Dharma Guns, reż. François-Jacques Ossang

Filmy 11. NH - wypowiedz się!
Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 26 lip 11, 0:34

Zdążyłem się już przekonać, że jestem w zdecydowanej mniejszości, ale mnie ten film zachwycił.

Przede wszystkim wizualnie zapiera dech w piersiach, dopracowane w każdym calu obrazy - czy to idealnie ostre, czy zamglone, tchną jakąś taką współczesną gotyckością (dzięki tangerine'owi za podsunięcie słowa), są mroczne (czarno-białe - uwielbiam, ach, och! ;)) i nadają filmowi klimat thrillera. Zawężanie i rozszerzanie pola widzenia także przydało dynamiki (choć tej i tak by nie brakowało).

Dalej: fantastyczna muzyka, czy to kawałki Ossanga i jego zespołu, czy innych kapel, czy wreszcie melodie skomponowane specjalnie na potrzeby filmu - wszystko to współgrało z mrocznymi zdjęciami, momentami tworząc odrealniony klimat, momentami "dokładając do pieca" punkowymi czy wręcz heavymetalowymi gitarami (genialne: otwierający i zamykający utwór!).

Miałem nieodparte wrażenie, że ekipa doskonale bawiła się na planie i ta atmosfera bardzo szybko udzieliła się i mnie, pozwalając na całkowite zatopienie się w szalonym i niezbyt zrozumiałym świecie. Właśnie: można by zarzucić filmowi lekceważenie logiki skutkujące oderwaniem od rzeczywistych ludzkich problemów i pogrążaniem się w radosnym, niczym nieskrępowanym, ale przy tym mało przystępnym szaleństwie. Jednak mimo tego, że co i rusz w filmie pojawiają elementy, które za żadne skarby świata nie chcą dopasować się do stworzonej przez nas chwilę wcześniej spójnej interpretacji, to wydaje mi się, że po pierwsze: czytelne są pewne ogólnikowe (ale istotne) elementy przekazu, składające się na krytykę kapitalizmu, globalizacji, korporacji i politycznej opresji, doskonale manifestując to, czym jest punk - a reżyser jest przecież punkowym muzykiem. Po drugie: bohaterem jest facet po śpiączce, dodatkowo łykający jakieś dziwne pigułki - czy można spodziewać się po nim spójnej narracji? Bo też równie dobrze może to być film o meandrach ludzkiego umysłu - pewnie za jakiś czas uporządkuję sobie myśli z tym związane i może nawet wyjdzie z tego jakaś interpretacja w tym kierunku. W każdym razie wskazówki do takiego odczytania w "Dharma Guns" są.

Może odrobinkę (ale tylko ciut, ciut) naciągane, ale jednak 6/6.

PS: Zakochałem się w pani Elwirze :D
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 945
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 26 lip 11, 8:07

Ja mam poważne wątpliwości, czy ten film da się odczytać, które pogłębiły się po wysłuchaniu reżysera. Pytany o inspiracje mówił o podróżach do Kazachstanu i Argentyny, "Egipskiej księdze umarłych", Burroughsie, "kinie niemym ale z dźwiękiem" i "buddyjskich tekstach, które świetnie wchodzą po amfetaminie". Niestety ten film to kompletny niekontrolowany chaos, nad którym reżyser - takie jest moje wrażenie - nie panował podobnie, jak nie panuje nad logiczną strukturą swoich wypowiedzi. Słowem - coś chciał pokazać, ale do końca sam nie wie co. Dla mnie notabene najgorsze nie były te postępujące po sobie bez ładu i składu sceny, ale dziwne napuszone dialogi / monologi, przy których nie wiadomo było, czy były na serio, czy też miały być parodią. Chyba jednak na serio...

Co do zdjęć i muzyki, to się zgadzam, ale dla mnie to nie robi filmu.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 26 lip 11, 8:13

No nie, chyba jednak nie na serio... Tzn. ze skrawków jakiś sens zapewne wychodzi, ale poszczególne wypowiedzi wyglądały po prostu na improwizację. Cóż, ja po prostu miałem wrażenie, że Ossang jednak nad chaosem panuje, a nawet jeśli nie... to tutaj wyjątkowo mi to nie przeszkadzało ;) Inna rzecz, że rzeczywiście reżyser ma problem z komunikacją swoich myśli (zakładając, że tłumaczenie było wierne) ;)
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
cze67
 
Posty: 836
Na forum od:
14 cze 06, 10:34

Post 26 lip 11, 9:03

Mrozikos napisał mniej więcej to, co ja myślę o tym filmie, może bez aż takich zachwytów, ale wyszedłem z seansu bardzo usatysfakcjonowany.

Avatar użytkownika
paNMieczyslaw
 
Posty: 256
Na forum od:
10 cze 05, 8:48

Post 26 lip 11, 9:05

cze67 napisał(a): ale wyszedłem z seansu bardzo usatysfakcjonowany.


Ja również, z tym, że po jakiś 45 minutach.

Avatar użytkownika
cze67
 
Posty: 836
Na forum od:
14 cze 06, 10:34

Post 26 lip 11, 11:24

Po zakończeniu seansu? Fiu, fiu....

Avatar użytkownika
Dark Angel
 
Posty: 75
Na forum od:
8 sie 05, 20:42

Post 26 lip 11, 23:19

Zgadzam się w 100% z opinią doktor pueblo. Jedyne plusy tego filmu to właśnie to, że był czarno-biały, no i muzyka była niezła. Jeżeli w ogóle się pojawiała ;)

Maravil
 
Posty: 4
Na forum od:
2 sie 11, 19:52

Post 2 sie 11, 20:26

Dla mnie najgorszy film który widziałem na 11. NH

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 2 sie 11, 21:37

O ogólnych ramach wyznaczanych przez punkowe podejście do świata, a które stanowią jeden poziom, na którym można czytać ten film, już pisałem. Ciekawsza natomiast wydaje się ta bardziej bezpośrednia warstwa, ściśle związana z "fabułą", a raczej samym jej rozwojem, na pierwszy rzut oka wyglądającym na całkowicie bezsensowny. Reżyser przed seansem mówił, żeby się wyluzować, bo ten film jest naprawdę prosty - i rzeczywiście, taki właśnie jest.

Wszystko to, co widzimy, poza pierwszą i ostatnią sceną, jest snem, majakiem umierającego. O tym, że umiera, dowiadujemy się na samym końcu, a o przyczynach tego stanu rzeczy - na samym początku. Pojedyncze sceny niekoniecznie ściśle się ze sobą łączą, bo właśnie na tym polega sen. Przypomnijcie sobie jakieś swoje sny - ja raczej nie pamiętam, ale z tego co wiem, rządzą się raczej "prawami" skojarzeń, luźnych przejść pomiędzy sekwencjami powiązanymi tylko jakąś ogólną ramą lub ewentualnie wizualnym detalem. Taka ogólna rama w "Dharma Guns" jest: sensacyjna historia śmierci ojca, przyjazdu syna, upadku firmy, ciemnych spraw i machinacji osób tam pracujących. Klasyczny kryminał/thriller, ale "przemielony" przez senną maszynkę, która z rzeczywistych osób (najlepiej pamiętanych i dopiero co widzianych) tworzy papierowe modele z najwyżej kilkoma cechami charakterystycznymi (Jon - porywczy Emohitler; Delie - archetypiczna femme fatale; Doktor Ewers - demoniczny psychiatra; sama klasyka thrillera, ale w krzywym zwierciadle) i przeskakuje między scenami, bo akurat mózg, w tym wypadku mózg umierającego (stan agonalny tłumaczy dziwne dialogi/monologi jako złożenia słów, w których od sensu ważniejsze są atrakcyjne powiązania wyrazów, a że im dłużej trwa reanimacja, w tym gorszym stanie pacjent, to w końcu dochodzimy do wykrzyknień w stylu "Las! Polowanie!" itd.) coś sobie przypomniał itp. Na tej zasadzie podróżujemy nie przez rzeczywistość, ale przez rozpadającą się wyobraźnię i pamięć bohatera.

Oczywiście można zniechęcić się wcześniej i uznać, że końcówka filmu nie ratuje, bo za duży chaos panował wcześniej. Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu widzów inaczej odebrałoby film, gdyby wskazówka zawarta w ostatniej scenie pojawiła się wcześniej, ale osobiście uważam, że to fantastyczne, że największą niespodziankę twórcy zostawili na koniec, bo, cytując klasyka, "mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna [choć tu akurat początek był kapitalny], ale jak kończy". To kolejne potwierdzenie prostej zasady, że filmy warto oglądać do końca, bo w nawet największym, wydawałoby się, gniocie, może wydarzyć się cud, który go uratuje. A że "Dharma Guns" to w moim odczuciu bynajmniej nie gniot, a raczej jedno z najciekawszych przedstawień snu/dysfunkcjonalnej pracy mózgu, jakie kiedykolwiek widziałem (także za sprawą, mogę to powtarzać w nieskończoność, wyśmienitej warstwy audiowizualnej), to nie trzeba było go ratować, a tylko dopełnić, co też się stało.

Co do "kina niemego, ale z dźwiękiem", to bardzo podoba mi się ta formułka, bo dobrze opisuje film Ossanga. Charakterystyczny "wizjer" i kilka innych sposobów na kadrowanie przywodzą na myśl chociażby niemiecki ekspresjonizm, a połączone z nowoczesną muzyką wznoszą film na najwyższy poziom.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

tangerine
 
Posty: 1725
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 2 sie 11, 22:02

Ze snami to jest różnie. Najlepsze są te w stylu Goodbye Dragon Inn.

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 2 sie 11, 22:08

A to zależy, jak dla kogo :) Poza tym czy "Goodbye" to sen? Raczej ospała - ale jakże pełna uczuć - rzeczywistość.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 945
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 3 sie 11, 9:53

Ja nie mam snów z monologami :-/
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 3 sie 11, 9:57

E, niemożliwe ;)

EDIT: Tak mi do głowy przyszło: jeśli ktoś do Ciebie mówi i próbuje Cię wybudzić, to wydaje się, jakby ktoś mówił w śnie, nie? (Ostatecznie do wszystkiego można stworzyć spójną historyjkę i wyinterpretować największy bezsens, więc nie chcę przeginać, ale to mi się narzuciło ;))
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 945
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 3 sie 11, 10:10

Widzisz, ja na przykład uwielbiam "Zagubioną autostradę" Lyncha, ale w tym śnie wszystkie elementy układanki pasują, wszystkie można na gruncie psychoanalizy interpretować, oddają jakieś rzeczywiste traumy i lęki. Natomiast w "Dharma guns" to było wszystko zbyt chaotyczne i jak dla mnie nieprzemyślane. Wierzę, że reżyser chciał zrobić dzieło na miarę "Lost highway", ale w moich oczach mu nie wyszło. "Lost highway" co prawda też doceniałem coraz bardziej z każdą kolejną projekcją, więc teoretycznie kolejne seanse "Dharma guns" również mogłyby zmienić mój odbiór, ale chyba nie będzie okazji, żeby to sprawdzić. I nie powiem, żebym jakoś strasznie tego żałował ;)
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 3 sie 11, 12:19

A mnie z kolei się "Zagubiona autostrada" niespecjalnie podobała, nie jest to zły film, ale też nie jest moim zdaniem dobry. W ogóle za Lynchem nie przepadam. Oglądałem ją dość dawno i, jeśli dobrze pamiętam, nie wszystko mi w niej pasowało i wkurzała mnie trochę jedna nieścisłość - już niestety nie pamiętam, co to konkretnie było - która w moim odczuciu powodowała, że nie dało się wystarczająco jednoznacznie filmu zinterpretować - kolejny dowód na to, jak odbiór może się diametralnie różnić ;) A interpretacje za pomocą psychoanalizy mnie nudzą, bo przy użyciu tego schematu można wytłumaczyć chyba dowolną rzecz. Dlatego nie uważam, że Ossang dążył do Lynchowskiego efektu, raczej inspirował się: w warstwie formalnej Murnauem, Dreyerem czy Maddinem; w treści: całą masą różnych dziwnych rzeczy, o których zresztą wyżej pisałeś, i to rzeczywiście może wytworzyć wrażenie chaosu. Jak dla mnie: chaosu opanowanego :)
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 945
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 3 sie 11, 13:39

Cóż, ja też nie znam się na psychoanalizie, ale uważam, że dodaje ciekawych wątków analitycznych (np. gdy Žižek interpretuje Zagubioną autostradę przez pryzmat kompleksu wobec silnej postaci ojca - choć można dyskutować, czy mówi to coś o bohaterze filmu, czy raczej o samym Lynchu).

Sny, jak sam zauważałeś, rządzą się zupełnie inną logiką niż nasza linearna logika, nie ma więc co się zżymać, że niektóre sceny nam nie pasują. Mnie tylko zastanawia jedno, czy skoro piszesz, że w "Zagubionej autostradzie" wkurzało Cię to, że coś tam Ci nie pasowało i nie dało się przez to filmu jednoznacznie zinterpretować, to mam tym samym rozumieć, że w "Dharma guns" wszystko Ci pasowało i było w pełni zrozumiałe? Chyba zostanę Twoim fanem ;)
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 3 sie 11, 15:16

Nie napisałem, że "nie dało się filmu jednoznacznie zinterpretować", tylko "wystarczająco jednoznacznie zinterpretować". Nie wiedziałem, czy był to sen, czy rzeczywistość, czy coś jeszcze innego, zresztą był to tylko jeden z problemów, jakie miałem z tym filmem. Generalnie chciałem wyrazić to, że o ile w "Dharma Guns" mam podaną jasną ramę opowieści, to w "Zagubionej autostradzie" nawet ta rama nie była zbyt wyrazista. Żeby była jasność: samo to nie stanowiłoby dla mnie problemu, gdyby podobały mi się inne elementy filmu, a tak nie było.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard


Powrót do Każdy ma swoje kino