14. Millenium Docs Against Gravity Film Festival

Festiwale, przeglądy, retrospektywy. Zapowiedzi. Wasze wrażenia.
Avatar użytkownika
Jarosz
 
Posty: 1675
Na forum od:
5 cze 07, 7:48

Post 19 sty 17, 15:50

Znamy już pierwsze tytuły tegorocznej edycji: https://www.againstgravity.pl/aktualnosci/oglaszamy-pierwsze-filmy-festiwalu

Widzę ponadto, że do miast mających lokalne repliki (Wrocław, Bydgoszcz, Gdynia) w tym roku dołączy Lublin.

Avatar użytkownika
Jarosz
 
Posty: 1675
Na forum od:
5 cze 07, 7:48

Post 24 sty 17, 15:19

Do pierwszych siedmiu ogłoszonych tytułów doszlusował nominowany półtorej godziny temu do Oscara film I Am Not Your Negro.

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1592
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 26 lut 17, 13:37

Kolejne tytuły (część pojawiła się już w informacjach, o których pisał Jarosz):
http://docsag.pl/pl/nagrodzony-w-rotter ... t-gravity/
http://docsag.pl/pl/polska-premiera-pok ... t-gravity/
http://docsag.pl/pl/zwycieskie-filmy-67 ... t-gravity/
Mam nadzieję, że Children Are Not Afraid of Death, Children Are Afraid of Ghosts też we Wrocławiu (może w konkursie - to by załatwiało sprawę).

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1592
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 17 mar 17, 11:29

Pojawiła się informacja o składzie tegorocznego konkursu:
http://docsag.pl/pl/14-filmow-powalczy- ... y-program/
Przy okazji, na dole tego artykułu można znaleźć playlistę z youtube'a, na której widać parę kolejnych tytułów, które będą pokazywane w ramach DocsAG, m.in. nagrodzony w Locarno film z pogranicza dokumentu i fabuły The Challenge (mam nadzieję, że, podobnie jak w przypadku wcześniej anonsowanego filmu chińskiego, nie ominie Wrocławia):
https://www.youtube.com/watch?list=UUIT ... 1Fltr6Hy1w

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1592
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 4 kwi 17, 22:20

Kolejny interesujący (i nagrodzony gdzie indziej) film w programie:
http://docsag.pl/pl/maman-colonelle-z-g ... m-festival

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1592
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 11 kwi 17, 22:28

Następne (prawie - bodaj dwa były już anonsowane wcześniej) 10 filmów pokazywanych w ramach konkursu Fiction/Non-Fiction i zapowiedź retrospektywy Bady Minck:
http://docsag.pl/pl/odslaniamy-filmy-ko ... on-fiction

A tutaj
https://www.youtube.com/watch?v=wim0-lq ... jwG713rCPR
coś, co wygląda już jak prawie pełen program festiwalu (a przynajmniej duża jego część - 115 trailerów).

Avatar użytkownika
Jarosz
 
Posty: 1675
Na forum od:
5 cze 07, 7:48

Post 12 kwi 17, 8:31

W DCF-ie są już ulotki promujące tegoroczny festiwal. Wynika z nich, że sprzedaż biletów ma się rozpocząć 29 kwietnia, a to znaczy, że pełny program zostanie ujawniony chwilę wcześniej.

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1592
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 20 kwi 17, 11:30

Na stronie festiwalu zaczęły pojawiać się filmy z podziałem na sekcje:
http://docsag.pl/pl/sekcje/?dist=wroc%C5%82aw
http://docsag.pl/pl/sekcje/?dist=warszawa
Jest nowa sekcja poświęcona Chinom - zapowiada się bardzo ciekawie (przynajmniej w warszawskiej edycji - we wrocławskiej to na razie 2 filmy - mam nadzieję, że będzie więcej, np. Czekając na świt bym chętnie zobaczył). Ciekawe też, czy do Wrocławia zawitają jakieś filmy (poza Wyścigiem) w ramach retrospektywy Yuriego Ancaraniego (na razie są anonsowane wyłącznie w Warszawie). No i z rzeczy zapowiadanych jak dotąd tylko w Warszawie fajnie by było się doczekać obsypanych festiwalowymi nagrodami Kina objazdowego, The War Show oraz Wspominając demony (logika podpowiada, że ich nie będzie, ale skoro część filmów konkursowych też jak dotąd pojawia się tylko w Warszawie, to może...).

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1592
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 25 kwi 17, 10:59

Jest już oficjalnie pełen program (na razie bez kalendarza projekcji).

tangerine
 
Posty: 1703
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 27 kwi 17, 2:02

Grzes napisał(a):Jest już oficjalnie pełen program (na razie bez kalendarza projekcji).


No właśnie, a ciekawi mnie co będzie w Gdynii, bo tam festiwal aż do 26 maja, więc będzie można więcej niż zwykle filmów zobaczyć.

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1592
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 27 kwi 17, 10:17

Do 26., ale od 17., czyli czas trwania standardowy. Program jest identyczny jak we Wrocławiu (nieco ponad 60 tytułów).

tangerine
 
Posty: 1703
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 28 kwi 17, 19:16

No tak, ale w ten sposób można wydłużyć festiwal o 5 dni (przenosząc się 22 z Warszawy do Gdynii).

tangerine
 
Posty: 1703
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 4 maja 17, 11:46

Pojawiły się w końcu pliki PDF z harmonogramami i wygląda na to że Gdynię opłaca się odwiedzić :D

Warszawa
Gdynia

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1592
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 15 maja 17, 22:41

Przez weekend widziałem 6 filmów na festiwalu. Cztery, o których poniżej, mogę z czystym sumieniem polecić.

Recykling po chińsku to modelowy wręcz dokument obserwacyjny na jasno określony temat. Tematem tym jest chiński przemysł przeróbki plastikowych odpadów oglądany w skali mikro - z punktu widzenia małego (zatrudniającego wyłącznie właściciela i jednego pracownika z rodziną) zakładu utylizacji odpadów. Piszę "modelowy", bo poprzez tę jedną historię dwóch rodzin dostajemy syntetyczny obraz całego przemysłu - od motywacji napędzających tych, którzy się tym zajmują (chęć zapewnienia dostępu do (płatnej) edukacji, dopiero rodzący się konsumpcjonizm na wzór zachodni), poprzez stosunki pracy i związane z nimi problemy (pracownik nie ma prawie nic, pracodawca - niewiele, większość pieniędzy zabierają pośrednicy oraz państwo) oraz kłopoty związane z migracją zarobkową po problemy ekologiczne z przeróbką plastiku związane (długo nie zapomnę scenki "wycieczki na ryby" pojawiającej się gdzieś w połowie filmu). Modelowy także dlatego, że to wszystko podane jest poprzez historie obserwowanych ludzi w naturalny sposób - bez wprowadzania tych tematów na siłę, postaci są trójwymiarowe, a całość bardzo zgrabnie opowiedziana. Zdecydowanie polecam. [4.5/6]

Kolejnym filmem, który widziałem, było Dawson City: czas zatrzymany - dokument znanego z Nowych Horyzontów specjalisty od found footage'u, Billa Morrisona. Na pewno dobrze się go ogląda, ale cierpi na pewien brak zdecydowania co do tego, o czym ma opowiadać: czy ma być to historia Dawson City od powstania podczas gorączki złota do (częściowego) upadku, gdy złota zabrakło, czy historia taśm filmowych, które odnaleziono w mieście robiąc wykopy pod nowy budynek, czy może o jeszcze czymś innym, co wyłania się z odnalezionych wśród nich kronik filmowych. Mam wrażenie, że reżyser sam tego do końca nie wiedział, dlatego film jest nie tylko mieszaniną wątków, ale także konwencji - od klasycznego dokumentu (takiego nawet z gadającymi głowami) po found footage'ową zabawę kinem - konstrukcyjnie nie do końca się to broni. Broni się natomiast bogata warstwa ikono- i faktograficzna. Dla nich warto ten film obejrzeć. [3.5/6]

Dzieci nie boją się śmierci, dzieci boją się duchów to eksperyment, który chyba lepiej sprawdziłby się na Nowych Horyzontach (tu ludzie wychodzili masowo z seansu, nie spodziewając się chyba podobnego dziwadła). Film o tajemniczej śmierci grupy dzieci z pewnej chińskiej wioski, które popełniły samobójstwo, wypijając pestycydy, został zrobiony w zasadzie z niczego - reżysera wyrzucono z wioski zaraz po tym, kiedy się w niej pojawił, w związku z czym materiału filmowego dotyczącego tego, o czym opowiada, nie miał praktycznie wcale. W zamian zrobił wycieczkę po własnych traumatycznych wspomnieniach z dzieciństwa, po własnych lękach jako dziecka i jako dorosłego mężczyzny, swoich wyobrażeniach i snach, w ten sposób próbując (całkiem przekonująco) dojść do tego, co mogło powodować dziećmi decydującymi się na wspólne samobójstwo. Całość uzupełnił klimatycznymi (na różne sposoby przetwarzanymi) zdjęciami nocnej jazdy samochodem, cieniów na murach itp. połączonymi ze zdjęciami (chyba prasowymi) z miejsca wydarzeń oraz obrazami zabawy swoich własnych synów, tworząc osobliwą hybrydę dokumentu i kina onirycznego, jakiej w życiu nie widziałem. Nawet jeśli nie wszystko w tym filmie do końca zagrało, zrobił on na mnie spore wrażenie. [3.75/6]

Na koniec najlepszy z widzianych przeze mnie filmów, czyli Austerlitz Siergieja Łoźnicy. Film - jak informuje opis na stronie festiwalu - jest podróżą po obozowym przemyśle turystycznym - większość (może całość?) zdjęć nakręcono w obozie w Sachsenhausen. Nie jest to film publicystyczny - nie dostajemy niczyich opinii na temat, nie dostajemy żadnych obrazów pokazujących stronę biznesową. To, co oglądamy, to pięknie zakomponowane, sfilmowane przy pomocy nieruchomej kamery, sekwencje pokazujące tłumy turystów zwiedzających obóz - to, jak co chwila zatrzymują się, żeby coś zjeść, to, jak robią sobie selfie przy krematorium albo napisie "Arbeit macht frei", to, jak przewodnicy na różne sposoby usiłują zainteresować znudzonych turystów. I te delikatne środki wystarczają - obraz, jaki się z tego wszystkiego wyłania jest naprawdę przygnębiający. [5/6]

tangerine
 
Posty: 1703
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 16 maja 17, 0:48

Grzes napisał(a):Przez weekend widziałem 6 filmów na festiwalu. Cztery, o których poniżej, mogę z czystym sumieniem polecić.


U mnie początki zawsze są trudne, a w tym roku jeszcze bardziej to wszystko pogmatwane, gdyż po raz pierwszy od wielu lat przyjeżdżam na festiwal spoza Warszawy. Program różnorodny ale jakoś wielkich wydarzeń filmowych jakby mniej w tym roku. Z konkursu głównego widziałem 4 filmy: intrygujące Dawson City (4,5) i zapadający w pamięć poszczególnymi scenami Bez tytułu (4,25), a także mocno przeciętne zarówno w odniesieniu do formy jak i treści Maszyny (3,5) i mocno rozczarowujący "...gdy odwracasz wzrok" (2,25) - co ten ostatni film robi w konkursie nie wiem.

Dawson City jest filmem przedziwnym z dużym potencjałem na fabułę. Jak dla mnie to jest to przede wszystkim film o historii jako procesie, który stwarza kolejne warstwy znaczeń. Zadaje też pytania o metafizyczny wymiar historii. Każda decyzja, każda cecha tworzących się form cywilizacji ma swoją rolę do odegrania. Trudno wyobrazić sobie bardziej dynamiczny, niekontrolowany proces rozwoju miasta niż ten który doprowadził do wzrostu i upadku Dawson City, a jednak paradoksalnie to tutaj zachowała się (zupełnie nieintencjonalnie ale jednak nie przypadkowo) pamięć o czasach, które minęły. To tutaj zachował się np. obraz strajków z 1 maja 1914 r. - w mieście które powstało na wyzysku robotników (górników). W filmie pada m.in. znamienny komentarz, iż więcej przychodów generowali w Dawson City górnicy (za dokładniej ich obsługa) niż samo górnictwo. Film jest oczywiście trudny w odbiorze gdyż dostarcza coraz to więcej faktów, zaś emocje w dużej mierze dostarczyć powinien sobie sam widz. Dzisiejszą formą właściwą dla Dawson City jest skansen, ale czy to już ostatnia z możliwych form ? Czy historia się wyczerpała w ten sposób i czy to trwałe wyczerpanie form historii ? Czy od samego początku Dawson City nie było zjawiskiem, żeby przywołać terminologię postmodernistyczną, podwójnie kodowanym ?
Ostatnio edytowano 17 maja 17, 0:07 przez tangerine, łącznie edytowano 1 raz

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1592
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 16 maja 17, 13:35

No, ciekawe to, co piszesz o Dawson City, choć w samym filmie z trudem to dostrzegam. Co do dwóch z pozostałych tytułów, które wymieniasz, to oba filmy widziałem wczoraj (na obu - dodam - były pełne sale, w tym na Maszynach największa sala w DCF-ie - popularność tego festiwalu mnie autentycznie zaskakuje) i mam o nich cokolwiek odmienne zdanie.

Maszyny rzeczywiście głębią nie powalają, ale są rzetelnym obrazem wyzysku (takiego w stylu wczesnego, dziewiętnastowiecznego, kapitalizmu) robotników w Indiach współczesnych. Z sytuacją naświetloną z kilku stron, rzadko też popadającym w publicystykę, choć jasne jest, jaką pozycję zajmuje autor. Nowych szerokich perspektyw nie otwiera, ale trudno jego treści wiele zarzucić. Tym, co film jednak broni, jest dla mnie właśnie forma, a nawet bardziej konkretnie - wspaniałe zdjęcia. To nie przypadek, że w zwiastunie festiwalu (tym puszczanym przed każdą projekcją) fragmenty tego filmu pojawiają się bodaj najczęściej. Trochę gorzej jest z konstrukcją narracyjną filmu. Do pewnego momentu (czyli przez większość filmu) jest on bardzo zdyscyplinowany formalnie - mamy zdejmowane znajdującą się w ciągłym ruchu kamerą obrazy działania fabryki przerywane z rzadka (na tyle rzadko, że nie zaburza to rytmu filmu) wypowiedziami robotników do kamery. Niestety pod koniec autor chyba uznaje, że dość już tej monotonii (która w tym filmie jest bardzo na miejscu) i doprawia wszystko niepotrzebnymi wtrętami spoza fabryki, które nic do obrazu nie wnoszą oraz, pochodzącą jakby z innego filmu symboliczną scenką z robotnikami ubranymi w, a potem wyrzucającymi dzieła swoich rąk. Gdyby wyciąć te kilka nadmiarowych fragmentów, od strony formalnej byłaby to rzecz naprawdę świetna. Tak, mimo wszystko, jest dobra. [4.25/6]

Z kolei Bez tytułu rozczarowało mnie pod kilkoma względami. Zdjęcia - jak to u Glawoggera - są ładne, ale tylko tyle - nie ma tutaj oszałamiających obrazów, które były wielką siłą Megamiast czy Śmierci człowieka pracy. Montaż, zestawiający ze sobą równolegle fragmenty z różnych miejsc świata (czytaj - powracając wciąż w te same miejsca) kłóci się dla mnie z zasadniczą ideą filmu, który miał być zapisem ciągłej podróży, ruchu. Zapiski Glawoggera, czytane przez narratorkę (co - choć u reżysera nowe - samo w sobie mi nie przeszkadza, wręcz przeciwnie - dodaje znaczeń tej ciągłej wędrówce, ucieczce(?), która ma być tematem filmu) są w strasznie pretensjonalnej, trzecioosobowej, formie, która irytuje. A zapadających w pamięć scen też nie ma tak znowu dużo. Dla mnie to tylko [3.25/6].

tangerine
 
Posty: 1703
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 16 maja 17, 23:46

Grzes napisał(a):
Z kolei Bez tytułu rozczarowało mnie pod kilkoma względami. (..) Montaż, zestawiający ze sobą równolegle fragmenty z różnych miejsc świata (czytaj - powracając wciąż w te same miejsca) kłóci się dla mnie z zasadniczą ideą filmu, który miał być zapisem ciągłej podróży, ruchu. Zapiski Glawoggera, czytane przez narratorkę (co - choć u reżysera nowe - samo w sobie mi nie przeszkadza, wręcz przeciwnie - dodaje znaczeń tej ciągłej wędrówce, ucieczce(?), która ma być tematem filmu) są w strasznie pretensjonalnej, trzecioosobowej, formie, która irytuje.


Tutaj się w pełni zgadzam. Ten film poległ w montażu, kompletnie nie uporządkowanym narracyjnie. Pytanie czy to jeszcze Glawogger nie jest pytaniem retorycznym, ponieważ to on sam chciał przy tym filmie zmienić styl pracy. Założył że nie będzie wypowiedzi portretowanych osób, tylko obrazki z życia obserwowane a nie interpretowane. Nie pracował klasycznym sposobem. Nie robił wielotygodniowych rozeznań i nie współpracował z W. Thalerem. Tak więc za dużą część tego co się może w tym filmie nie podobać fanom odpowiada sam Glawogger. Ale kto wpadł na pomysł żeby jego zapiski, myśli czytały narratorki (kobiety) nie wiem ? Moim zdaniem to aberracja. Ale wciąż uważam, że w filmie udało się pokazać apokaliptyczną stronę życia ludzi w Afryce, w ujęciach nie rzadko bliskich surrealizmowi. Z notatek reżysera wyłania się natomiast jego pesymizm, który ukrywał przy okazji poprzednich filmów. Nagle się okazało w jak mrocznych barwach widzi przyszłość ludzkości. I obrazy są tutaj świetnie do tego nastroju dopasowane.

tangerine
 
Posty: 1703
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 17 maja 17, 0:04

Grzes napisał(a):
Maszyny rzeczywiście głębią nie powalają, ale są rzetelnym obrazem wyzysku (takiego w stylu wczesnego, dziewiętnastowiecznego, kapitalizmu) robotników w Indiach współczesnych.


Ok, jest to obraz szczery (wypowiedzi nadzorców i właścicieli są zastanawiająco otwarte) i zachowujący perspektywę wewnętrzną (twórcy są z Indii). Robotnicy zasypiający przy pracy stają się metaforą upadającego mitu uprzemysłowienia poprzez wyzysk. Czy ta fabryka jest jeszcze komuś potrzebna ? Myślę, że na turystach robiących sobie selfie z drzemiącymi przy pracy robotnikami mogliby nieźle zarobić. Świetny temat na metafizyczny obraz, spodziewałem się jednak więcej szczególnie w warstwie wizualnej.

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 888
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 17 maja 17, 14:28

No ja niestety oglądam dość mało, ale wtrącę 4 grosze.

Gdy odwracasz wzrok... (2,75/6)
Idąc na taki film, wiem na co się piszę: potencjalnie będzie to w 90% bełkot, jest jednak szansa na dowiedzenie się czegoś ciekawego (i ta szansa ostatecznie przeważa). W gruncie rzeczy nie ma więc wielkiego rozczarowania, zaskakuje jedynie to, że film jest dość nieporadnie zrobiony. Ostatecznie kładzie go nie temat, ale nieudolność reżyserki, która w centralnej części filmu oczekuje, że widz podzieli jej fascynację brudnymi rurami i magicznymi metodami ich oczyszczania, dzięki "komunikującej się" wodzie.

Dzieci nie boją się śmierci, dzieci boją się duchów (3,5/6)
Zgadzam się większością uwag Grzesia, choć jestem trochę bardziej krytyczny. Rzeczywiście nie jest to dokument, tylko coś w rodzaju artystycznego eksperymentu. Miejscami jest to ciekawe, jednak nie jest do końca udane. I nie mam tu na myśli długich ujęć, które powodowały eksodus publiczności, lecz ewidentny brak materiału, który sprawiał, że reżyser powtarzał kilka razy te same zdjęcia.

Jak spotkać syrenę (4/6)
Choć oba filmy bez wątpienia wyglądają kompletnie inaczej, jest coś co łączy ten tytuł z poprzednio recenzowanym. Punktem wyjścia autorki dokumentu jest również tajemnicza, samobójcza śmierć, również niewiele wie ona na ten temat (brak świadków), a temat traktuje osobiście (dotyczy jej brata). W efekcie dostajemy coś w rodzaju eseju o tajemnicy oceanu i jego mrocznej sile, w którym reżyserka skupia się na 3 różnych przypadkach. W odróżnieniu od chińskiego filmu, jest to jednak produkcja bardzo profesjonalna. Dość dodać, że za zdjęcia odpowiada Lars Skree, czyli operator Sceny ciszy i Armadillo.

Bez tytułu (4.25/6)
Wszystko zostało już powiedziane, więc co tu dodać. Bliżej mi do oceny tangerine'a, bo w filmie jest jednak trochę intrygujących scen (zwłaszcza z Afryki). Pomysł z lektorem, bez względu na to od kogo pochodzi, uważam za słaby. Z uśmiechem pod nosem słuchałem natomiast rewelacji o tym, że w Chorwacji wciąż widać na fasadach budynków ślady kul po wojnie sprzed 20 lat. Zapraszam do Wrocławia - są tu dzielnice, gdzie całe ulice wypełnione są budynkami z śladami po kulach sprzed 70 lat...
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

tangerine
 
Posty: 1703
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 18 maja 17, 9:54

Może krótko opiszę co mi się spodobało:

Wypaleni (5,25) - film o organizacji i atmosferze pracy na oddziale chirurgii paryskiego szpitala publicznego, z perspektywy krytycznej i w kontekście syndromów wypalenia zawodowego (co było punktem wyjścia dla pracy reżysera). O tym filmie można pisać wyłącznie w samych superlatywach, myślę że będzie miał szansę stać się wzorcowym obrazem wdrażania destrukcyjnego paradygmatu myślenia o zarządzaniu w kryzysowej formie kapitalizmu. Trudno na prawdę uwierzyć, że chirurdzy z kilkudziesięcioletnim stażem traktowani są w tym filmie niemal jak kasjerki na kasie. Nie zauważyłem w podejściu kierownictwa ani szacunku dla wysiłku tych ludzi, ani świadomości wartości ich wiedzy i umiejętności, ani nawet zwykłej empatii. W moim mniemaniu osoba, która zarządza tym szpitalem ma problem osobowości niedojrzałej. Szok i przerażenie. A wszystko to poprzedzone wieloletnimi badaniami, poszukiwaniem szpitala w całej Europie, który by się zgodził na wejście tam z kamerą, wielomiesięcznym poznawaniem tych ludzi bez kamery. Doskonałe "cinema verite".

Dziewięćdziesięcioletnia dziewczyna (4,5) - film nagrodzony na prestiżowych festiwalach, i w sumie tylko dlatego poszedłem na ten film, bo temat jakoś wydawał mi się mało przekonujący. I faktycznie, temat nie ma tutaj znaczenia, to film który każdy ogląda w swój sposób. Znakomite są tam postaci, osobowości, niczym wyjęte spod ręki pisarza, jakby to dobrze prowadzeni aktorzy odgrywali spektakl. Udało się bowiem reżyserowi zarejestrować w tym filmie unikalną specyfikę momentu w czasie i przestrzeni. Wszystko obywa się tutaj wokół charyzmatycznego choreografa i pensjonariuszy domu starców z problemami zaniku pamięci, ale ma się wrażenie że istotne są tutaj mikroświaty - pojedyncze słowa i gesty, a nie przesłanie czy metafora.

Kim byliśmy (4,5) - kameralny film o momencie krytycznym dla szczęśliwej rodziny, przed którą wydawały się otwierać tylko pozytywne scenariusze. Narracja budowana bardzo oszczędnymi środkami, unikająca sentymentalizmu, współgra z metaforą nadchodzącej nieoczekiwanej zmiany jaką wywoła zdarzenie w życiu emocjonalnym całej rodziny. Film wychodzący od problematyki psychologicznej jednak sublimuje do sytuacji o charakterze egzystencjalnym.

Obcy w raju (4) - badający zjawisko napływu imigrantów do Europy w kontekście polityk społecznych, które są jakby weryfikowane w bezpośredniej rozmowie osób starających się o azyl z pracownikiem administracji. Frapujące, ale nie dające chyba pełnego obrazu sytuacji.

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1592
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 18 maja 17, 12:13

Wypalonych bym bardzo chętnie obejrzał, ale program we Wrocławiu jest tak ustawiony, że obie projekcje kolidują mi z innymi filmami, które chcę zobaczyć. Po cichu (ale bardzo po cichu, bo konkurencja jest spora) liczę na to, że będzie można go obejrzeć w ostatnim dniu festiwalu jako film nagrodzony w konkursie. Jeśli nie - być może pójdę na Obcego w raju (nie mam biletu, ale tak to mniej więcej planowałem od początku, że na któryś z tych dwóch powinienem się załapać). Pozostałych wymienionych przez Ciebie filmów nie ma we Wrocławiu, więc trudno mi na ich temat dyskutować. To nie znaczy, że jestem z naszej lokalnej edycji niezadowolony - od wtorku zobaczyłem kolejne trzy filmy, które mi się podobały.

Oglądając zwiastun Idolek z Tokio można pomyśleć, że większość filmu będzie pokazywała nam występy skąpo odzianych nastolatek przypominających lalki, podrygujących w rytm japońskiego umcy-umcy. Tego oczywiście trochę jest, ale nie to tak naprawdę interesuje autorów (i chwała Bogu). Film to przede wszystkim wielowątkowa socjologiczna analiza fenomenu idoru (bo to nie chodzi o samo istnienie nastoletnich gwiazdek pop, ale całą specyficzną kulturę z nimi związaną), tego, skąd bierze się na nie zapotrzebowanie, dlaczego przyciągają rzesze fanatycznych wielbicieli w wieku swoich rodziców (im poświęcona jest spora część filmu) oraz dlaczego same (a także ich rodzice) uważają tego typu występy za dobrą (i w pewnym sensie bezpieczną) drogę kariery. Jednocześnie jest kolejnym (po chociażby Wynajmij rodzinę sp. z o.o. pokazywanym przed paru laty) filmem, który wywołuje co jakiś czas zdumienie w widzu, tak bardzo dziwne, surrealistyczne wręcz sceny obserwujemy. Dokument raczej tradycyjny, ale materiał na tyle ciekawy, że oglądałem z niesłabnącym zainteresowaniem. [4/6]

Ostatni w Aleppo to w zasadzie reportaż pokazujący życie i działanie przedstawicieli Białych Hełmów w Aleppo pod oblężeniem wojsk Asada, z wszystkimi zaletami i wadami dobrze zrobionego reportażu. Największą zaletą jest oczywiście to, że podchodzimy z kamerą tak blisko, jak się da - zdjęcia są prawie wyłącznie z ręki, ale niezłej jakości (i - o dziwo - w panoramicznym formacie) - włączając w to sytuacje najbardziej ekstremalne, jak ucieczka przed ostrzałem czy wyciąganie ciał zabitych spod gruzów. Zaletą są też dobrze zarysowane sylwetki głównych bohaterów oraz spory ładunek emocjonalny. No i również to, że autorzy nie próbowali uciec przed ukazaniem pewnej okrutnej monotonii życia w warunkach wojny. Braki, które mnie osobiście bolą, ale osobom ceniącym reportaż nie powinny przeszkadzać, są typowe dla reportażu i wynikają z pewnej doraźności tej formy - to brak głębszej analizy czy syntezy. [3.75/6]

Ostatni z filmów, które mógłbym polecić, wiele osób pewnie już widziało, bo był do obejrzenia w streamingu w ramach ArteKino Festivalu - to Safari Ulricha Seidla. Pierwsze filmy słynnego Austriaka irytowały mnie swoją mizantropią - perwersyjnym zamiłowaniem do pokazywania wyłącznie tego, co w ludziach brzydkie, i w taki sposób, żeby widz nie miał wątpliwości co do obrzydzenia, jakie odczuwa sam autor. Jego podejście w najnowszym filmie, opowiadającym o Austriakach spędzających wakacje na polowaniu na specjalnie dla nich stworzonym ranczo w Namibii, gdzie mogą sobie (z pomocą bardziej doświadczonych myśliwych) postrzelać do antylop gnu, zebr, żyraf itd. polega na z jednej strony oddaniu głosu samym bohaterom - ich własnym wyobrażeniom o samych sobie (w których jawią się niemal jak obrońcy przyrody), "sporcie", któremu się oddają, a także o świecie (te ostatnie są bardzo kolonialne z ducha). Z drugiej strony na wpleceniu w film ironicznych scenek z brzuchatym, z trudem poruszającym się, panem, który "poluje" popijając piwo i przysypiając po drodze. Nie oznacza to, że Seidl stracił ostrość widzenia - korzysta tylko z mniej oczywistych i bardziej subtelnych środków, co dla mnie jest wielką zaletą. Nie stracił też oka do pięknie zakomponowanych geometrycznych kompozycji kadrów, które warto obejrzeć w kinie. [4.25/6]

tangerine
 
Posty: 1703
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 18 maja 17, 23:44

Grzes napisał(a):
Ostatni w Aleppo to w zasadzie reportaż pokazujący życie i działanie przedstawicieli Białych Hełmów w Aleppo pod oblężeniem wojsk Asada, z wszystkimi zaletami i wadami dobrze zrobionego reportażu.


Widziałem łącznie 3 filmy, których tematem jest wojna w Syrii/Iraku i wszystkie one przedstawiały perspektywę mieszkańców, którzy zostali wplątani w tę wojnę. Trudni mi nawet oddzielić ocenę tych filmów, one się tak uzupełniają i dopełniają zarówno pod kątem ikonografii jak i informacji, że ma się wrażenie że po zobaczeniu pierwszego więcej zaczynamy rozumieć z kolejnego. Te filmy to: Ostatni w Aleppo - ukazuje motywacje tych którzy zostali w mieście, pokazuje również cenę jaką za to płaci ludność cywilna, a ponadto pokazuje jednoznaczną ocenę rządów Asada i jego sprzymierzeńców (Putin). Bohaterowie wypowiadają w tym filmie wiele gorzkich słów pod adresem polityki międzynarodowej. Widzimy jak na naszych oczach giną normalni ludzie, którzy mieli swoje życiowe plany. Takie filmy wyrywają z otępienia, przypominają ważny problem, który przegrywa czas antenowy z konkursami piosenek w Eurowizji. Podobnym w tonie jest film Bez wyjścia - o wojnie domowej w Iraku, która rozgorzała po opuszczeniu Iraku przez wojska amerykańskie. Znowu mamy perspektywę ofiar wojny, rannych i zastraszonych mieszkańców irackich prowincji, a także sanitariusza, który jak długo tylko to jest możliwe pracuje w szpitalu gdzie trafiają ofiary ekstremistów, a następnie ucieka z rodziną do obozu przejściowego. Również w tym filmie padają słowa o nierozumieniu sensu wojny domowej, zabijania cywilów. Jeszcze dalej idzie film War Shaw, który jest najciekawszy w ostatnich 20-30 minutach, gdy oglądamy sceny wyjęty z jakiegoś post-traumatycznego snu: podekscytowani bojownicy prowokują ostrzał artyleryjski żeby operator mógł zrobić dobre zdjęcia, inni niemal w amoku strzelają z karabinów maszynowych gdzie popadnie, w końcu spotykają się wszyscy na manifestacji gdzie uświadamiają sobie, że jedni walczą o Syrię obywatelską, a drudzy o Syrię islamską. Pierwsza część filmu pokazuje proces wplątywania się zwykłych obywateli w wojnę (od protestów w ramach Arabskiej Wiosny po aktualną katastrofę humanitarną (połowa Syryjczyków żyje obecnie poza granicami kraju). W tej warstwie jednak film jest trochę zawiły i mało precyzyjnie wyjaśnia przyczyny sytuacji. Jednocześnie można dostrzec, w tym zbiorowych portrecie społeczeństw uwikłanych w nieswoją wojnę, rosnącą determinację do jej zakończenia.

tangerine
 
Posty: 1703
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 19 maja 17, 10:25

Jeżeli macie taką możliwość to koniecznie musicie zobaczyć film Czekając na świt (5,5), którego tematem jest sierociniec w Chinach, do którego trafiają dzieci osób skazanych na więzienie. Jest to zdecydowanie jeden z najlepszych filmów na tym festiwalu, ale nie widzę go jakoś w żadnym konkursie. Film jest pięknie sfotografowany i koncentruje się na psychologicznych aspektach sytuacji tych dzieci nie występując przy tym z perspektywy eksperckiej. Jest to bardziej fenomenologiczna i empatyczna wypowiedź, dzięki czemu możemy się chyba bardziej w tym świecie zanurzyć.

Niestety muszę już wychodzić, żeby się nie spóźnić do kina więc tylko zasygnalizuję jeszcze inne dobre filmy: Egzaminy wstępne (4,5) - film o procedurze egzaminacyjnej do paryskiej szkoły filmowej, świetnie się to ogląda, wciągające są bardzo rozważania egzaminatorów, którzy muszą wyłonić najlepszych kandydatów do różnych zawodów filmowych, każdy kto kiedykolwiek był w jakiejkolwiek komisji oceniającej wie jakie dylematy wchodzą tutaj w rachubę, wyniki muszą mieć charakter mniej lub bardziej losowy; Birma, kraj poezji (4,25) - bardzo subtelnie, poetycko reżyser potraktował temat poezji politycznej w wyzwalającej się z dyktatury Birmie; taka impresja ze spotkania z krajem i poetami; jest co oglądać - jest w tym obrazach, plenerach, twarzach, rozmowach jakaś poezja. Więc polecam
Ostatnio edytowano 20 maja 17, 0:03 przez tangerine, łącznie edytowano 1 raz

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1592
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 19 maja 17, 11:44

Czekając na świt świetnie się zapowiadało już przed festiwalem - wcale mnie więc nie dziwi Twoja recenzja. Niestety, filmu nie ma nie tylko w żadnym z konkursów, ale także w żadnej z replik (w szczególności też we Wrocławiu). Trzeba będzie szukać po festiwalu. Nie ma też The War Show, a szkoda, bo wnioskując z tego, co piszesz, to bardzo interesujące (poszerzające perspektywę) dopełnienie Ostatnich w Aleppo. Co do tych ostatnich - ja nie mam wątpliwości co do sensu kręcenia takich filmów, o którym piszesz. Moje wątpliwości dotyczą raczej tego, ile pozostanie za parę lat z takich, tworzonych dla obudzenia sumień, filmów-świadectw.

Wczoraj na festiwalu widziałem tylko jeden film - Wyścig. Film bez wątpienia cudownie sfotografowany i interesujący treściowo, tracący jednak sporo w końcówce. Rzecz jest o mieszkańcach Kataru - ludziach, którzy bez wykształcenia, bez ciężkiej pracy, doszli do wielkiego bogactwa i olbrzymiej ilości wolnego czasu, z którymi za bardzo nie wiedzą, co zrobić (świetnie ich sytuację komentuje wciąż powtarzane przez nich sformułowanie Bóg tak chciał, bo z całą pewnością to nie oni sami wybrali swój sposób na życie). Wypełniają więc tę pustkę, kopiując rozrywki ludzi ze zgniłego Zachodu (wyścigi samochodowe, osobliwe podróbki gangów motocyklowych) oraz własnej arystokracji (hodowla sokołów), nie zapominając o kupowaniu różnych rzeczy (nie tylko rzeczy - jeden na przykład wozi się z lampartem na smyczy) podkreślających ich status materialny. Z ich obserwacji powstaje bardzo ciekawa mieszanka takiego bardzo filmowego ennui oraz komedii z lekką domieszką surrealizmu. Niestety reżyser uznał chyba, że film potrzebuje historii - obrazki z życia znudzonych nowobogackich nie wystarczą. To powoduje gdzieś w połowie projekcji zwrot filmu w stronę opowieści o (początkującym) sokolniku, której zwieńczeniem są sokolnicze zawody gdzieś na środku pustyni. Ten zwrot, o którym piszę, jest niekorzystny z dwóch powodów: po pierwsze część "sokolnicza" filmu zostaje zdecydowanie za bardzo przeciągnięta (a nie ma w niej, tak naprawdę, potencjału, żeby całość ciągnąć do przodu), po drugie w tej części majestatyczne zdjęcia pustyni ustępują nagraniom z kamerki przyczepionej do sokoła, które - prawdę mówiąc - są najzupełniej nieoglądalne. Mimo wszystko całość jest moim zdaniem godna polecenia. [4.25/6]

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 888
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 19 maja 17, 13:17

Wyścig świetny! Można powiedzieć, że jest to dokument surrealistyczno-społeczny i choć zbyt wiele to nie mówi, to właściwie taki właśnie jest ten film: opowieść o arabskich nowobogackich, na którą składają się absurdalne obrazy ich rozrywek. Grzes trochę przesadza z tą opowieścią - jeśli się nawet pojawia, to jest bardzo subtelna, reżyser uwielbia długie ujęcia, przygląda się detalom itp., przez co raczej nie ogląda się tego jako konkretnej historii. Faktem jest natomiast, że "sokole oko" męczy. Tym niemniej całość podobała mi się bardzo! (4,75/6)
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1592
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 19 maja 17, 13:49

Mnie też się podobało bardzo, ale tylko do momentu pojawienia się "sokolego oka" (prawdę mówiąc w trakcie seansu sobie myślałem, że wreszcie mamy rewelacyjny film, który nie jest podpisany znanym nazwiskiem). Rzeczywiście może przesadzam z "opowieścią", ale wyłącznie chęć zrobienia z tego historii, której zwieńczeniem jest "sukces" na zawodach sokolniczych (zupełnie zresztą niepotrzebna, bo absurdalne scenki z życia są od niej dużo ciekawsze), uzasadnia jego użycie.

Roman Gutek
NH-Kreator
 
Posty: 1037
Na forum od:
8 gru 04, 9:10

Post 19 maja 17, 16:38

Czy widzieliście na tym festiwalu filmy "Dom rodzinny" i "Paryska Opera"? Będę wdzięczny za Wasze opinie.

Pozdrawiam serdecznie,

Roman Gutek

tangerine
 
Posty: 1703
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 20 maja 17, 0:02

Roman Gutek napisał(a):Czy widzieliście na tym festiwalu filmy "Dom rodzinny" i "Paryska Opera"? Będę wdzięczny za Wasze opinie.

"Dom rodzinny" mam w planach dzisiaj i moje oczekiwania są wobec tego filmu spore.

tangerine
 
Posty: 1703
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 20 maja 17, 0:40

Festiwal się powoli kończy, a pojawiają się nowe ciekawe filmy. Jednym z nich jest na pewno film Obietnica (4,5), produkcji niemieckiej ale dotyczący sprawy zabójstwa dokonanego na terenie USA, więc siłą rzecz rozgrywa się ona w scenerii małego miasta w stanie Wirginia. Jest to bardzo wciągająca historia 18-latka wrobionego w podwójne morderstwo (rodziców dziewczyny). Interesująca jest warstwa psychologiczna (relacje między kochankami są naprawdę pokręcone, do tego dochodzą świadkowie i cały aparat sprawiedliwości - prokurator, sędziowie) jak i panorama lokalnej społeczności, w której do wizji Lyncha wcale nie tak daleko. Ten dokument jest oczywiście gotowym scenariuszem na film fabularny, jednak materiał archiwalny (rozprawy, sic!) jest tak interesujący że chyba lepiej zostać przy dokumencie. Jest to kolejny film pokazujący wady amerykańskiego sytemu sprawiedliwości, ale ciekawsza jest warstwa psychologiczno-filozoficzna.

Kolejnym dobrym filmem duńskim na tym festiwalu są Monologi Wenus (5,0), w którym młode kobiety opowiadają o swojej seksualności, doświadczeniach, preferencjach itp. Film składa się ze zmontowanych fragmentów wywiadów przeprowadzonych przez kilka lat, ale ani przez moment nie nudzi. Reżyserka dostrzegając wady wychowania seksualnego w Danii koncentruje się tutaj bowiem na emocjonalnych aspektach seksualności współczesnych kobiet. Oglądamy bardzo osobiste, subiektywne i niestereotypowe perspektywy dot. roli seksu w ich życiu. Niby gadające głowy ale jednak różnorodność doświadczeń bohaterek powoduje, że film wciąga w coraz to nowe aspekty rozważań.

Pozostałe tytuły:
Imperium snów (4,0) - chińska wersja liberalizmu na rynku nieruchomości w tonacji satyrycznej i poważnej jednocześnie; gotowy scenariusz fabularny;
El Mar La Mar (3,5) - ponownie pustynia Sonora i temat meksykańskich imigrantów; niczego nowego się nie dowiemy, ale celuloidowe zdjęcia rekompensują całą resztę; czasem zbyt ambitnie;
Chińskie Van Goghi (3,5) - ciekawe szczególnie w pierwszych 60 minutach (ciekawsze to miasto niż te kopie obrazów), potem zbyt przewidywalne;
Morze jutro (3,5) - rozmowy z kilkoma wybranymi osobami żyjącymi i pracującymi w rejonie Jeziora Aralskiego;
Dni płyną tu bez końca (3,5) - portrety kilku starszych kobiet mieszkających w sennym kolumbijskim miasteczku, przewidywalne ale nie męczące;
Zapracować na puchar (3,25) - był potencjał, ale reżyser skupił się na emocjach sportowych (zawody robotników) a nie na analizie społecznej;
Złapać oddech (3,0) - chaotyczne, chociaż pewnie wiarygodne psychologicznie, zabrakło jakości artystycznej;
Nie mrugaj - Robert Frank (2,75) - raczej rozczarowanie, chyba tylko dla fanów;
Stając się kim byłem (2,75) - film popadający w kicz, mimo kilku ciekawych scen całość niezrozumiała;
Klucz do Salvadora Dalego (2,5) - pretensjonalne i amatorskie z ducha
Tamte straszliwe dni (bez oceny) - wyszedłem z seansu

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1592
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 20 maja 17, 10:21

Roman Gutek napisał(a):Czy widzieliście na tym festiwalu filmy "Dom rodzinny" i "Paryska Opera"? Będę wdzięczny za Wasze opinie.

Domu rodzinnego niestety nie ma we Wrocławiu, natomiast terminy projekcji Opery Paryskiej kolidują mi z rzeczami, które mnie bardziej interesują. Wiem skądinąd, że na Operę wybiera się Jarosz, także on powinien być w stanie coś napisać.

tangerine
 
Posty: 1703
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 20 maja 17, 12:16

Grzes napisał(a):
Roman Gutek napisał(a):Czy widzieliście na tym festiwalu filmy "Dom rodzinny" i "Paryska Opera"? Będę wdzięczny za Wasze opinie.

Domu rodzinnego niestety nie ma we Wrocławiu...


To jakiś cymes, bo w Warszawie są tylko 2 pokazy (dzisiaj i jutro)...

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1592
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 20 maja 17, 20:06

Nagrody warszawskiej edycji:
http://docsag.pl/pl/znamy-juz-zwyciezco ... t=warszawa
oraz wrocławskiej:
http://docsag.pl/pl/grand-prix-dolnego- ... st=wroclaw
Zarówno Ostatnich w Aleppo, jak i Dobrego listonosza widziałem, żadnego bym nie nagrodził, bo były inne lepsze (choć akurat Ostatni - jak już pisałem - w swojej kategorii są filmem bardzo dobrym), ale trzeba przyznać, że tematycznie obydwa są bardzo na czasie (a nagrody, zwłaszcza na festiwalach dokumentów, zwykle tę aktualność uwzględniają). Dobry listonosz to tragikomiczna opowieść (w stylu, który nam kojarzyłby się z czeskim kinem) o miejscowości na granicy turecko-bułgarskiej. Przez wieś przetaczają się tłumy imigrantów (uchodźców z Syrii?), których wyłapuje straż graniczna. Uchodźcy także pojawiają się w centrum "debaty" między kandydatami na miejscowego burmistrza: jeden (tytułowy dobry listonosz) jest za pomaganiem, jego kontrkandydat - uosobienie populizmu ze swoimi komunistycznymi ciągotami i próbami zdobywania wyborców (dosłownie) kiełbasą - przeciw. Trzecia kandydatka, dotychczasowa burmistrz, ma wszystko i wszystkich gdzieś. Jak rozumiem, to ma odbijać sytuację w Europie jako całości. Jeśli tak - to bardzo powierzchownie. W ogóle cały film ślizga się po powierzchni autentycznie złożonych problemów (a zawadza poza uchodźcami o całą kupę innych - patrz wrocławska laudacja), zawsze wybierając zabawianie widza, a nie jakikolwiek poważniejszy namysł, a perypetie listonosza chcącego pomagać Syryjczykom sprowadza do umoralniającej anegdoty. Może dla jurorów takie podejście do sprawy ma same zalety - dla mnie wręcz przeciwnie (Jarosz się nie zgadza, i mam nadzieję, że o tym napisze). [3/6]

tangerine
 
Posty: 1703
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 21 maja 17, 10:07

No tak, no tak, nagrody i kontrowersje. Jak co roku. Ale mam wrażenie, że po pierwsze skład jury gwarantował jakiś podstawowy poziom zaufania do ich werdyktu (co się potwierdziło, bo były w konkursie filmy, których wygrana mogłaby nas zaskoczyć). Ostatni w Aleppo (4,0) jest filmem potrzebnym, poszerzającym wiedzę, a jednocześnie profesjonalnie zrealizowanym. Dziwne, że nie został zgłoszony do konkursu "Nagrody Amnesty International" gdzie jego wygrana byłaby formalnością. Co do Dobrego listonosza (3,75) to ja uważam, że jest to dobry film, który pokazuje atmosferę, nastrój życia w najdalszych peryferiach UE i nie doszukiwałbym się tutaj ani metafor ani szukania śmiesznych momentów na siłę. Faktem jest, że samo zakończenie jest w stylu debiutanta i montaż raczej można wskazywać na talent reżysera do filmu fabularnego niż dokumentalnego. Sam film zostałby pewnie przyjęty na wielu festiwalach filmowych jako fabuła. Ogląda się to dobrze, także z uwagi na panoramiczne ujęcia, które nas umiejscawiają w tym sielskim środowisku. Ale nie odniosłem wrażenia, że bohaterowie są sztuczni, raczej oni tacy są na co dzień. I pewnie film byłby lepszy gdyby ograniczyć temat polityki /wyborów na rzecz innych aspektów, ale uważam że i tak jest wart obejrzenia w kinie.

Jeśli chodzi o Dom rodzinny (4,25) , to już dzisiaj wiemy, że film otrzymał nagrodę w sekcji "Fiction/Non-Fiction", uzasadnienie brzmi "za wyjątkowe połączenie dokumentu z fabularnymi środkami wyrazu, by opowiedzieć o najgłębszych emocjach i bliskości w sytuacji rozłąki dwojga rodzeństwa, przy jednoczesnym zrozumieniu pozycji kobiety w tak specyficznych okolicznościach”. Przywołałem to po to, żeby powiedzieć, że po kilkunastu latach oglądania filmów na festiwalach filmowych, na prawdę nie mam pojęcia o jakie "fabularne środki wyrazu" w tym przypadku może chodzić. Jest to bowiem klasyczny dokument obserwacyjny z elementami reportażowymi i bliżej mu do estetyki "home movies" niż dokumentu kreacyjnego. Reżyserka w rozmowie potwierdziła, że pracowała na tym filmem sama, nie znała dialektu którym posługują się bohaterowie (tłumaczenie odbywało się przy przeglądzie materiały po powrocie do domu); ona sama, ani jej myśli nie pojawiają się ani na moment w filmie, w którym występują tylko mieszkańcy wioski. Sam film ma swoje wady i zalety, zarówno jeśli chodzi o formę jak i treść. Na pewno ogląda się to znakomicie, i widać że reżyserce urodzonej w Londynie, bardzo na tym zależało; montaż jest dynamiczny, sceny nie mają prawa się przeciągać - jeśli rozmowa dziewczynek jest na tyle dla autorki interesująca, że trwa kilka minut to zostaje przecięta w połowie jakimś obrazkiem z prac polowych, który nic nie wnosi semantycznie do treści rozmowy (nie jest kontrapunktem, ani nie jest wizualizacją tego o czym mówi); jeżeli mamy ujęcie zbierania kamyków to dostajemy je z kilku ujęć nawet jak trwa kilkanaście sekund. Widać, że reżyserka stawia na dynamizm i nie wierzy że widz mógłby dłuższe kadry wytrzymać. Zresztą nie ma w tym filmie wielu scen bez dialogów lub wypowiedzi bohaterki z offu. Jest pod koniec długa scena zabawy weselnej gdzie dominują śpiewy i ogólny rwetes (zresztą wizualnie jest to bałaganiarskie - przydałby się operator), ale miejsc ciszy w tym filmie bardzo niewiele. Całość fotografowana głównie w bliskich i średnich, wąskich kadrach (ograniczonych ścianą mieszkań czy zielenią najbliższego drzewa). W kontekście tego co reżyserka opowiadała po filmie, na temat piękna krajobrazu, przyrody zadziwia fakt, że tego jest tak mało w filmie. Czy klaustrofobiczna przestrzeń ma być metaforą braku wolności, braku perspektyw, niemożności psychologicznego uwolnienia się od tradycyjnych form społecznych, które zakładają wspólnotowość i konieczność wyrzeczenia się indywidualnych aspiracji na rzecz społeczności ? I faktycznie ten aspekt filmu jest tutaj najciekawszy, bo reżyserce udało się uchwycić moment ujawniania się rysów osobowości głównej bohaterki. Ma to jakiś wymiar uniwersalny, tym bardziej, że nie zobaczymy w tym filmie żadnych instytucji, niewiele jest również "datowań" kulturą materialną (może z wyjątkiem sceny kiedy przez parę sekund pojawia się mały telewizorek) . Może taki był zamiar reżyserki żeby pokazać jak wygląda modelowy proces utrwalania się zjawisk społecznych, tzw. "dziedziczenia" postaw. I to na pewno się tak obywa, jednak że to do końca odszyfrować to widz musi mieć podstawową wiedzę z zakresu psychologii, socjologii lub antropologii kultury albo zostać na spotkanie z reżyserką. Ja osobiście uważam, że w filmie ten kontekst społeczno-polityczno-ekonomiczny powinien zostać ukazany albo przynajmniej zasygnalizowany, bo to co opowiadała reżyserka po seansie nadawało się na ciekawe sceny do tego filmu - kwestia upadku szkolnictwa, problemy ze zatrudnieniem nauczyciela, który chciałby w tym regionie uczyć, zaniechana inwestycja w postaci budowy drogi dojazdowej itp. Na pewno więc jest to interesujący film i świetnie się ogląda (widzowie w Kinotece wyjątkowo mało razy sprawdzali SMS-y czy dyskutowali), aczkolwiek pewnie zyskuje jeśli się wcześniej widzów wprowadzi w kontekst. Przy czym należy wspomnieć, że film jest podzielony na 3 części (zima, wiosna, lato), które kręcone były również w innych latach i mam wrażenie że koncepcja filmu zmieniała się z każdym rokiem, gdyż część "zima"jest w zasadzie obserwacją etnograficzną z życia rodziny rolniczej, zaś wątki społeczne i psychologiczne pojawiają się w dalszej części filmu, tak jakby reżyserka dojrzewała razem z bohaterką.

Avatar użytkownika
Jarosz
 
Posty: 1675
Na forum od:
5 cze 07, 7:48

Post 22 maja 17, 12:57

To ja na razie krótko o Operze Paryskiej: bardzo przyjemny seans, o ile ktoś jest zainteresowany funkcjonowaniem zaplecza gigantycznego teatru operowego. Przez sezon przyglądamy się "od kuchni" rozmaitym zdarzeniom: a to trzeba zrobić casting na byka do jednego z przedstawień (wygrywa osobnik o wdzięcznym imieniu Easy Rider), a później sprawić, by zwierzę zagrało swoją rolę, nie demolując niczego i nikogo, oswoić z muzyką, przestrzenią etc.; a to zmierzyć się ze strajkiem związkowców; a to znaleźć nagłe zastępstwo w jednej z głównych ról w Śpiewakach norymberskich Wagnera; a to wyprodukować kolejne inscenizacje; a to przywitać prezydenta na premierze; a to prowadzić działalność edukacyjną - tu na przykładzie orkiestry złożonej z uczniów, która przez cały sezon przygotowuje się do uroczystego koncertu. Kamera reżysera po prostu podgląda świat Opery Paryskiej. Nie ma słowa komentarza, nie ma gadających głów - chyba że akurat oglądamy spotkanie dwóch śpiewaków i oni rozmawiają między sobą albo dyrektor teatru rozmawia w jakiejś ważnej sprawie przez telefon. Niespełna dwie godziny seansu mijają dość gładko, choć zdaję sobie sprawę, że jeśli kogoś teatr czy opera nie interesują, może się na tym dokumencie wynudzić. Zainteresowani powinni zaś być usatysfakcjonowani.
I jeszcze ciekawostka - ten film się świetnie dopełnia z innym tytułem tegorocznego festiwalu, a mianowicie Reset. Czarny Łabędź. Tam oglądaliśmy zmagania nowego szefa zespołu baletowego Opery Paryskiej Benjamina Millepieda (twórcy choreografii do filmu Aronofsky'ego i męża Natalie Portman) z przygotowaniem inauguracyjnego przedstawienia, zakończone rezygnacją ze stanowiska po kilku miesiącach pracy, ale po udanej premierze. Tam skupialiśmy się na zespole baletowym w tym konkretnym momencie, kiedy Millepied miał wprowadzić tych ludzi w świat teatru tańca XXI wieku, zmodernizować archaiczne podejście do tematu. W Operze Paryskiej zaś, dziejącej się równolegle, w podobnym czasie, był to po prostu jeden z elementów świata przedstawionego. Tam szczegół, tu ogół.

tangerine
 
Posty: 1703
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 22 maja 17, 14:12

Jarosz napisał(a):Niespełna dwie godziny seansu mijają dość gładko, choć zdaję sobie sprawę, że jeśli kogoś teatr czy opera nie interesują, może się na tym dokumencie wynudzić. Zainteresowani powinni zaś być usatysfakcjonowani.


No właśnie, jak tylko usłyszałem Wagnera w zwiastunie to odpuściłem, ale wierzę że da się zrobić tak dobry film, żeby porwać laików. Widziałem na Nowych Horyzontach świetny film o "Crazy Horse", a kiedyś mało nie zasnąłem na dokumencie o Luwrze (sic !). Tak można zrobić nudny film o Luwrze.

tangerine
 
Posty: 1703
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 8 cze 17, 23:11

doktor pueblo napisał(a):Wyścig świetny! Można powiedzieć, że jest to dokument surrealistyczno-społeczny i choć zbyt wiele to nie mówi, to właściwie taki właśnie jest ten film: opowieść o arabskich nowobogackich, na którą składają się absurdalne obrazy ich rozrywek. (4,75/6)


Też bardzo mi się podobał Wyścig, jeden z tych filmów, które wprowadzają świeży powiew do repertuaru tego festiwalu, czy też w ogóle do kina dokumentalnego. Ogląda się świetnie, zdjęcia znakomicie kadrowane i oglądanie ich w kinie robi wrażenie. Locarno trzyma poziom. Mam nadzieję że następne filmy tego twórcy będą dłuższe.


Powrót do O innych festiwalach i przeglądach filmowych



cron