Twentynine Palms, reż. Bruno Dumont

Filmy 11. NH - wypowiedz się!
kovan
 
Posty: 205
Na forum od:
19 wrz 10, 14:19

Post 1 sie 11, 0:52

Zaintrygowany jedną z opinii w innym temacie postanowiłem założyć ten wątek ;)

tangerine napisał(a):2. TWENTYNINE PALMS --> 6.0 (Arcydzieło, kopię taśmy trzeba zabezpieczyć dla potomnych).

Mógłbyś proszę trochę rozwinąć?
O ile inne filmy Dumonta, jak się okazywało przy poseansowych spotkaniach z reżyserem, (Flandria, Hadewijch, Hors Satan) odczytywałem trafinie i zgodnie z intencjami twórcy, tak w tym przypadku mam pewien problem i przede wszystkim: nie widzę niczego wyrastającego ponad poziom 'dobry'. Za kluczowy fragment filmu uważam rozmowę bohaterów przy lodach, gdy on skarży się, że jej nie rozumie, ona natomiast odpowiada, że tu nie ma nic do rozumienia ;) Właściwie najistotniejsza wydaje mi się w filmie gra konwencjami i nawiązanie do 'amerykańskich specjalności': kina drogi (tutaj bez drogi właściwej = przemiany boharera) i horroru (który pojawia się w ostatnich 10 minutach, niby jest, ale czy na pewno?). Pustynia i martwe krajobrazy jako metafora pustki głównych postaci; żyją bez sensu i tak samo giną bez sensu. Film ma swój bardzo charakterystyczny rytm i klimat. Ale gdzie tutaj arcydzieło? Oczywiście nie kwestionuję tutaj prawa do własnej opinii, ciekawi mnie bardzo jej uzasadnienie :)

Avatar użytkownika
michuk
 
Posty: 239
Na forum od:
30 lip 06, 0:25

Post 1 sie 11, 1:00

Faktycznie to bardziej to horror niż erotyk, choć od samego poczatku mamy na ekranie głównie seks i nudę. Ale coś złego wisi też w powietrzu przez cały seans, nie tylko w ostatnich 10 minutach, kiedy to zło się uwidacznia.

Bardzo udanie opowiada Dumont o najdrobniejszych niuansach relacji damsko-męskich, o tym że mimo doskonałego zbliżenia, niełatwo o doskonałe zrozumienie. I to chyba główna zaleta tego filmu, poza samym klimatem.

Końcówki jeszcze nie przetrawiłem. Ociera się na pewno o tani chwyt, zbyt nieprawdopodobne rozwiązanie. Całość, mimo wszystko, na plus, coć do geniuszu Hadewijch daleko.

Avatar użytkownika
Siena
 
Posty: 54
Na forum od:
18 mar 08, 15:55

Post 1 sie 11, 7:39

'Ale coś złego wisi też w powietrzu przez cały seans, nie tylko w ostatnich 10 minutach, kiedy to zło się uwidacznia. '

ja ten film doceniam właśnie za doskonale oddane, od samego początku obecne poczucie zagrożenia; choć rzeczywiście trudności w komunikacji między ludźmi to głowny temat (bez zawężania do aspektu damsko-męskiego).

Gendo
 
Posty: 115
Na forum od:
26 lip 09, 20:57

Post 1 sie 11, 9:38

Hmm... Poczucie zagrożenia ? Ja tam odczuwałem cały czas poczucie nudy. Jak Flandria czy Poza Szatanem mi się bardzo podobały to ten uważam za zmarnowane 2 godziny z mego życia.

Avatar użytkownika
wks
 
Posty: 623
Na forum od:
1 lut 09, 16:38

Post 1 sie 11, 20:38

"29 Palms" to jedyny film Dumonta w którym przy zniekształceniu obrazu seksu między partnerami nie dochodzi do zniwelowania namiętności - we wszystkich innych jego filmach namiętność zredukowana jest niemal do zera ustępując miejsca wyeksponowaniu zwierzęcej strony seksu. W tym filmie seks służy ukazaniu skomplikowania relacji między głównymi protagonistami balansujących między skrajnymi wartościami. Ten misternie ułożony obraz jest świadomie zmieciony przez reżysera w drobny pył przy scenie z trzema marines z bazy wojskowej. Trudno mi zgodzić się ze stwierdzeniem, że pustynia jest metaforą pustki głównych postaci. To tak, jakby wilgoć wrzosowisk "Wichrowych wzgórz" była metaforą zgnilizny Hearthcliffa i Catherine.

kovan
 
Posty: 205
Na forum od:
19 wrz 10, 14:19

Post 1 sie 11, 20:55

Cóż, nie zauważyłem, nie poczułem, żeby łączyło ich jakiekolwiek uczucie, nic. Tylko i wyłącznie seks. Poza nim emocjonalna pustka. Stąd nasuwa mi się jednoznacznie skojarzenie z pustynią (w kontraście do na przykład 'scen wiejskich' we Flandrii). Pośrednio utwierdził mnie w tym przekonaniu Dumont, gdy na jednym ze spotkań wspominał, że krajobraz zawsze jest jednym z najważniejszych bohaterów w jego filmach. Tutaj zdecydowanie wysuwa się na pierwszy plan (nawet tytuł nawiązuje do geograficznej lokalizacji ;))), co osobiście postrzegam jako analogię do relacji między głównymi bohaterami.

Avatar użytkownika
wks
 
Posty: 623
Na forum od:
1 lut 09, 16:38

Post 1 sie 11, 21:40

No trudno, Hearthcliff i Catherine byli przegnili do szpiku kości, a siostry Bronte pisały o moralnej zgniliźnie. Krajobraz Yorkshire jest przecież w ich twórczości najważniejszy. Ciekaw jestem jak wyglądałyby "Wichrowe wzgórza" lub "Jane Eyre" w interpretacji Dumonta (vide jego interpretacja życia Jezusa).

Avatar użytkownika
eliska
 
Posty: 1924
Na forum od:
24 cze 07, 7:52

Post 2 sie 11, 16:36

bardzo mi sie kojarzy z Wielką ekstazą Roberta Camicharela../z Cieszyna/
choć to film o czym innym

zastanawiam co ma mi ten film powiedzieć ?..bo niewiele o zwiazku przykładowej pary, tym bardziej w kontekscie tego co sie zdarzyło

ten film jakos do mnie nie trafia...mimo, ze rozumiem, to nie wiem o co chodzi

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 926
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 2 sie 11, 16:59

Po pierwsze przeklejam post Querelle z innego wątku (o Dumoncie), bo wydaje mi się bardzo trafny.

Querelle napisał(a):Licorne: wyobraź sobie dwa okręgi: okrąg M i okrąg K, przy czym promień pierwszego jest dłuższy od promienia drugiego. Okrąg M w "stanie spoczynku" jest rozłączny zewnętrznie z okręgiem K, jednak w trakcie "poruszania się" dąży do tego, by nastąpiła albo styczność zewnętrzna (wersja soft), albo przecinanie (klasyczna). M nie zna jednak specyfikacji poruszania się okręgu K, często mu się wymyka. Pewna marginalna grupa eMek traci kontrolę ruchu, pojawia się agresja, frustracja, chęć patologicznej dominacji - rozłączności wewnętrznej z okręgiem K. Smutne, niestety. Wydaje mi się, że w przypadku okręgów M1 i M2 (oraz K1 i K2) do takich sytuacji dochodzi niezwykle rzadko (np. w Pięknie Hermanusa, ale tutaj M1 nie jest oficjalnie w relacji z M2, lecz z K1), bowiem mechanizmy poruszania się drugiego okręgu są znane pierwszemu. I Dumont to podkreśla (raz jedynie się troszkę pomylił (8 lat temu)).


A od siebie, mniej matematycznie, powiem, że to film o inności mężczyzn i kobiet. O tym, że niemożliwe jest między nimi porozumienie, ponieważ pochodzą z zupełnie innych systemów. Cały film pokazywał nam jak są różni, jak się nie rozumieją. Ale pokazywał też jak inaczej reagują na określone zdarzenia. W tym kontekście kluczowa jest końcowa scena w filmie. Jak zareagowałaby kobieta, gdyby to ją spotkał gwałt? Myślę, że zupełnie inaczej, bo, myślę, że kobiety są po prostu przyzwyczajone (niestety!) do tego, że są dominowane. W prawie wszystkich scenach seksu w filmie mieliśmy na przykład bardzo silną dominację mężczyzny. Natomiast dla mężczyzny to był cios, z którego nie potrafił się podnieść. Najwyższe możliwe upodlenie: upokorzenie na oczach kobiety. Tak ja w każdym razie rozumiem to wszystko, co zrobił na koniec. W sensie oddania jego odczuć, było to bardzo logiczne i konsekwentne.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
eliska
 
Posty: 1924
Na forum od:
24 cze 07, 7:52

Post 2 sie 11, 17:07

Dr.Pueblo...przyjmuję - sobie przemyślę / i dziękuję...rzeczywiście miałam podobne refleksje...tylko mi umknęły...ech czasem powinno się od razu pisać...bo wtedy żywsze emocje

tangerine
 
Posty: 1724
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 2 sie 11, 18:23

Powiem tak, że nie jestem gotowy na wypowiedź adekwatną do rangi filmu. Aczkolwiek pewnie jako jeden z niewielu uważam, że gdyby film zakończył się inaczej nie zmieniłoby to mojej oceny filmu. Tym niemniej Dumont uniknął epatowania przemocą i za to jestem mu wdzięczny. Zakończenie ma jakiś nawias, coś w rodzaju "licentia poetica" dlatego można je zaakceptować mimo, że na chłodno chciałoby się zatrzymać akcję, wykonać gest jak w 400 batów czy Funny Games. Nie rozpatrywałbym też ten film tak bardzo uogólniająco. Oczywiście jest ten film gdzieś bardzo blisko Godarda i jego motywu problemów w komunikacji między mężczyzną i kobietą ale chodzi raczej o niemożność osiągnięcia poziomu tej komunikacji zadowalajacej obie strony, zaś związki są nie tylko możliwe ale nieuniknione. Ten film ma kilka warstw i swobodę, która cechuje nawiększe dzieła.

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 926
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 2 sie 11, 19:00

tangerine, ten problem istnieje zawsze przy poważnych filmach. Gdy chce się coś o nich powiedzieć, to zawsze czuje się, że jest się gdzieś obok sedna sprawy. No ale chyba o to chodzi w kinie - gdyby dało się wszystko streścić w kilku zdaniach, to nie trzeba by wydawać tyle pieniędzy na zrobienie filmu, a widz nie musiałby tracić tyle czasu na jego oglądanie. Sam Dumont, odpowiadając na pytania w Cafe Gazeta, stwierdził w pewnym momencie, że wszystkie te jego wypowiedzi i wyjaśnienia są bez sensu i żeby o nich zapomnieć, tylko po prostu obejrzeć i poczuć film. Wybrał drogę filmu, właśnie dlatego, że uznał, że jest on w stanie dużo lepiej oddać jego myśli, niż jakiekolwiek słowa.

Tylko jak dyskutować bez słów? :)

PS A dla mnie zakończenie też nie było niezbędne, tzn. nie zmieniło radykalnie wymowy filmu. Było po prostu kropką nad i.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)


Powrót do Każdy ma swoje kino



cron