Mekong Hotel

Filmy 12.T-MNH - wypowiedz się!
Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 31 lip 12, 13:39

A Joe znów o tym samym - o przenikaniu się świata doczesnego z wiecznym, duchowym; o tym, jak dla Tajów zupełnie normalne i oczywiste jest rozmawianie z późniejszym o 600 lat wcieleniem własnej matki lub konstatowanie obecności krwiożerczego demona Pob, który właśnie postanowił zjeść twojego psa. Sfera duchowa jest w ich życiu obecna zupełnie inaczej niż w naszym, nie jest tylko prywatna i egzystująca gdzieś na marginesie życia, ale wręcz w pewnym sensie materialna (jeśli to stwierdzenie ma w ogóle jakiś sens; ale reżyser tak zdaje się to pokazywać), całkowicie oswojona.

"Mekong Hotel" opiera się na podobnym koncepcie, co "Wujek Boonmee..." - tak zamieszać, tak poprzeplatać sceny, by zdezorientowany widz nie mógł być pewien, czy nadal znajduje się na tarasie tytułowego hotelu, czy może już gdzieś w zaświatach. Niesamowity urok kina Weerasethakula polega na tym, że całą tę złożoność wydobywa z zupełnie zwyczajnych kadrów - nie ma tu wielu planów, jak u Angelopoulosa, czy ostrożnie dobieranego oświetlenia, jak u Tarra. Zwykłość, codzienność, ale jednak niezwykła i niecodzienna, przynajmniej dla nas.

Jak sądzę, występujące w filmie postacie od początku nie mają ustalonej tożsamości - poznajemy je jako określone osoby, ale w trakcie trwania filmu role wielokrotnie się zmieniają: demon Pob wciela się w kilka osób (swoją drogą: było wyraźnie powiedziane, że ten demon przybiera postać kobiecą, ale jednak później to chłopak jest opętany - czyli chyba w jednym z przyszłych wcieleń jest kobietą, nie?); młody mężczyzna mówi o tym, że jest już stary i ma dzieci; matka niby umiera, ale jednak żyje i rozmawia z córką o tym, co przeżywa kilka wieków później. Tak więc hotel byłby miejscem "tymczasowego pobytu" duchów, w którym stykają się wszystkie punkty czasoprzestrzeni, w którym równocześnie doświadcza się przeszłości, teraźniejszości i przyszłości - a więc miejscem wiecznym, w którym pojęcia czasowe tracą sens. To poczucie "zanurzenia w wieczności" jest, jak sądzę, mocno obecne w tej kulturze.

Co ciekawe, tym razem reżyser postawił na dialogi - oczywiście nie ma ich bardzo dużo, ale pełnią one zdecydowanie ważniejszą rolę, niż w jego wcześniejszych filmach. To właśnie dzięki słowom możemy choćby w przybliżony sposób zorientować się w sytuacji (tzn. kto aktualnie jest kim), bo statyczne zdjęcia nakręcono ledwie w kilku pomieszczeniach i na hotelowym tarasie. Z tych dialogów wyłania się też osobny poziom filmu - polityczny. Bohaterowie bez emocji przyjmują wiadomość o zbliżającej się niszczycielskiej powodzi (w końcu doświadczają jej co roku), nie dziwią się na widok demona, ale jednak uznają za stosowne omówienie działań rządu i rodziny królewskiej. Jeśli generalnie niedziwiący się niczemu ludzie poświęcają tyle uwagi tym zagadnieniom, to można podejrzewać, że Joe nie jest specjalnie zadowolony z tego, co aktualnie dzieje się w jego kraju.

Tyle poziomów interpretacji, a film trwa tylko godzinę. Z pewnością niegorszy od poprzednich - świetnych! - dokonań reżysera. Jak tylko pojawi się w kinach - wszyscy marsz!
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 31 lip 12, 15:48

Mi się też podobał bardzo i to mimo że poszedłem na niego po tylko godzinie snu. Może dlatego, że trochę jak sen wyglądał :)
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
vifon00
 
Posty: 345
Na forum od:
23 sty 12, 13:41

Post 31 lip 12, 22:30

Mrozik, powinieneś dostać jakieś wyróżnienie za tą interpretację :wink:

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 31 lip 12, 23:05

Dzięki za uznanie, sama się nasunęła ;)
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 1 sie 12, 16:21

A jak chcesz wiedzieć, co o filmie sądzi sam reżyser, to polecam wywiad: http://www.fandor.com/blog/under-the-wa ... asethakul/.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 1 sie 12, 16:44

Dzięki! Interesująca rozmowa, rzuca sporo światła na ten i na inne jego filmy.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

MK
 
Posty: 896
Na forum od:
26 gru 04, 10:41

Post 9 sie 12, 8:13

Dla mnie to byl film-odprysk,z materialow nakreconych do Wujka, tak wiec jako samodzielne dzielo sie nie broni. I o co chodzilo z tym brzdakaniem na gitarze, bylo potwornie irytujace
MK


Powrót do Ścieżki..., podwójne ślady...