15. Millenium Docs Against Gravity Film Festival

Festiwale, przeglądy, retrospektywy. Zapowiedzi. Wasze wrażenia.
Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1665
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 26 sty 18, 20:29

Znamy już pierwsze filmy tegorocznej edycji DocsAG:
http://www.filmweb.pl/news/Nominowany+o ... ocs-126728

tangerine
 
Posty: 1719
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 31 sty 18, 23:25

Wszystkie trzy tytuły zagraniczne zapowiadają się bardzo ciekawe i planuję je zobaczyć.

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1665
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 16 mar 18, 13:00

Ujawniono filmy w konkursie głównym oraz bohaterów retrospektyw:
http://docsag.pl/pl/13-filmow-powalczy- ... t=warszawa
Czyli Pani Fang jednak na DocsAG, a nie na NH. Też dobrze.

Paru dodatkowych rzeczy o programie festiwalu można się dowiedzieć z wtorkowej konferencji prasowej organizatorów dostępnej tutaj:
https://www.youtube.com/watch?v=pLPc5jhl5qQ

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1665
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 26 kwi 18, 11:06

Jest już (chyba ostateczny?) program festiwalu na stronie. Ku mojemu rozczarowaniu (a raczej irytacji, bo to absolutny numer jeden jeśli chodzi o filmy, na które czekam) Pani Fang wypadła z konkursu (nota bene - jest ślad tego "wypadnięcia" w postaci informacji na stronie z filmami konkursowymi, że jest ich 14, podczas gdy w rzeczywistości jest o jeden mniej) i obejrzeć będzie ją można wyłącznie w Warszawie. Jak co roku zresztą wiele rzeczy interesujących jest tylko tam (subiektywnie rzecz biorąc, mam wrażenie, że więcej niż zwykle).

Marcin Pieńkowski
NH-Kreator
 
Posty: 20
Na forum od:
31 mar 11, 19:30

Post 28 kwi 18, 5:52

Grześ,
Nie wiem czy film będzie w ramach wrocławskiej edycji MDAG, ale na pewno będzie go również można zobaczyć na Nowych Horyzontach.
Pozdrawiam
Marcin

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1665
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 28 kwi 18, 12:34

A, to miło. Dziękuję za informację (i czekam na jeszcze więcej Chin na festiwalu).

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 907
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 16 maja 18, 14:01

Co prawda, filmów raczej zbyt wiele w tym roku nie zobaczę i co gorsza niemal cały mój zbiór jest podzbiorem zbioru Grzesia, ale jednak kilka słów napiszę (korzystając z tego, że Grzes czy tangerine jeszcze nie wyczerpali tematu).

Stając się zwierzęciem. Nie oglądam takich filmów z wielkimi oczekiwaniami, raczej liczę na niezłe zdjęcia (i były niezłe) i na to, że w całej masie bzdur znajdę jakąś, choć jedną, intrygującą myśl (z tym jest gorzej). Peter Mettler z dwojgiem współpracowników opowiada tu o tym, że wywodzimy się z natury i kontaktujemy się z nią wszystkimi zmysłami. Istnienie nowoczesnych technologii kontakt ten ogranicza, nie jesteśmy w stanie poczuć ducha drzew, chmur czy łosi. Aby przekazać tę tezę autorzy posłużyli się cyfrową kamerą i cyfrowym rzutnikiem w kinie. Rzeczywiście - nic nie poczułem (oprócz senności). [3/6]

Można kochać ziemniaki. Tytuł polski jest mało zgrabny. Oryginalny nawiązuje do tego, że w czasach represji, strachu i głodu nie ma czasu na taki zbytek jak miłość, czy czułość. Miłością są ziemniaki (czyli możliwość jedzenia). Mimo wplecionych animacji jest to dość prosta opowieść o szukaniu prawdy o rodzinie i czasach, o których mało kto chce mówić. Nawiązania do Czechowa nieco na wyrost, ale nie szkodzi - podobała mi się ta niespieszna opowieść, choć Pani po lewej usnęła. [4/6]

Jądra Tarzana. Właściwie dostajemy tu dwa filmy: surrealistyczną opowieść o egzotycznej, postkomunistycznej Abchazji oraz wstrząsający film o obozie koncentracyjnym, tj. laboratorium, w którym prowadzone są eksperymenty na małpach. Osoby, które traktują emocjonalnie kwestię praw zwierząt, trzeba ostrzec: oglądanie tego filmu może być ciężkim przeżyciem. Małpy są tu niby naszymi braćmi, ale - wg słów jednej z laborantek, wierzącej w absurdalną mieszankę darwinizmu i chrześcijaństwa - stworzonymi przez Boga po to, żeby było na kim robić eksperymenty... Śmiesznie i strasznie. [5/6]
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1665
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 17 maja 18, 11:44

Czuję się trochę wywołany do tablicy przez Doktora, więc też napiszę parę słów o tym, co jak dotąd widziałem na festiwalu. Wśród w sumie 12 filmów brak olśnień, ale jest całkiem sporo takich, które z czystym sumieniem mógłbym polecić.

Czyściciele internetu, czyli film o filipińskich cenzorach mediów społecznościowych, naświetlają problem z wielu stron. Po pierwsze, pytając, w jaki sposób sensownie określić, co jest w takich mediach dozwolone - tak naprawdę wszystko, co jest w sieci umieszczane ma swój kontekst, którego cenzorzy nie znają, często wręcz nie są w stanie zrozumieć, do tego ich własne poglądy (często bardzo konserwatywne), utrudniają bezstronną analizę, na koniec tempo pracy, w związku z ilością materiału do ocenzurowania, musi być zawrotne - w efekcie przepisy muszą być bardzo uproszczone, co kończy się eliminowaniem treści kontrowersyjnych w dobrym sensie tego słowa - prac artystów, drastycznych doniesień obrońców praw człowieka itp. Po drugie, wskazując na to, że biznesowy charakter całego przedsięwzięcia powoduje eliminowanie treści krytycznych wobec władz (facebook czy twitter układają się z różnymi dyktaturami byleby mieć dostęp do "ich" rynków) jednocześnie dając złudne poczucie, że te media nie poddają się politycznym naciskom. Po trzecie wreszcie, mówiąc o skutkach, jakie tego rodzaju praca (oglądanie godzinami pornografii, mordów, samookaleczeń, samobójstw) ma wpływ na zdrowie psychiczne samych cenzorów. Dokument dosyć tradycyjny w formie, ale bogaty w informacje, dobrze przemyślany i poukładany. [3.75/6]

Z filmami Petera Mettlera mam ten problem, że jego złote myśli bardzo często wydają mi się mieszaniną banału i pretensjonalności - na Stając się zwierzęciem szedłem więc z pewnymi obawami. W odróżnieniu od Doktora wyszedłem jednak zadowolony. Przemyślenia o tym, jak związek człowieka z naturą wpłynął na rozwój podstawowych kodów kulturowych, języka, sztuki itp., ostatecznie definiując to, co znaczy bycie człowiekiem oraz o tym, jak, separując się od natury przy pomocy osiągnięć techniki, tracimy człowieczeństwo, wydały mi się spójne i miejscami dosyć oryginalne. Podobało mi się też to, że, w odróżnieniu od wielu innych podobnych filmowych esejów, autorom udało się stworzyć warstwę wizualno-dźwiękową, która sporo dodawała do całości - nie była zestawem mniej lub bardziej przypadkowo dodanych obrazków (zarówno zdjęcia, jak i dźwięk, były zresztą najwyższej próby). Podobało mi się w końcu też to, że autorzy zauważyli paradoks swojej sytuacji - ten, o którym pisze Doktor - że mówią o alienującym efekcie stosowania nowych technologii, sami wykorzystując te technologie. [3.75/6]

Liubow - miłość o rosyjsku, czyli bodaj najlepszy z widzianych przeze mnie filmów, to w zasadzie zapis wywiadów dotyczących miłości właśnie, których Swietłanie Aleksiejewicz udzielali różni Rosjanie. Całość została bardzo harmonijnie poskładana, z momentami śmiechu i wzruszeń, z ładnymi, wyciszonymi, łącznikami pomiędzy kolejnymi wywiadami, w bardzo interesującą mozajkę opowieści i przemyśleń. Przemyśleń przede wszystkim o tym, jak romantyczne wyobrażenia rodem z rosyjskiej literatury z jednej strony, a radzieckie wychowanie stawiające na kolektyw, relegujące prywatne szczęście poza obszar spraw ważnych, wpłynęło na postrzeganie i przeżywanie jednego z najbardziej podstawowych ludzkich doznań. [4/6]

Love is Potatoes (bezsensowny polski tytuł przemilczę) poniekąd jest o tym samym - pisał już o tym Doktor - o tym, jak koła sowieckiej historii (Wielki Głód, wojna, stalinowski terror) wpłynęły na relacje wewnątrz rodzin - w tym wypadku chodzi konkretnie o rodzinę reżyserki filmu, która przyjeżdża z Holandii na rosyjską prowincję, próbując zrozumieć, dlaczego jej matka oraz jej siostry są takie, jakie są. W szczególności - przed czym jej matka z Sojuzu uciekła i przed czym cały czas uciekała w swoim holenderskim życiu. Film ma uroczą intymną atmosferę, jest prosty, ale ładnie poprowadzony narracyjnie, podobały mi się też zdjęcia. Mimo wszystko pozostawia pewien niedosyt - jest zbyt prosty, rodzinne tajemnice skrywają zbyt mało, żeby do końca poruszyć. Powód chyba jest taki, że my - ludzie wschodu zachodu (albo, jak kto woli, zachodu wschodu) - nie jesteśmy wzorcowymi widzami tego filmu - o życiu w stalinowskiej Rosji wiemy zbyt wiele, żeby rewelacje autorki nas w jakikolwiek sposób szokowały. Mimo wszytko, obejrzeć warto. [3.75/6]

Film Eks-szaman można by nazwać paradokumentalną fabułą - taki jest w każdym razie sposób prowadzenia narracji. Opowiada o Indianach Paiter gdzieś z brazylijskiej części dorzecza Amazonki, umieszczając w centrum byłego szamana, obecnie dozorcę w miejscowym kościele. To jego oczyma patrzymy na rzeczywistość - rzeczywistość ludzi wykorzenionych, znajdujących się gdzieś w pół drogi pomiędzy nowoczesną cywilizacją białych a dawnym, magicznym, postrzeganiem rzeczywistości, nie przynależących do końca do żadnej z nich, nie czerpiących też przez to siły z tego rodzaju przynależności. W sensie faktograficznym to pewnie nie jest dobry dokument - dowiadujemy się niewiele. W zamian zostajemy zanurzeni w tamten świat, z jego leniwym tempem i nieraz osobliwym sposobem myślenia. Pomagają w tym wspaniałe zdjęcia i przemyślana ścieżka dźwiękowa. Mnie to antropologiczne slow cinema sprawiło sporą przyjemność. [4/6]

Na koniec, po tekstach o 5 najlepszych filmach, jakie widziałem, krótka polemika z Doktorem. Jądra Tarzana oglądało mi się dobrze, była tam też niejedna scena zapadająca w pamięć. Nie było tylko filmu - to nie tylko kwestia tego, że składają się nań dwie, kiepsko się ze sobą łączące, opowieści, ale też tego, że wewnątrz tych opowieści też trudno powiedzieć, o czym reżyser chce mówić - tak jakby skierował kamerę na wszystko, co go w jakiś sposób zainteresowało, a potem poskładał to w jedną całość na chybił-trafił. [3.25/6]

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1665
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 19 maja 18, 21:09

Nikt nie chce kontynuować tego wątku, więc ja muszę. Od środy widziałem 3 filmy godne polecenia.

Rzadko się zdarza na festiwalach filmowych, a tym bardziej na festiwalach dokumentów, żeby najlepszym filmem był film najbardziej błahy. Tak jest jednak (przynajmniej z mojej perspektywy) na tegorocznym DocsAG. Twarze, plaże, nakręcone przez Agnès Vardę we współpracy z fotografikiem-performerem JR-em są filmem lekkim, uroczym, skrzącym się pomysłami i humorem. Owszem - pojawiają się tutaj tematy poważne, jak rola sztuki, starość, przyjaźń, ale wszystko podane jest w takiej zwiewnej, dygresyjnej formie, że traci swój ciężar. Film bardzo vardowski w stylu i bardziej chyba udany niż poprzednie Plaże Agnès. [4.5/6]

Po drugiej stronie drzwi lub Druga strona wszystkiego to portret serbskiej działaczki demokratycznej Srbijanki Turajlić nakręcony przez jej córkę, Milę, oraz (na jego marginesie) obraz historii Jugosławii i (po jej rozpadzie) Serbii widzianej z jej (matki) prywatnej perspektywy. Ciekawa jest tu po pierwsze forma - kamera nie opuszcza ich wspólnego mieszkania, wszystkie materiały z zewnątrz to fragmenty transmisji telewizyjnych. Po drugie to, że nie jest to portret "bohaterski" - protagonistka przed swoją rodziną i przyjaciółmi (a więc w efekcie także przed nami) nie kryje, że swoją działalność publiczną uważa za porażkę - w Serbii (jak i u nas, tylko bardziej) demokracja nie cieszy się specjalnym uznaniem, nacjonaliści są u władzy i nikt nie zdaje się im zagrażać, a dawni opozycjoniści są odsądzani od czci i wiary jako "agenci zachodu". Ciekawe jest wreszcie połączenie jednego z drugim - to zamknięcie we wciąż tej samej przestrzeni ma znaczenie symboliczne, tytułowe przejście na drugą stronę drzwi (do sąsiedniego mieszkania, wydzielonego z apartamentów rodziny bohaterki jeszcze przez komunistów) pod koniec filmu (samo to, że jest możliwe) daje odrobinę nadziei, że zmiana jest możliwa nawet jeśli przyzwyczailiśmy się do myślenia, że nic z tego. [3.75/6]

Eldorado Marcusa Imhoofa podejmuje temat nielegalnej emigracji do Europy, pokazując różne aspekty, praktyczne i moralne, systemowych działań podejmowanych przez jej kraje. Z jednej strony reżyser pokazuje, jakie są skutki ochrony swoich granic przez państwa bogatej Północy (tytułowego eldorado) dla nich samych (niedobór potrzebnych rąk do pracy) oraz państw Południa (tu konkretnie Włoch - zyski dla mafii z zatrudniania na wielką skalę nielegalnych na czarno). Analizuje też wpływ polityki państw europejskich (zalew Afryki tanią europejską żywnością) na wzrost emigracji. Z drugiej, odnosząc obecny kryzys imigracyjny do własnych wspomnień z czasów wojny, gdy Szwajcaria - podobnie jak teraz - zamknęła swoje granice przed częścią emigrantów ze zniszczonych przez wojnę Włoch, co, między innymi, doprowadziło do śmierci zaprzyjaźnionej z rodziną reżysera dziewczynki z Włoch - wskazuje, że to może brak osobistych doświadczeń mieszkańców Północy powoduje ich brak empatii. Dobrze zrobione, wciągające i dające do myślenia. W szczególności też połączenie dwóch wątków (pięta achillesowa kilku innych filmów pokazywanych na tegorocznym festiwalu) jest zrobione bardzo solidnie, bez wyraźnych szwów. [4/6]

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 907
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 20 maja 18, 11:18

Ja z kolei mam ten komfort, że mogę pisać o wszystkich filmach, które widziałem, bo nie jest tego wiele.

Z Genesis 2.0 jest ten sam problem co z "Jądrami Tarzana", ale na znacznie większą skalę. "Jądra Tarzana" były jednak konsekwentne jeśli chodzi o miejsce akcji, "klimat", czy bohaterów, dzięki czemu rozdarcie filmu nie przeszkadzało mi jak Grzesiowi. Genesis 2.0 już się jednak nie da wybronić. Jeden (główny) reżyser kręci tu w nowoczesnych, luksusowych wnętrzach film o tytułowym problemie, czyli apetytach ludzkości na biologię syntetyczną, tworzenie nowych gatunków itp. Drugi reżyser marznie tymczasem na Nowej Syberii kręcąc przez kilka miesięcy zmagania z żywiołem poszukiwaczy mamucich kłów. Formalnie wątki te niby się łączą, ale w filmie nie kleją się kompletnie i trudno nie odnieść wrażenia, że powodem umieszczenia w filmie tak dużej ilości zdjęć z Nowej Syberii było to, żeby jakoś docenić trud drugiej ekipy. Spójności filmu to jednak zdecydowanie nie służy. [3/6]

O Twarzach, plażach (choć gdyby nie nawiązanie do poprzedniego filmu Vardy, chyba lepszym tytułem byłyby "Twarze, pejzaże") rozpisywać się nie będę, uroczy film, podpisuję się pod opinią Grzesia. Agnes Varda mimo niemal 90 lat jest w świetnej formie, pozazdrościć! [4.5/6].

Na koniec coś z zupełnie innej beczki. Detektyw samuraj opowiada o kultowym, japońskim serialu, znanym w Australii jako "Top Knot Detective" (stąd tytuł dokumentu) i jego - to eufemizm - nietuzinkowym twórcy. Nawet fani kina klasy C będą przecierać oczy ze zdumienia patrząc na odjechane sceny, a jedna pani w kinie dostała 5-minutowego ataku śmiechu, z którego nie umiała wyjść. Co ciekawe jednak równie pasjonujące i nietuzinkowe są losy twórcy tego serialu i powody, dla którego zniknął z emisji - film trzyma do końca w napięciu, a zakończenie jest równie kuriozalne jak przygody dziwacznego detektywa obcinającego głowy i krzyczącego "Deductive reasoning"! Nie jest to wielka sztuka, ale była to świetna rozrywka :) [4.75/6]
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1665
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 20 maja 18, 22:29

W ostatnim dniu festiwalu dołożyłem jeszcze jeden bez wątpienia udany film: Budda, nastolatki i piłka nożna lub (z grubsza taki jest oryginalny tytuł i pod takim film był w zeszłym roku pokazywany na 5 Smakach) Strażnik tradycji. W którymś momencie filmu nauczyciel bohaterów mówi na lekcji, że Bhutan w ciągu 30 lat przebył drogę, która innym krajom zajęła stulecia. Nawet jeśli jest w tym zdaniu przesada, to dobrze definiuje problemy bohaterów: przez wieki w Bhutanie buddyjski kler miał uprzywilejowaną pozycję i ojciec głównych bohaterów - opiekun niewielkiego, ale starego klasztoru - marzy o tym, żeby jego syn przejął rodzinny "interes", odbywszy wcześniej długie studia religijne. Chłopakowi (podobnie jak jego siostrze) w głowie jednak co innego: piłka nożna, facebook, dziewczyny. Historyjka najprostsza z możliwych, ale w swoich szczegółach fantastycznie odbijająca skalę przemian, jakie przechodzi himalajskie królestwo, do tego z dającymi się lubić bohaterami i zgrabnie opowiedziana. [3.75/6]

W sumie cały festiwal, mimo braku olśnień, uważam za udany. Sporo było filmów dobrych, kilka kolejnych (o których nie pisałem): Długi semestr ([3.5/6]), Książę i dybuk ([3.25/6]), Wielebny W. ([3.25/6]), Kobiety Złotego Świtu ([3.5/6]) też było interesujące. Oby za rok było co najmniej równie dobrze.


Powrót do O innych festiwalach i przeglądach filmowych