, a raczej narkotykami i innymi używkami. Podobnie jak w poprzednich dwóch filmach Carlosa, w rolach głównych zobaczymy nie aktorów, ale zwykłych ludzi dobranych tak, by swoim doświadczeniem życiowym i charakterem jak najbardziej przypominali bohaterów filmu. Nie mają za zadanie grać, ale być sobą w zadanych sytuacjach. Sorin kręci kilkadziesiąt godzin materiału (70 w przypadku Bombona), z czego wiele nie na temat, także w chwilach, kiedy wydaje się, że kamery są wyłączone, ukradkiem. Jego wyjątkowość jako reżysera polega na tym, że wie, o czym chce opowiedzieć, i spośród całego materiału potrafi wybrać i zmontować kilka procent tak, żeby uzyskać przejmującą emocjonalnie i mądrą przypowieść. Wymaga to wiele pracy i niesamowicie wyrafinowanego systemu – od stałej ekipy współpracowników począwszy, poprzez organizację planu, intymne relacje z odtwórcami ról, precyzyjny scenariusz, od którego Carlos potrafi odejść, miesiące przy stole montażowym, po rozmowy z ludźmi o gotowym już filmie. Miałem okazję się przekonać jak osobiście Sorin traktuje swoje obrazy, bohaterów, historie. Stanowią one wielką część jego życia, a każdy poprzedni film jest wstępem do następnego. Kino argentyńskie postawiło na rozwój kina autorskiego, w którym to wizja i osobowość artysty oraz jego umiejętność współpracy z innymi indywidualnościami, decydują o powodzeniu projektu. Carlos Sorin jest z pewnością przykładem, a czasami także mentorem, dla młodych reżyserów, których filmy zobaczycie we Wrocławiu.

aszeffel
 

Post 20 mar 06, 17:03

To bardzo ciekawe, co pisze Pan o metodzie Sorina. Nawet jeżeli nie jest ona wyjątkowa, czy charakterystyczna akurat dla tego rejonu świata. Wczoraj trafiłam w telewizji (do czegoś się jednak telewizor przydaje) na dokument Lionela Boisseau – List do braci Dardenne, w którym odtwórca głównej roli w Dziecku – Jeremie Renier, opisując swoją współpracę z Dardenne'ami, powiedział dokładnie to samo, co Pan w kontekście Sorina: zadaniem “aktorów” jest nie gra, ale bycie sobą. Jednak u Dardenne'ów praca z naturszczykami, czy nie-zawodowcami w każdej innej sferze powstawania filmu ma inne (poza efektem naturalizmu) źródło. Otwarcie przyznają się do wielkiego onieśmielenia, a nawet panicznego lęku w kontaktach z profesjonalistami, którzy doskonale znają się na rzeczy, między innymi dlatego bracia nie potrafią zbudować reżyserskiego autorytetu na planie. A więc taki, a nie inny kształt tego, co wychodzi spod ich ręki, jest wynikiem słabości, komplikacji, psychicznego uszczerbku, pewnej nie do przezwyciężenia niedoskonałości. Ale podejrzewam, że to właśnie ona pozwala Dardenne'om w ogóle kręcić filmy. A z pewnością wpływa na ich styl.
Myślę, że przykład Sorina jasno pokazuje pewną ambiwalencję, wpisaną w postać reżysera, to rozdwojenie, które z pewnością ciągle mu towarzyszy. Z jednej strony emocjonalne zaangażowanie, które czerpie z gruntu własnej osobowości, z drugiej - konieczny przecież w procesie twórczym dystans. Z jednej - autentyczność intencji, która pozwala mu nawiązywać, jak Pan pisze: intymne relacje z odtwórcami ról, z drugiej - ukryta kamera i ciągła kalkulacja, nastawiona na efekt. Trafnie pisał o tym w Księdze niepokoju Pessoa: “sztuka jest przekazywaniem innym naszej intymnej tożsamości z nimi. (...) Sztuka polega na tym, aby zmusić innych, by czuli to, co my czujemy, by ich uwolnić od nich samych, proponując naszą osobowość dla specyficznej wolności”, ale dalej: “To, co czuję, w swej prawdziwej substancji (...), jest całkowicie nie do przekazania; a im głębiej to czuję, tym bardziej nie daje się przekazać. Abym mógł przedłożyć komuś innemu to, co czuję, muszę przetłumaczyć moje odczucia na jego język, to znaczy mówić takie rzeczy, jakie on czytając odczuje tak samo, jak ja czułem. A ponieważ ten inny, jak to bywa ze sztuką, nie jest tą lub tamtą osobą, lecz wszystkimi ludźmi, to znaczy człowiekiem podobnym do wszystkich innych, muszę zmienić swoje odczucia w uczucia typowe dla ludzi, nawet wypaczając prawdziwą istotę moich odczuć”.
Wydaje mi się, że istotą wyrafinowanego systemu, o jakim Pan wspomina, wyszczególniając pewne jego elementy, jest ta trudna do uchwycenia uczuciowa ambiwalencja. A mówienie o niej – w dodatku – w kontekście owej słynnej uczuciowości latynoskiej, też chyba nie powinno być błędem.

pozdrawiam
agnieszka szeffel

Valdo
 

Post 20 mar 06, 20:50

Mówie sie ze wiele osób (m.in Jean-Luc Godard od 15 lat) szukają receptury dla telewizji, tzn takiego sposobu przekazywania filmów by to medium oddawało klimat sal kinowych, i nie chodzi o większe telewizory, tylko- właśnie o co - ktoś coś słyszał na ten temat ... ?? :):):)

MK
 
Posty: 896
Na forum od:
26 gru 04, 10:41

Post 21 mar 06, 17:05

No nie wiedzialam, ze Sorín kreci o Maradonie. Efekt napewno bedzie warty obejrzenia (zdaje sie, ze Kusturica tez mial podobny pomysl)
Pilka nozna w ameryce Pld to nie to samo (nie tylko dlatego, ze graja lepiej), tam ludzie sa w stanie popelnic samobójstwo po przegranej ulubionego zespolu, grozic smiercoa bramkarzowi, który przepuscil pilke, a Maradona jest bogiem (przepraszam, BOGIEM).
MK

Avatar użytkownika
Piotr Kobus
NH-Kreator
 
Posty: 47
Na forum od:
7 gru 05, 10:21

Post 21 mar 06, 17:21

Witaj Aszeffel,

Bracia Dardenne przy całej swojej odmienności i oryginalności to doskonałe porównanie. Oni także robią kino osobiste i bardzo intymne, trzymają się bliskich sobie tematów i metod pracy. No i podobnie jak Sorin są dobrymi ludźmi, nawet jeżeli manipulują swoimi współpracownikami, robią to w dobrej wierze i nie pozwalają by udział w filmie wyrządził im krzywdę, wypaczył ich. Bohater Bombona - Juan Villegas, na codzień jest parkingowym, od lat parkuje samochód Sorina w budynku gdzie mieści się jego firma. Carlos zaproponował mu rolę, Villegas dostał za nią nawet nagrody aktorskie!, po czym wrócił do swojej pracy. Żyje dalej ze swoją rodziną, nie uderzyła mu woda sodowa do głowy. Nikt nie obiecywał mu kariery, bogactwa. Warto o tym pamiętać oglądając te filmy. Inni reżyserzy wysysają ze swych współpracowników ostatnie soki, doprowadzają do szału w celu zrobienia wielkiego filmu. Często się to udaje, jak chociażby Trierowi czy Herzogowi, ale to inna bajka, inne emocje.

Valdo,

Nie wierzę w telewizję, oby jej nie ulepszali. To taki zysk jak z poprawiania bomby atomowej na wodorową - można rozwalić hurtem więcej ludzi.

aszeffel
 

Post 22 mar 06, 11:10

Jestem naprawdę pełna podziwu dla Pana telewizyjnego radykalizmu. Sama oglądam telewizję, pozostaję podłączona i zdaję sobie sprawę z tego, że tak jak nie ma powrotu do ery sprzed wynalezienia elektryczności, podobnie w naszej strefie kulturowej – nie ma powrotu do ery sprzed telewizji. Tym bardziej spektakularna wydaje się odmowa. Zastanawiam się tylko, na ile ona dzisiaj jest w ogóle realna. Żaden socjolog czy medioznawca nie odpowie nam na pytanie, czy to świat jest z gruntu zepsuty i telewizja ten stan jedynie transmituje, czy też to właśnie telewizja, operująca wykoślawiającymi go metodami, psuje nam rzeczywistość, bo odpowiedź na tak sformułowane pytanie nie byłaby nigdy czysta, jednoznaczna. Pozostaje chyba zachować zdrowy rozsądek, korzystać z wiedzy specjalistów, próbujących telewizyjne mechanizmy opisać, nazwać, zdemaskować, wiedzieć (widzieć) i myśleć, świadomie wybierać, nie ulegać, choć to nie jest łatwe, to jest ryzykowne i nie daje żadnej gwarancji, że nie obudzimy się kiedyś jako couch-potato. Swoją odmową nie powstrzymamy katastrofy, ponieważ ona już nastąpiła.
Kiedy patrzę z perspektywy mojego małego podwórka, przykro mi, że nie stać mnie na tak spektakularne gesty. Dzięki rozwojowi rynku telewizyjnego, dzięki dostępnym mi kanałom telewizyjnym w ciągu roku mogę jednak oglądać filmy, które w innej postaci do Trójmiasta nigdy nie dotrą, bo padające tu jak muchy, jedno po drugim małe kina, brutalnie wypierane przez rozrastające się multipleksy, nie stać chociażby na organizowane przez Pana latynoskie festiwale. Wiem, że to jest zamknięty krąg. Multipleksy działają w sposób komercyjny, sztab ludzi pracuje nad analizą oglądalności, a ta opiera się w końcu na wyborze widowni, której przefiltrowana przez telewizyjną estetykę wyobraźnia nie jest nieprzewidywalna.
Hmm... dlatego wybieram Nowe Horyzonty.
(...Stay tuned...).

eMWu
 
Posty: 180
Na forum od:
25 paź 05, 23:33
Lokalizacja:
Warszawa

Post 22 mar 06, 12:04

ale ładny post ;) też myślę że można świadomie, niegłupio i z umiarem korzystać z tv.staram się to robić, choć nie jest to łatwe.Swego czasu parę lat prawie w ogóle nie oglądałem telewizji i dzięki temu oduczyłem się marnować przy niej czas. Teraz patrze w program wybieram np. Piękność dnia o 18:00 i mecz polskiej reprezentacji o 20:00. Oglądam, wyłączam i nie marnuje czasu;) poza tym wydaje mi się że jeśli ktoś ma choć drobne zacięcie socjologiczne (a ja mam) to telewizja mu się przydaję. To medium ma ogromny wpływ na ludzi. To na pewno smutne, ale i ciekawe obserwować jak tv kształtuje postawy ludzi.
Też trudno pogodzić mi się z telewizją o tak miernej ofercie. Ludzi traktuje się jak idiotów. Wierzę że powstanie z czasem jeszcze parę stacji, które będą odnosić się do widza z szacunkiem poprzez oferowanie programów niedebilnych (parę przecież już jest.np. ale kino, europa europa, tvn 24 , tvp kultura itd)wiadomo że będą one na marginesie...hmmm to ja też na nim będę;)

eMWu
 
Posty: 180
Na forum od:
25 paź 05, 23:33
Lokalizacja:
Warszawa

Post 22 mar 06, 12:08

poza tym faktycznie nietelewizyjna oferta kulturalna poza warszawą (a zwłaszcza filmowa) jest delikatnie mówiąc "nie tego" ;)

aszeffel
 

Post 22 mar 06, 14:48

Jeszcze małe ps, żeby Pan się nie denerwował, że my tu o tej telewizji ciągle mówimy, w dodatku rzeczy dosyć oczywiste i jakby nie na temat, ale uświadomiłam sobie, jak bardzo jest to rozmowa tu: nieprzypadkowa. Bo skoro Pana celem na tym forum jest – jak przypuszczam - także rozbijanie stereotypów, dotyczących Ameryki Południowej, w szczególności Argentyny, to proszę pamiętać chociażby o kojarzeniu tej części świata z telewizyjną telenowelą, która ma tam wielką tradycję i korzenie wcale nie popkulturowe (a wśród telenowel argentyńskich zdarzają się i te metatekstowe). Takich stereotypów, które mogą być trampoliną dla rzetelnej wiedzy jest pewnie więcej. Proszę wspominać również o odrzuconych kontekstach swoich wyborów, bo dzięki temu będziemy mogli zbudować sobie pełen obraz tej rzeczywistości, którą Pan za pośrednictwem swojego przeglądu chce przed nami otworzyć. Ja bardzo temu pomysłowi kibicuję. Forum obserwuję od niedawna i myślę, że ono bardzo nam się przyda podczas festiwalu, jeżeli oczywiście ujawni Pan także kulisy.
Jest Pan sam teraz trochę jak telewizja – nasze oczy są zwrócone w Pana kierunku, ma Pan wpływ.
:)

Avatar użytkownika
Piotr Kobus
NH-Kreator
 
Posty: 47
Na forum od:
7 gru 05, 10:21

Post 22 mar 06, 19:27

BUENOS DIAS, BUENOS AIRES


Przyznaję się bez bicia, że mam w sobie coś z Taliba tęskniącego za rajem utraconym kalifatu umajjadzkiego. Nie chcę cofać zegara do epoki kamienia łupanego, ale ograniczam ingerencję technologii i mediów w swoje życie, ponieważ moim zdaniem i tak jest ich zbyt wiele na każdym kroku. Co roku mam okazję spędzić przynajmniej kilka tygodni poza tzw. światem rozwiniętym - ostatnio w Indiach, Iranie, Paragwaju... Te wizyty uświadamiają mi jak nienaturalny dla homo sapiens tryb życia prowadzimy. Spotkanym tam ludziom wydajemy się jakimiś cyborgami! I nie mówię tylko o osprzęcie, co gorsza także o odruchach wobec innych i emocjonalności. Zamiast coraz to nowych fantów, których i tak mamy za dużo, moim zdaniem lepiej jest się pozbywać tych, których możemy. Zamiast zastanawiać się jak przyśpieszyć, lepiej zwolnić.

Co do programu argentyńskiego obawiam się, że trudno będzie na jego podstawie zbudować sobie pełen obraz tamtej rzeczywistości. Pokażemy zaledwie fragment argentyńskiej produkcji filmowej, naszym zdaniem najciekawszy. Tak się składa, że będą to w większości filmy bardzo nietelewizyjne, czy to ze względu na tempo narracji, stronę wizualną nieprzystającą do małego ekranu, czy też estetykę i temat nie akceptowalne dla przeciętnego widza. Większość z nich nie trafi nigdy nawet do ambitnych kanałów filmowych. To będzie kino, które wymaga sali kinowej i zyskuje wiele, gdy staje się przedmiotem rozmowy z filmowcami i innymi widzami. Staramy się, aby do Wrocławia przyjechali twórcy tych filmów. Będą to często obrazy bardzo intymne i wraz ze spotkaniem z reżyserem będą stanowić doświadczenie wykraczające daleko poza świat filmu.

Nie jestem też pewien czy chodzi mi o rozbijanie stereotypów w postrzeganiu Ameryki Łacińskiej czy też Argentyny. Raczej o dogłębną prezentację najciekawszego moim zdaniem zjawiska we współczesnym kinie latynoskim.

aszeffel
 

Post 22 mar 06, 20:39

Powoli zaczynam rozumieć i cieszę się, że rozmową o telewizji prowokujemy Pana do tych wyznań o naturze Taliba. To jest – proszę mi wierzyć – nieocenione. Pomiędzy mną a Panem stoi mój pies. Śmieszne? Natura sama - rzec można. W umaszczeniu czerń i biel, co się przekłada na temperament bałkański. Mieszaniec. Jego emocjonalność to jest, proszę Pana, TO. Potrafię sobie wyobrazić i Indie, i Paragwaj, whatever. Niech Pan się nie ogranicza, niech Pan zostanie nauczycielem w tej szkole dla prymusów, niech Pan się nie wycofuje, nie zasłania. Tylko, że ja jestem stąd, proszę o tym pamiętać, niech mnie Pan przygotuje do recepcji tego kina. Ma Pan szansę, czy ma Pan też pomysł? Nic nie dzieje się bez przyczyny. Niech ten, przygotowywany przez Was przegląd będzie egzaminem, który powinniśmy pomyślnie zdać. Mam wrażenie, że ów wspominamy wielokrotnie naturalizm poetycki jest pojęciem dosyć zawoalowanym. Dlaczego akurat on ma być najciekawszym zjawiskiem we współczesnym kinie argentyńskim? Jakie mamy alternatywy? Co to znaczy “doświadczenie wykraczające poza świat filmu”? Najciekawsze zjawisko? Czekamy na Pana relacje, żywe, przejmujące, ważne, z serca. Co się właściwie działo w tej Argentynie w grudniu? Jestem pewna, że da Pan sobie radę.

Avatar użytkownika
aszeffel
NH-Kreator
 
Posty: 2457
Na forum od:
23 mar 06, 11:51
Lokalizacja:
Gdynia

Post 25 mar 06, 12:12

W dzisiejszej GW tekst Macieja Stasińskiego o obchodach rocznicy puczu z 1976r. na placu Majowym w Buenos Aires, dopóki nie trafi do archiwum, dostępny tu:
http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,3235542.html

Avatar użytkownika
aszeffel
NH-Kreator
 
Posty: 2457
Na forum od:
23 mar 06, 11:51
Lokalizacja:
Gdynia

Post 25 mar 06, 15:23

Od 2002r. Festiwal Filmowy w San Sebastián-Donostia, Rencontres de Cinema d'Amerique Latine w Tuluzie i Instytut Cervantesa wspólnymi siłami realizują projekt “kino w budowie”, dofinansowując południowoamerykańskie pełnometrażowe niezależne produkcje.
Jedna z edycji była pokazywana jesienią zeszłego roku w polskich kinach (Łódź, Charlie; Kraków, Kino pod Baranami; Warszawa, KinoLab). Udało mi się obejrzeć wtedy dwa filmy argentyńskie: Fernána Rudnika “Pueblo Chico” i Santiago Palavecino “Otra vuelta” (Drugie podejście), oba udane. Miejmy nadzieję, że przegląd znowu trafi do Polski, a my znajdziemy się w odpowiednim miejscu, o odpowiedniej porze.
Info o marcowej selekcji tu:
http://www.sansebastianfestival.com/2005/in/n27.htm#

Avatar użytkownika
Piotr Kobus
NH-Kreator
 
Posty: 47
Na forum od:
7 gru 05, 10:21

Post 25 mar 06, 20:15

Pueblo chico

Mnie osobiście ten film się nie podobał. Po pierwsze autor zamierzył się na wielką przypowieść o relacjach społecznych, filozoficzne dywagacje, i trochę się przeliczył z własnymi możliwościami. Po drugie całą historię można było opowiedzieć w pół godziny, scenariusz był delikatnie mówiąc niedorobiony.

DYKTATURA

Nie wiem czy dyktatura pojawi się jako temat główny w którymś z filmów cyklu, ale zachęcam do zapoznania się z tym tragicznym okresem w historii najnowszej Argentyny, ponieważ ma on wielki wpływ na pokolenie młodych filmowców. Szczególnie często powraca problem desaparacidos (znikniętych) i ich dzieci "adoptowanych" czyli po prostu uprowadzonych przez ludzi związanych z reżimem. Niewielu osobom kiedy myślą o Argentynie jawią się wizje obozów koncentracyjnych, terroru i masowych morderstw. A miało to miejsce niedawno, oprawcy żyją dzisiaj wśród swoich ofiar... Z tego co wiem, Adrian Israel Caetano skończył lub kończy film o ucieczce z jednego z obozów, w którym główną rolę gra Rodrigo de la Serna. Może zdążymy pokazać ten film?

Avatar użytkownika
aszeffel
NH-Kreator
 
Posty: 2457
Na forum od:
23 mar 06, 11:51
Lokalizacja:
Gdynia

Post 26 mar 06, 10:42

Nie przypominam sobie, żebym po obejrzeniu Pueblo chico była zawiedziona, ale moja lektura tego filmu jest z pewnością o wiele mniej kompleksowa od Pańskiej. Podobała mi się jego makietowość przy zachowaniu pozorów realizmu. Rozciągnięcie w czasie i powtórzenia ruchów postaci, ich dróg, charakterystycznych dla nich sytuacji podkreślają ten efekt, znaczą makietę przerywanymi liniami, punktami i strzałkami, żebyśmy mogli wyobrazić ją sobie w całości i zapamiętać. Trier by to pewnie narysował na podłodze kredą. Sklejona z kilku elementów, reprezentujących większe całości, okryta jest w dodatku jak architektoniczna rzeźba Christo opakowaniem z alegorii. W pewnym momencie – uzasadnionym dramaturgicznie – makieta, czy może lepiej nazywać ją modelem do składania (sic!), zaczyna się rozklejać, w jednych miejscach traci utrzymujące dotychczasowy kształt napięcia, sugerując ich istnienie w innych (to odcięcie od świata, przedłużające się oczekiwanie na ratunek czy katastrofę czyni życie bohaterów coraz bardziej absurdalnym), co prowadzi do tragicznego końca, który zamienia się w groteskę. “W ten sposób na marginesie zagadnień socjalnych można by podejrzewać akcję innej natury, coś podobnego do partii bilardu, w który niektórzy grają, inni zaś są grani, dramat pozbawiony Edypa, Rastignaca i Fedry, dramat nieosobisty na tyle, że w jakiejś mierze świadomość i namiętność postaci włączają się weń dopiero a posteriori. Tak jakby dopiero na jakichś drugich planach zawiązywały się i rozwiązywały wątki prowadzone przez aktorów dramatu” - pisał w 62 rozdziale Gry w klasy Cortazar.
Choć – przyznaję - moją sympatię mógł wzbudzić tak naprawdę widok pasiastych leżaków na pustej plaży, rzucających cienie w popołudniowym, ciepłym świetle.

Jeżeli mógłby się Pan podzielić jakimiś wartymi uwagi tytułami dot. niedawnej historii Argentyny, prosimy.

MK
 
Posty: 896
Na forum od:
26 gru 04, 10:41

Post 26 mar 06, 14:17

Niedawno widzialam calkiem nielzy dokument o obecnej sytuacji w argentyunie i jak do tego doszlo: chyba sie nazywal Memoria de un expolio albo cos takiego. W kazdym razie warto by to pokazac. O ile dobrze pamietam ten tytul.
MK

Avatar użytkownika
aszeffel
NH-Kreator
 
Posty: 2457
Na forum od:
23 mar 06, 11:51
Lokalizacja:
Gdynia

Post 26 mar 06, 15:50

myślałam o tytułach książek

Avatar użytkownika
aszeffel
NH-Kreator
 
Posty: 2457
Na forum od:
23 mar 06, 11:51
Lokalizacja:
Gdynia

Post 27 mar 06, 9:25

blog o Ameryce Płd - ciekawe, aktualne, zaprzyjaźnione, tu:
http://tierralatina.blox.pl

Avatar użytkownika
Piotr Kobus
NH-Kreator
 
Posty: 47
Na forum od:
7 gru 05, 10:21

Post 27 mar 06, 14:00

MEMORIA DEL SAQUEO

Może to o tym filmie Fernando Solanasa myślisz MK? To klasyk kina argentyńskiego, twórca między innymi legendarnych La hora de los hornos (1968) czy Tangos, el exilio de Gardel (1985). Ostatni kręci świetne dokumenty zaangażowane - ostatni to La dignidad de los nadies (2005). Musieliśmy zrezygnować z pokazywania dokumentów w tegorocznej retrospektywie. W argentynie kręci się zbyt wiele filmów by pokazać wszystko co ciekawe, we wszystkich gatunkach.

HISTORIA NAJNOWSZA ARGENTYNY

Niestety nie jestem w stanie polecić książek na ten temat. Moja wiedza o Ameryce Łacińskiej pochodzi głównie z podróży, spotkań, lektury lokalnych gazet podczas wielogodzinnych przejazdów... Jeżeli ma czas na czytanie książęk, staram się uzupełniać braki w klasyce. Z pozycji po polsku na pewno warto przeczytać Gorączkę latynoamerykańską Artura Domosławskiego. Kilka rozdziałów jest poświęconych dyktaturze i "znikniętym".

MK
 
Posty: 896
Na forum od:
26 gru 04, 10:41

Post 27 mar 06, 19:52

Chyba mi o to chodzilo (nie dziwne, ze nie moglam znalezc rezysera) zarówno saqueo jak i expolio to akurat trafne okreslenia tego co tam sie wydarzylo w ostatnich latach.
szkoda, ze tego nie bedzie. A moze udaloby sie pokazac ten film w sekcji dokumenty i eseje?
MK

Avatar użytkownika
Piotr Kobus
NH-Kreator
 
Posty: 47
Na forum od:
7 gru 05, 10:21

Post 27 mar 06, 21:19

DOKUMENTY SOLANASA

Wiem, że Roman Gutek widział przynajmniej jeden z ostatnich filmów Solanasa - Memoria del saqueo lub La dignidad de los nadies - a może nawet obydwa. Może zechce je pokazać?

Avatar użytkownika
Piotr Kobus
NH-Kreator
 
Posty: 47
Na forum od:
7 gru 05, 10:21

Post 1 kwi 06, 19:09

ADRIÁN ISRAEL CAETANO

W latach 90. doszło do głosu nowe pokolenie twórców kina argentyńskiego. Początkowo na światowe festiwale trafiały pojedyncze, co bardziej udane filmy niezależne – m.in. Rapado Martina Rejtmana (1992), Picado fino Estebana Sapira (1994-6). Zainteresowanie kinem argentyńskim wzrosło znacznie po sukcesie filmu Pizza, birra, faso (1997) wyreżyserowanego przez parę debiutantów – Adriana Israela Caetano i Bruno Stagnaro. Opowieść o grupie bezdomnej młodzieży z Buenos Aires okazała się wyjątkowo uniwersalna i zdobyła nagrody na wielu festiwalach. Bliższe spojrzenie na scenę filmową Argentyny ujawniło istnienie różnorodnej produkcji niezależnej w czasie, kiedy świat zachłystywał się pochodzącą z Danii Dogmą. Od tego czasu – końca lat 90. - trudno znaleźć znaczący festiwal filmowy, który nie pokazywałby filmów argentyńskich i w większości były to filmy młodych reżyserów, często debiutantów. Z duetu Caetano – Stagnaro, pierwszy kontynuował pracę nad filmami kinowymi, zaś drugi stworzył kultowy dzisiaj serial telewizyjny Okupas. Kolejny film Caetano Bolivia (2001) odniósł jeszcze większy sukces niż Pizza, birra, faso i jest moim zdaniem jego najlepszym filmem. Będziecie mieli okazję zobaczyć go we Wrocławiu. Czarno-biały ziarnisty obraz, naturalistyczne aktorstwo, sceny improwizowane pośród rzeczywistych miejsc i mieszkańców imigranckiego Buenos Aires – opowiadają historię, która mogła się zdarzyć, więcej, z pewnością nieraz się zdarzyła, ale film nie ma w sobie nic z dokumentu. Jest gęsty i przejmujący dzięki talentowi reżyserskiemu Caetano, który doskonale czuje kino i potrafi wciągnąć widza w świat bohaterów. Reżyser nie idealizuje ani nie upiększa pokazywanego świata, ale nie popada także w epatowanie patologią tak częste w filmach o wykolejeńcach i biednych tego świata. Podobnie jak w wielu innych filmach cyklu argentyńskiego zobaczycie w Bolivii kawałek prawdziwej Argentyny widziany z perspektywy wrażliwego i mądrego artysty. To na pewno jedna z najwartościowszych cech nowego kina argentyńskiego, które wam pokażemy. Inną cechą wybranych przez nas filmów jest ich niepozorność, przez którą rozumiem brak efekciarstwa tematycznego i formalnego. Streszczenie Bolivii nie powali nikogo na kolana, minimalistyczna forma w oderwaniu od całości dzieła nie jest też rewolucyjna, ale film obejrzany w KINIE jest wielkim przeżyciem. Caetano dostał za niego nagrody w Cannes, San Sebastian, Londynie i Rotterdamie. CDN.

Avatar użytkownika
aszeffel
NH-Kreator
 
Posty: 2457
Na forum od:
23 mar 06, 11:51
Lokalizacja:
Gdynia

Post 3 kwi 06, 14:43

“Gorączki latynoamerykańskiej” Artura Domosławskiego (Świat książki, Warszawa 2004) nie szukajcie w księgarniach, ani w wydawnictwie – nakład wyczerpany, pozostają aukcje, antykwariaty (kto chciałby się tej książki pozbywać?). Dla niepocieszonych spis treści:
http://www.latino.pl/index.php?option=c ... Itemid=120

Szukając informacji o argentyńskiej literaturze, która mogłaby urozmaicić nam oczekiwanie na przegląd, miałam ochotę powtórzyć zadane niegdyś bodaj przez Piotra Bratkowskiego pytanie: czy boom latynoamerykański trwa nadal? Bratkowskiemu chodziło naturalnie o atmosferę, z jaką na polskim rynku wydawniczym przyjmowana była w latach 70. i 80. proza z Ameryki Południowej, wydawana przez Wydawnictwo Literackie w charakterystycznej oprawie graficznej (seria: proza iberoamerykańska), którą ostatnio przejęło wydawnictwo Muza S.A. (nie wiedzieć czemu w serii zatytułowanej: SALSA - książki dla muzykalnych). Muza w latach 90. wydała ponownie całego Cortazara (Borgesa wydaje Prószyński i S-ka). To wtedy wieloletnia, nieżyjąca już tłumaczka literatury argentyńskiej okresu boomu Zofia Chądzyńska niepokoiła się na okładce “Gry w klasy”, czy aby młodzi ludzie znów zechcą się identyfikować z tymi bohaterami. Chcieli i pewnie chcą nadal. Świadczy o tym nie tylko dzisiejsza dostępność wznawianych wciąż książek, ale i popularność opracowań na temat kojarzonego z nimi magicznego realizmu. “Zjawy, szaleństwo i śmierć. Fantastyka i realizm magiczny w literaturze hispanoamerykańskiej” Tomasza Pindela (Universitas, Kraków 2004) również “out of stock”. Spis treści tu:
http://www.universitas.com.pl/index.php ... 2013&LNG=1

Ze starszych pozycji argentyńskich autorów w antykwariatach znajdziecie m.in.: Manuela Puiga “Pocałunek kobiety pająka”, 1984 (wznowienie Muza S.A. 1999, nakład wyczerpany) i “Przeklęte tango”, 1975; Rodolfo Rabanala “Osobny”, 1987; Jose Bianco “Szczury. Przyobleka się w cienie”, 1977; Griseldy Gambaro “Bóg nie lubi szczęśliwych”, 1984; Ernesto Sabato “Abaddon - Anioł Niszczyciel”, 1974; Eduardo Mallea “Zieleń wszelka zginie”, 1975; Adolfo Bioy Casaresa “Plan ucieczki”, 1974. Ale te książki są rówieśniczkami bohaterów przeglądu nowego kina argentyńskiego, który zobaczymy we Wrocławiu. Podobnie jak reżyserzy mają po trzydzieści kilka lat. W naszych księgarniach nie znajdziemy nowej, młodej prozy czy poezji argentyńskiej, która mogła wpłynąć na kształt ich twórczych osobowości. Czy w ogóle literatura jest dla nich ważna? Czy podążają jej śladem, czy to ona raczej podąża ich drogami? Czy w ogóle w takie wzajemne związki literatura i film dziś w Argentynie wchodzą (nie mam oczywiście na myśli adaptacji)? Jakie znaczenie ma dla nich tradycja literacka, sięgająca lat 60., która wciąż buduje w naszych oczach obraz kultury i miejsca, o którym opowiadają w swoich filmach? Myślę, że warto im te pytania we Wrocławiu zadać.

Avatar użytkownika
Piotr Kobus
NH-Kreator
 
Posty: 47
Na forum od:
7 gru 05, 10:21

Post 6 kwi 06, 12:06

LITERATURA ARGENTYŃSKA

Dzięki za wywołanie tematu literatury. Sam niestety nie jestem znawcą przedmiotu, ale zaplanowaliśmy na czas festiwalu szereg wydarzeń około-filmowych, także związanych z literaturą. Poprowadzą je m.in. tłumacze i zapewne także zaproszeni filmowcy, jeżeli zechcą rozmawić na ten temat. Program tych imprez towarzyszących dopiero powstaje, ale myślę że nie odmówią udziału Carlos Marrodan (tłumacz), Marta Jordan (tłumaczka m.in. Cortazara, któremu towarzyszyła podczas jego wizyty w Polsce), Abel Murcia (tłumacz i szef Instytutu Cervantesa w Polsce). Jeżeli macie propozycje czym powinniśmy się zainteresować, z kim i o czym chcielibyście porozmawiać - piszcie.

ja z WRO
 

Post 6 kwi 06, 22:10

Jeśli chodzi o ksiązkę Domasławksiego, też bardzo polecam. Może i jego zaporsić, żeby poopowiadał?
Z literatury, to może by pożenić jakoś z Argentyńczykami Gombrowicza? Byłoby takie spojrzenie polskie. W kisążce Suchanow "Argentyńskie przygod Gombrowicza" mowa o nim jako pisarzu argenyńskim. To intrygujące. Mało o tym wiemy, a w końcu Gombro to nasz główny Latynos.

Następna strona

Powrót do 6. - Przed Festiwalem