Rów, reż. Bing Wang

Filmy 11. NH - wypowiedz się!
Melomanka
 
Posty: 418
Na forum od:
26 lip 10, 15:35

Post 31 lip 11, 15:31

Myślę, że to film do jednokrotnego obejrzenia. Nie ma w nim wieloznacznych scen, które przy ponownym oglądaniu można inaczej zinterpretować, a nie wiem jak inni, ale ja na pewno nie mam ochoty na powtórkę sceny z wymiocinami.

Dwie sprawy mnie zastanowiły:
1. Dopóki więźniowie pracują, widać, jak jeden za drugim nabiera ziemię na łopatę, rzuca ją na zbocze i za chwilę wszystko zsuwa się z powrotem, wykonują więc syzyfową pracę. Tylko jeden ładuje ziemię do worka, ale prawie przepełnionego, widząc, jak anemicznie przebiega praca, można się spodziewać, że i tak wszystko rozsypie, kiedy będzie chciał go przenieść. Trochę to dziwne, że w łagrach pracowano w kopalniach i na budowie, a w obozie kraju słynącego obecnie z taniej siły roboczej nie wymyślono dla więźniów pracy, która przynosiłaby zyski.
2. Zagadkowa była dla mnie postać tego więźnia, którego inny prosił o przechowanie ciała po śmierci. Nie oszczędzał sił, biegał między grobami, pomagał staruszkowi w ucieczce i niósł go na barana, a kiedy przybyła żona zmarłego częstowała jedzeniem, był jedynym, który nie skorzystał. Wyglądało na to, że nie dopuszczał się kanibalizmu, więc skąd czerpał energię?

Avatar użytkownika
psubrat
 
Posty: 907
Na forum od:
30 cze 05, 15:47

Post 31 lip 11, 21:28

Ad.2. Miał energię bo jadł śpiwory.
"let's just imitate the real, until we find a better one..."

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 31 lip 11, 21:36

Nie lubię takich filmów, bo ani nie mogę im porządnie "nawrzucać", ani się zachwycić. Generalnie mam wrażenie, że twórcy zatrzymali się w połowie drogi - zrobili film bardzo ważny, który - miejmy nadzieję - być może zapoczątkuje falę innych rozliczeń z chińską przeszłością dokonywanych przez artystów; ale jakby nie chcieli (jednak się bali? tylko czemu, skoro i tak działali poza systemem?) pokazać tych najbardziej przerażających rzeczy. Np. o kanibalizmie tylko się tu mówi. Nie chcę przez to powiedzieć, że powinien to być film typu gore, ale nastawiałem się na coś, co mnie zaszokuje i pokaże cierpienie i zezwierzęcenie człowieka na tyle dosadnie, żebym nie mógł o tym zapomnieć (przyznaję, scena z wymiotami była mocna). Tego zabrakło, natomiast za dużo było gadania i śpiworów, a także czapek. Do tego cały wątek kobiety pasuje tu jak pięść do nosa. Ogółem: mocno średnio.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

tangerine
 
Posty: 1725
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 31 lip 11, 21:39

Ja jednak wolałbym nie oglądać relacji na żywo z obozów np, koreańskich. Myślę, że czasem trzeba jednak odłożyć kamerę. Terapia szokowa to nie jest dobre rozwiązanie.

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 31 lip 11, 21:56

No właśnie nie wiem. Sama myśl o opowiadaniach Tadeusza Borowskiego wstrząsa mną nawet kilka lat po ich przeczytaniu. Nie zawsze terapia szokowa to najlepsze rozwiązanie, ale czasami może konieczne, żeby zdać sprawę z przebiegu wydarzeń.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1722
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 31 lip 11, 23:14

Jeden z najlepszych filmów na festiwalu. Owszem - to i owo można mu zarzucić, choć niekoniecznie to, o czym piszecie powyżej. Ja na przykład usunąłbym całą końcówkę (po scenie ucieczki), która już nic nie wnosi, a ucieczka do prawie pewnej śmierci, ale na wolności, byłaby mocnym akcentem na zakończenie. Odnośnie (części) powyższych pytań i zarzutów:
- Scena z kobietą nie tylko nie "pasuje jak pięść do nosa", ale, moim zdaniem, jest kluczowa dla sensu filmu - wprowadza kontrapunkt do okrutnej i nieludzkiej codzienności obozu - dzięki jej (kobiety) spojrzeniu z zewnątrz, które nie traktuje rzeczywistości w obozie jako czegoś naturalnego, która z konsekwencją trwa przy mężu, potem szuka jego grobu, mimo że jest do tego (jednego i drugiego) zniechęcana, nieludzkość porządku panującego w obozie dociera także do współwięźniów - to dlatego decydują się na, z góry skazaną na klęskę, ucieczkę.
- Ja, podobnie jak tangerine, uważam, że ograniczenie dosłowności w pokazywaniu okrucieństw panujących w obozie do tej jednej sceny z wymiotowaniem oraz sugestii słownych w paru innych scenach, jest zaletą - nie wadą. To, co proponuje Mrozikos, ta terapia szokowa, według mnie niczemu by nie służyła - może poza odrzuceniem widzów od ekranu.
- Praca w łagrze jest syzyfowa, bo taka ma być. Ma łamać morale jednostki, a nie być użyteczna (zresztą w miliardowym kraju można sobie na takie marnotrawstwo siły roboczej spokojnie pozwolić).

Tak poza tym - bardzo mi się podobał ascetyczny i bardzo konsekwentny w ustawieniach kamery sposób filmowania tego filmu - wzmagający poczucie przytłoczenia i monotonii.

ayya
 
Posty: 669
Na forum od:
27 lip 09, 10:52

Post 31 lip 11, 23:26

Szczerze mówiąc, ja się zdziwiłam, mając w pamięci kilka, historycznych filmów azjatyckich związanych z historią nowszą i najnowszą (np. Miasto życia i śmierci), jak w gruncie rzeczy łagodnie reżyser podszedł do tematu. I dzięki temu, był to przerażająco sugestywny film.

Co do pracy i jej sensu. Karczowanie pustyni jest idiotyczne, więc widać, że nie o pracę na rzecz postępu, rozwoju i reedukacji chodziło, gdy wysyłało się 'reakcjonistów' do tych zapomnianych przez Boga i władze rejonów Chin. Zgadzam się tu z Grzesiem.

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 932
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 1 sie 11, 14:28

Moim zdaniem sceny kanibalizmu absolutnie nic by do filmu nie wniosły, to byłby jedynie zabieg "pod publiczkę" i cieszę się, że go uniknięto. Zakładam, że celem filmu było pokazanie do jakiego skrajnego wycieńczenia doprowadzały tego typu obozy, i ten cel osiągnąć się udało. Dla mnie świetna była np. scena dyktowania listu przez umierającego człowieka, mówiła wszystko o sytuacji tych ludzi. Scena z kobietą była również niezbędna - żeby przypomnieć o wartości ludzkiego życia, o której ten system zupełnie nie myślał. Żeby nie myśleć tylko o liczbach (że zginęło tylu a tylu ludzi), tylko o tym, że w każdy z tych przypadków to była przecież osobista tragedia dla jakieś rodziny, czy kochającej osoby.

Nie jest to arcydzieło, ale jest to bardzo dobry film, używający właściwych środków dla celu, który chciał osiągnąć.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

jawoju
 
Posty: 14
Na forum od:
31 lip 11, 18:12

Post 1 sie 11, 15:05

Równie ważna była ta scena kiedy przekazywano kobiecie informacje o losie męża ,można powiedzieć że wstydzili się tego co się z nim stało i nie udało się dotrzymać obietnicy i oddać ciało żonie ,która tak desperacko potem go poszukiwała. Oni mieli cały czas dylematy moralne ,coś powiedzą nie zgodnego z doktryną partyjną to do rowu .Każdy z nich jak to opowiadali był prawicowcem lub był podejrzanym o to. Te sceny np wylizywanie niedojedzonej miski ,ten sam bohater wyjada wymiociny ,są mocne i tak jak przedmówca dobrze że uniknięto kanibalizmu tego to chyba najtwardszy kino maniak by nie przeżył

Avatar użytkownika
waszkas
 
Posty: 162
Na forum od:
15 lip 10, 17:13

Post 29 sie 11, 22:32

Film do obejrzenia w całości, z francuskimi napisami pod adresem:
http://www.youtube.com/watch?v=U_1la0cDYo0
"Jest duża różnica między robieniem czegoś dobrze a robieniem czegoś naprawdę twórczo"


Powrót do Każdy ma swoje kino