Jackson Heights

Filmy 6. AFF - wypowiedz się!
Avatar użytkownika
aszeffel
NH-Kreator
 
Posty: 2575
Na forum od:
23 mar 06, 11:51

Post 22 paź 15, 21:14

Obejrzałam dzisiaj "Field Niggas" Khalika Allaha i "Jackson Heights" Wisemana, dwa dokumenty zrealizowane na ulicach Nowego Jorku, które wszystko różni. Rok urodzenia reżyserów (1985 i 1930), długość (60' i 190'), forma (niech będzie "chiaroscuro" i direct cinema). Może nieporównywalne? Od tego pierwszego rozbolała mnie głowa. Drugi jest w zasadzie dokumentem interwencyjnym - w obronie miasta takiego, jakie wciąż na swoich obrzeżach pozostaje, prowincjonalnego "sąsiedztwa" ulepionego z różnych ras, religii, przekonań, wieku. Ten film, zadziwiający dla przesiąkniętego indywidualizmem, cynicznego Europejczyka, zawiera w sobie wszystko, co jest potrzebne do życia i odmienia przez wszystkie przypadki słowo "społeczność", oddając jej głos. Czy radziłabym reżyserowi "Field Niggas" obejrzenie Wisemana? Nie wiem. Może tak. Mam wrażenie, że się pogubił, niby też oddał głos swoim wałęsającym się po nocnym Harlemie bohaterom, ale wyszedł z tego jakiś bełkot wcale nie wywołany ich upaleniem, tylko pychą Artysty. Może powinien trochę pooglądać Tarra? Zobaczyć, jak można pokazać wyraziste twarze naturszczyków w sposób autentyczny i pełen mocy, nie uciekając się do wywołującej irytację, prostackiej zabawy ostrością?

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1709
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 24 paź 15, 22:23

Też widziałem oba filmy (choć Jackson Heights dopiero dzisiaj) i mam wrażenie, że tym, co je różni, czy bardziej różni ich twórców nie jest przede wszystkim wiek, ale doświadczenie artystyczne (jego charakter). Wiseman jest dokumentalistą z krwi i kości, wierzącym w to, że wiernie rejestrowaną rzeczywistość można w jakiś sposób "skompresować" do filmu, nie gubiąc prawdy o niej. Khalik Allah jest artystą wizualnym, wierzącym raczej w siłę obrazu poddanego deformacji, którego sens jeszcze dodatkowo będzie modyfikowany przy pomocy asynchronicznego montażu z dźwiękiem i montażu wewnątrz obu ścieżek. Trudno ich porównywać, bo chyba zupełnie różne stawiają sobie cele, i raczej to, na ile te cele udało się osiągnąć, powinniśmy oceniać. Jeśli w Field Niggas coś mnie poirytowało, to nie zabawy ostrością (które wydają mi się całkiem interesującym motywem wizualnym, dobrze współgrającym też z tematem), a raczej pretensjonalne pseudomądrości wygłaszane przez reżysera w rozmowach ze swoimi bohaterami. Trochę też nie odpowiada mi zamysł, w którym wszystko pokazywane jest jako niekontrolowa(l)ny strumień rzeczywistości, pozbawiony jakiejkolwiek struktury, choć nie wątpię, że jest to zabieg celowy, mający pokazać nam, że ta opisywana grupa nie ma jednej, wspólnej twarzy - pełna jest dysonansów, sprzeczności uniemożliwiających kategoryzację czy ocenę. Tyle że z takiego konceptu film jest żaden, bo film struktury potrzebuje. Stąd też, paradoksalnie, godzinne Field Niggas ogląda się dużo gorzej niż trzy razy dłuższe Jackson Heights. Bo życie pokazywane w tym ostatnim, mimo składników zupełnie zwyczajnych, jest fascynujące, a przynajmniej takie się wydaje w wydaniu Wisemana. To na pewno jeden z najlepszych filmów, jakie widziałem w trakcie tego festiwalu, może wręcz najlepszy, stąd bardzo przykre jest dla mnie nikłe nim zainteresowanie (na moim seansie było kilkanaście osób, z czego do końca dotrwało zaledwie siedem, na pierwszym było podobno dziesięć). Dodam jeszcze, że sens filmu odczytuję nieco inaczej niż napisała to Agnieszka. Rzeczywiście, na początku filmu pada informacja o tym, jak bardzo multikulturowe jest to sąsiedztwo, ale to nie tyle o pochwałę kulturowego tygla tu chodzi (bo też wielokulturowość jest tu trochę pozorna - większość mieszkańców stanowią Latynosi, wiele grup etniczno-wyznaniowych (Żydzi, Włosi) wydaje się na wymarciu), ale raczej rozwoju opartego na pożytkowaniu naturalnej energii i naturalnych potrzeb lokalnej społeczności, które wydają się tu głównym motorem zarówno rozwoju, jak i podtrzymywania lokalnej specyfiki, i który przeciwstawiony jest działalności bezimiennego kapitału, przekształcającego kolejne okolice, jak ta, w miejsca tyleż drogie, co kompletnie zuniformizowane i nieciekawe.

tangerine
 
Posty: 1723
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 13 gru 15, 10:32

Grzes napisał(a): ...ale raczej rozwoju opartego na pożytkowaniu naturalnej energii i naturalnych potrzeb lokalnej społeczności, które wydają się tu głównym motorem zarówno rozwoju, jak i podtrzymywania lokalnej specyfiki, i który przeciwstawiony jest działalności bezimiennego kapitału, przekształcającego kolejne okolice, jak ta, w miejsca tyleż drogie, co kompletnie zuniformizowane i nieciekawe.


Podobnie to odczytuję, chociaż jest w tym filmie nuta nostalgii za tym co odchodzi, co przemija, co zostanie wyparte, za jakimś fenomenem, który musi oddać pola nieujarzmionej sile kapitału spekulacyjnego i jego celom - pomnażaniu siebie samego. Trzeba być świetnym dokumentalistą żeby to najpierw dostrzec, a potem pokazać. Procesy gentryfikacji nie są jakąś nowością, ale zdziwiło mnie że amerykańscy planiści wciąż w tym paradygmacie tkwią. Z trzech filmów Wisemana które widziałem ten podobał mi się najbardziej (nie widziałem niestety At Berkeley :( ) .

Avatar użytkownika
Jarosz
 
Posty: 1719
Na forum od:
5 cze 07, 7:48

Post 14 lut 16, 19:33

Gdybyście byli zainteresowani, to w lutowym numerze "Odry" jest rozmowa Kuby Armaty z Wisemanem, przede wszystkim o Jackson Heights.

tangerine
 
Posty: 1723
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 16 lut 16, 0:29

Jarosz napisał(a):Gdybyście byli zainteresowani, to w lutowym numerze "Odry" jest rozmowa Kuby Armaty z Wisemanem, przede wszystkim o Jackson Heights.


dzięki za info :)


Powrót do Moje własne Idaho



cron