Drzwi szeroko otwarte, reż. Patrick Jolley

Filmy 11. NH - wypowiedz się!
Avatar użytkownika
m4ro
 
Posty: 469
Na forum od:
27 lip 10, 0:33

Post 8 sie 11, 2:26

Po obejrzeniu filmu nie wiedziałem co o nim myśleć. Dopiero na drugi dzień, po obejrzeniu kilku przeciętnych filmów, uświadomiłem sobie, że to jest to coś, co chciałbym obejrzeć jeszcze kilkanaście razy. Jeden z najlepszych filmów tegorocznego festiwalu.
http://www.imdb.com/video/wab/vi1193123097/
Wszystko, co się wydarzyło, zostało sfilmowane. A jeśli zostało sfilmowane, znaczy, że to prawda.

Avatar użytkownika
psubrat
 
Posty: 906
Na forum od:
30 cze 05, 15:47

Post 8 sie 11, 9:37

Nie podzielam zdania. Bez względu na to jak ważną osobą dla teatru jest główny bohater to film jest bełkotliwy i banalny. Czasem z tego bełkotu można coś wyciągnąć, ale nie tym razem.
"let's just imitate the real, until we find a better one..."

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 8 sie 11, 10:43

No pewnie, że jest bełkotliwy, ale w tym wypadku to akurat duża zaleta. Dlaczego? Ano dlatego, że, po pierwsze, spora część tego bełkotu (ta bardziej zrozumiała ;)) pochodzi prosto z twórczości Artauda, a to, co pozostaje, wydało mi się jej konsekwentną kontynuacją. Po drugie, można powiedzieć, że większość wypowiedzi bohatera zwyczajnie nie ma sensu, ale nie mogę się z tym zgodzić. Odebrałem film jako zapis (kreację?) autentycznego ezgystencjalnego dramatu człowieka, który z pewnością nie jest wariatem, a za to ma spójną i "większą niż życie", zbyt ambitną - i przez to niemożliwą do zrealizowania - wizję tego, czym powinna być sztuka i czemu warto poświęcić życie. Poszczególne wypowiedzi są momentami rzeczywiście zbyt trudne do ogarnięcia - takie strumienie świadomości lepiej się czyta, niż ogląda - ale ogółem składają się na interesującą wizję sztuki jako jedynego możliwego "narzędzia" transcendencji. Takie ujęcie natury sztuki nie jest może niczym nowym, ale podane w takim romantycznym uniesieniu - mnie przekonuje.

Jedna drobna rzecz jednak mnie wkurzała - po co w paru momentach twórcy każą bohaterowi krzyczeć i miotać się po całym ekranie? Nie było to potrzebne, zaburzało nastrój.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
okon
 
Posty: 765
Na forum od:
31 sty 05, 22:00

Post 8 sie 11, 14:37

Dla mnie to było zbyt ilustracyjne. Pierwszy z brzegu przykład - gdy w swoim monologu Artaud wygraża światu, reżyser ustawia aktora na klifie i każe mu w złości machać laską. Zresztą wydaje mi się, że obraz tylko spłaszcza ten tekst.

gość
 

Post 8 sie 11, 15:45

w jakim sensie obraz spłaszcza film? że niby zbyt mocno dopowiada (ilustruje) to, co nie do końca powinno być dopowiedziane? to sprawa kontekstu interpretacyjnego i indywidualnego odbioru, zatem trudno tak jednoznacznie określać. z pewnością nie miał charakteru filmowej czytanki, z wyłożonym i nadmiernie zilustrowanym przekazem.


Powrót do Każdy ma swoje kino



cron