Lucyfer, reż. Gust Van den Berghe

Dyskusje nt. wybranych przez organizatorów filmów z programu 15.TNH 2015
Avatar użytkownika
Seblon
NH-Moderator
 
Posty: 1044
Na forum od:
16 lut 07, 14:33

Post 9 kwi 15, 17:26

Drugim tytułem 5. Klubu Krytyków Forum NH jest meksykański Lucyfer w reżyserii Gusta Van den Berghe (Niebieski ptak, 12.NH). W roli tytułowej - Gabino Rodríguez [stały współpracownik Nicolása Peredy (Lato Goliata, 11 i 12.NH; Perpetuum mobile, 12.NH)]. Film pokażemy w Międzynarodowym Konkursie Nowe Horyzonty.

Lucyfer to trzeci film fabularny Gusta Van den Berghe. Nakręcony w odciętej od świata, małej meksykańskiej wiosce u podnóża Parícutin, najmłodszego wulkanu na świecie, nawiązuje do biblijnej opowieści o Lucyferze, który podczas swojego upadku z nieba do piekieł spędza jakiś czas pomiędzy - na ziemi. Wprowadza zamęt w życiu pewnej rodziny, prowokując niebezpieczny spacer na granicy dobra i zła. "Lucyfer był pierwszą istotą, niosącą ze sobą wiedzę o charakterze zarówno dobra, jak i zła - mówi reżyser. To on dał nam tę wiedzę i jest odpowiedzialny za grzech pierworodny, ale i za powstanie ludzkiej wolnej woli i świadomości". By podkreślić metafizyczny wymiar historii film został zrealizowany za pomocą tondoskopu.
:arrow: więcej informacji na naszej stronie >

:arrow: oficjalna strona filmu >

:arrow: zwiastun >

{{{ 18. Tallinn Black Nights Film Festival 2014 - Grand Prize }}}


.
Załączniki
plakat.jpg
20. MFF Nowe Horyzonty, Wrocław, 23 lipca - 2 sierpnia 2020

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 14 kwi 15, 8:45

Podstawowa tematyka Lucyfera (postać z zewnątrz wkracza w życie spokojnej społeczności, wprowadzając zamęt) jest znana z bardzo wielu filmów (np. Salto Konwickiego, czy Kosmos Erdema). Jednak taka interpretacja filmu, czy też wspomniana w opisie legenda o szatanie, niosącym ludziom wiedzę o dobru i złu, nie tłumaczą wszystkiego. Nie tłumaczą przede wszystkim znaczenia imion głównych bohaterów, które przypadkowymi raczej być nie mogą: Emanuel (czyli Mesjasz), Lupita (Wilczyca?) i Maria (wiadomo). Tytułowemu Lucyferowi też zresztą daleko do demoniczności, a wiedzę o tym, że przyniósł ludziom rozróżnienie między dobrem i złem, oraz świadomość czerpię w większym stopniu z opisu, niż z samego filmu. Mam nadzieję, że te wątki ktoś rozwinie w dyskusji.

Oczywiście nie da się pisać o tym filmie, nie wspominając o technikaliach. Wykorzystanie tondoskopu sprawdziło się moim zdaniem fantastycznie i nadało filmowi dodatkowego, mistycznego wymiaru. Ciekawy jestem natomiast bardzo, jakie wrażenie robi w kinie dźwięk, który - jeśli dobrze rozumiem - miał w założeniu mieć charakter "kulisty", co na domowym stereo, przy źródle z Vimeo, jest chyba nie do wychwycenia.

Chętnie sprawdzę to, oglądając ten tytuł ponownie w kinie. Mimo drobnych zastrzeżeń (szczególnie do aktorstwa) uważam Lucyfera za świetny film. Mocna pozycja w tegorocznym konkursie.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1708
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 15 kwi 15, 9:49

Zacznę może od pytania/wątpliwości: czy tondoskopem były robione wszystkie zdjęcia, czy tylko te "dziwne"? Bo, z tego, co rozumiem, urządzenie to służy do tworzenia pewnego rodzaju iluzji optycznej, polegającej na swoistym zapętleniu obrazu - to się pojawia w części zdjęć, większość ma jednak geometrię jak najbardziej klasyczną i, wydaje się, chyba otrzymaną bez użycia jakichś specjalnych, nietypowych środków. Piszę to nie żeby zdeprecjonować techniczną stronę filmu, a raczej żeby postawić sprawę jasno - to nie jest awangardowa zabawa obrazem w typie Grabarza. Tu strona wizualna jest tyleż przemyślana i oryginalna, co w większości pozbawiona udziwnień, które jeśli gdzieś się pojawiają, to również w przemyślany sposób i pełniąc określoną funkcję.

Rozwijając temat formy wizualnej i jej sensu: zasadnicza część filmu (poza zakończeniem) składa się z dwóch rodzajów ujęć: ujęć tradycyjnych (z dużą liczbą zbliżeń), obciętych jednak do obszaru koła, oraz ujęć z efektem tondoskopowym, zaburzających perspektywę, dających wrażenie, że cały świat da się zawrzeć w kuli. Oba wybory typów ujęć wydają się mieć swoje funkcje: pierwsze, w moim odczuciu, imitują prymitywne, ludowe przedstawienia świętych i motywów sakralnych w ogóle. Sprzyja temu nie tylko "medalionowa" postać, ale także inne efekty wizualne - zdjęcia są lekko prześwietlone, a dominującymi barwami są pastelowe róże i błękity. Drugie, dziwne, mają chyba przedstawiać świat widziany okiem boskim, anielskim, nadprzyrodzonym (w odróżnieniu od tych pierwszych, które obrazują świat widziany przez prostaczków). Oba typy ujęć, szczęśliwie, ale też zamierzenie, mają formę kolistą, dzięki czemu mamy zachowaną pewną ciągłość stylistyczną, która zburzona jest dopiero na końcu filmu. Piszę to wszystko, bo wydaje mi się, że to wcale nie jest tak, że tematy filmu odwołujące się do chrześcijańskich mitów są do odczytania wyłącznie dzięki znaczącym imionom postaci, w szczególności bohatera tytułowego, z którego osobą ma się wiązać zdobycie przez ludzi świadomości dobra i zła (albo wręcz jedynie dzięki opisowi filmu). Te tematy są obecne przede wszystkim w formie. Dodajmy jeszcze, że zmiana na końcu filmu też nie jest przypadkowa - to, że pojawia się tam świat w postaci, jaką znamy, oznacza, że dokonała się synteza elementu boskiego i ludzkiego.

(UWAGA! Kolejny akapit składa się z samych spoilerów, także osoby, które filmu nie widziały, nie powinny go czytać!)
Ale, żeby nie było wątpliwości, temat filmu, wbrew temu, co pisze doktor, jest też jak najbardziej przekazywany poprzez fabułę, będącą, nota bene, połączeniem kilku mitów chrześcijańskich w jedno (ciekawe czy właśnie w takiej formie to gdziekolwiek, na przykład w Meksyku, w którym akcja została umiejscowiona, funkcjonuje). Najpierw mamy społeczność funkcjonującą w oderwaniu od Boga - ksiądz lamentuje, że ludzie się od niego odsunęli, Emanuel żeruje na swojej rodzinie, zachowując się jak dziecko, czyli nie mając świadomości, że wyrządza im krzywdę. Ta część została nazwana przez twórców "rajem", bo to taki odpowiednik Edenu z Biblii - ogrodu, w którym Adam i Ewa żyli bez świadomości dobra i zła. Po pojawieniu się Lucyfera pojawia się świadomość grzechu i jej konsekwencje: "pielgrzymka" Emanuela, w trakcie której dowiaduje się, czy jego występki są ciężkie, pojawienie się uśmiechniętego pana (który w spisie aktorów w tyłówce jest opisany, nomen omen, jako Szatan) żądającego zwrotu długów, pokuta Lupity. Na koniec mamy narodziny dziecka zrodzonego ze związku Marii i Lucyfera (czyli połączenie pierwiastka ludzkiego z boskim) i powstanie nowej rzeczywistości.

Oczywiście takie ustawienie całej historii powoduje, że jest ona z jednej strony przyciężka od symboli (czego z pewnością Pan Van den Berghe był świadom, wprowadzając dla równowagi liczne elementy humorystyczne, bardzo zabawne zresztą), z drugiej jest bardzo uboga fabularnie i przewidywalna, bo podporządkowana przekazaniu po kolei, krok po kroku, tego mitu. To nie jest bez znaczenia - ja, zaprawiony w oglądaniu filmów, w których dzieje się niewiele, lubiący je, i dodatkowo będąc pod wrażeniem wspaniałej formy, pod koniec czułem pewne znużenie. Pojawiło się we mnie zresztą też takie oczywiste pytanie: po co odtwarzać przenicowany na wszelkie sposoby temat? Wyłącznie dla efektu wizualnego? Żeby powiedzieć coś o współczesnej ludzkości odrzucającej religijne postrzeganie rzeczywistości? Nie wiem. W każdym razie te rzeczy wydają mi się głównymi wadami filmu. Mimo wszystko pozytywy zdecydowanie przeważają nad brakami, także film jak najbardziej godny polecenia.

Avatar użytkownika
vifon00
 
Posty: 345
Na forum od:
23 sty 12, 13:41

Post 15 kwi 15, 11:15

Główny problem pisania po Grzesiu jest taki, że właściwie niewiele pozostaje do powiedzenia;) Jak najbardziej zgadzam się z tymi wszystkimi biblijnymi tropami, o jakich pisał mój przedmówca. Oprócz mitów ze Starego Testamentu (Księga Rodzaju, wieża Babel) widzę też wątki Nowego Testamentu, tyle że wynaturzone przez Lucyfera, niejako parodiującego Jezusa (cuda, niepokalane poczęcie). Otóż nie schodzi on na Ziemię, by czynić cuda, choć ma ku temu możliwości (cud z dzwonami), ale by knuć i zwodzić na manowce biedne duszyczki. Doktor pisał o powinowactwie z Kosmosem Erdema i innymi filmami o przybyszach z zewnątrz. Lucyferowi Berghego bliżej jednak do bohatera Szatańskiego Tanga. To nie cudotwórca, tylko hochsztapler, najpierw zręcznie zdobywający zaufanie naiwnych wieśniaków, aby potem, za sprawą kilku prostych zabiegów skłócić ich ze sobą i doprowadzić do upadku. Właśnie tu dochodzimy do głównego problemu "Lucyfera". W porównaniu do wymienionych wyżej filmów, interakcja przybysza z mieszkańcami jest bardzo ograniczona. Z jednej strony pokazana jest łatwość z jaką Lucyfer manipuluje ludźmi, ale też osłabia to zainteresowanie filmem. Początkowe zaintrygowanie fabułą i formą szybko zanika, bo tak naprawdę nie ma komu tu kibicować. Postacie wieśniaków są ledwie naszkicowane i podobnie jak w Biblii, do której Den Berghe się odnosi, bohaterami nie są ludzie, a idee. To bezwolne kukiełki, zbłąkane owieczki, bez oporu dające się prowadzić na rzeź. Film jest odrobinę zbyt grzeczny, brakuje mu szaleństwa, wyrazistości. Co by jednak nie mówić, dzieło Berge'a pozostaje ciekawym eksperymentem formalnym i broni się, jako ponowne odczytanie motywów biblijnych. Szkoda tylko, że autorowi zabrakło pomysłu na wyjście z okowów materiału, na większe uczłowieczenie bohaterów i bardziej odważną interpretację mitu Lucyfera.

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 15 kwi 15, 14:30

No właśnie, pytanie, które Grzes rzuca na koniec, też mnie nurtowało. Tzn. po co to wszystko, co właściwie z tego filmu wynika, jaka jest (jeśli jest) jakaś nowa, czy oryginalna myśl zaproponowana przez autora?

Mimo tego co obaj piszecie i z czym nie sposób się nie zgodzić, ja mam jednak ciągle pewne wątpliwości dotyczące tego tzw. Lucyfera. W szczególności nie widzę jego cudów. Bicie dzwonów? A może to po prostu ksiądz, któremu bardzo zależało na cudzie i pozyskaniu pieniędzy na kościół? Drabina? Raczej część rusztowań. Niepokolane poczęcie? No nie wiem, ja tam widziałem dziewczynę upojoną alkoholem, której urwał się film (i kawaler). Wszystkie te wydarzenia zamieniły się w mity, wyłącznie na skutek lokalnej interpretacji, wyłącznie na skutek tego, że mieszkańcy tego puebla we wszystkim chcieli widzieć znaki z niebios. A co jeśli ich nie było?
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1708
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 15 kwi 15, 23:30

Ale czy to ma aż takie znaczenie, czy Lucyfer jest aniołem prawdziwym czy tylko hochsztaplerem go udającym (nie mówiąc już o niepokalanym poczęciu, które mi nawet przez myśl nie przeszło - było coś je sugerujące w filmie?)? Przedstawiona tutaj wersja mitu o uzyskaniu przez ludzi świadomości dobra i zła jest na tyle niekanoniczna, do tego podana w sposób dosyć szkicowy i z pewnym dystansem, że autor chyba dopuszcza pewną dowolność interpretacji. To bardziej forma wpisuje to, co jest pokazywane na ekranie, w ramy mitu niż jakiekolwiek dookreślenie ekranowych zdarzeń. Ale może chodzi ci o coś innego - że to proces tworzenia mitu miałby być tym głównym tematem filmu - tym, którym tak naprawdę zainteresowany był reżyser?

Avatar użytkownika
vifon00
 
Posty: 345
Na forum od:
23 sty 12, 13:41

Post 17 kwi 15, 12:21

Grzes napisał(a):Ale czy to ma aż takie znaczenie, czy Lucyfer jest aniołem prawdziwym czy tylko hochsztaplerem go udającym (nie mówiąc już o niepokalanym poczęciu, które mi nawet przez myśl nie przeszło - było coś je sugerujące w filmie?)

"Cuda", które czyni Lucyfer nawiązują w jakiś sposób do cudów biblijnych (uzdrowienie chorego, niepokalane poczęcie). Tyle że Lucyfer tak naprawdę pozoruje cuda, aby je przez to skompromitować. Tak więc nie ma rzecz jasna żadnego niepokalanego poczęcia, ale scena uwiedzenia dziewczyny jest dla mnie oczywistym do niego nawiązaniem.

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 17 kwi 15, 13:55

W ogóle nie ma żadnych cudów, a Lucyfer nawet się specjalnie nie stara, żeby je niby czynić. Jest raczej odwrotnie: lokalna społeczność ma na nie tak wielkie zapotrzebowanie, że wszędzie je widzi.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
wks
 
Posty: 620
Na forum od:
1 lut 09, 16:38

Post 18 kwi 15, 18:21

Tytuł filmu jest imieniem Szatana i jednoznacznie kojarzy się ze złem. Szatan Gusta van der Berghe wygląda jak zwykły młody człowiek, budzi zaufanie, łatwo nawiązuje kontakt. Mieszkańcy wioski sa jego przeciwieństwem, żyją w swoim własnym piekle kłamstwa, pijaństwa czy nieżyczliwości, oczekując na cuda typu uzdrowienia lub niepokalanego poczęcia. Jeśli Lucyfer był pierwszą istotą niosącą ze soba wiedzę o charakterze zarówno dobra, jak i zła, to złem jest nie tylko każdy element własnego piekła społeczności, ale również naiwna wiara w cuda.

Avatar użytkownika
Thane
 
Posty: 1041
Na forum od:
14 lip 07, 9:51

Post 22 kwi 15, 12:10

Wasze komentarze przeczytam tuż po zamieszczeniu posta :). Po Lucyferze obiecywałem sobie dużo więcej niż otrzymałem, ale może najpierw jakieś pozytywy. Strona formalna jest interesująca – okrągłe kadry i „tondoskopowe sceny” (taka odwrotność rybiego oka, bardzo ciekawa) miejscami są zmyślnie wykorzystane. Sposób kadrowania, i siłą rzeczy także historia, skojarzył mi się z filmami niemymi, głównie z Faustem Murnaua, w którym okrągłe kadry pojawiały się niejednokrotnie (w tamtym czasie było to przecież powszechne). Podoba mi się także klimat tego opowiadania, głównie w pierwszym akcie, kiedy nasz stary znajomy Gabino zwodzi niemal wszystkich mieszkańców wioski. Niemniej sama historia to duże rozczarowanie. Odwieczna walka dobra ze złe, fałszywi cudotwórcy i ludzie zaślepieni ich urokiem. Ile już razy opowiadano takie historie? I nie chodzi o to by zaprzestać ich opowiadania, a o to by dopowiadać coś od siebie. Gust Van den Berghe tego nie robi, nie dodaje treści, które w jakikolwiek sposób przełamywałby schematy. Nawet odejście Emanuela i Lupity w tym kontekście wydaje się jakieś „niezręczne”. Aktorstwo również pozostawia nieco do życzenia. Lucyfer to ostatnia część tryptyku, zastanawiam się więc, czy można po względem formalnym i fabularnym skutecznie odnieść go do dwóch pierwszych filmów reżysera? Może kształt jaki przybrał Lucyfer jest w jakiś sposób zdeterminowany wcześniejszymi obrazami? Widzieliście je może?
"When I'm alone I don't speak..." Tsai Ming-liang

tangerine
 
Posty: 1723
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 24 kwi 15, 11:27

wks napisał(a): Jeśli Lucyfer był pierwszą istotą niosącą ze soba wiedzę o charakterze zarówno dobra, jak i zła, to złem jest nie tylko każdy element własnego piekła społeczności, ale również naiwna wiara w cuda.


W pierwszej chwili miałem podobne wrażenie, że ta opowieść jest próbą napiętnowania prymitywnych, naiwnych form religijności i w szczególności definiowania boskości przez pryzmat cudów. Ale jeżeli by założyć że prawdziwy cud się nie wydarzył w obrębie przedstawionej rzeczywistości (a jedynie były udawane) to ten trop musi odpaść. Jezus czynił prawdziwe cuda (w ramach tekstu Biblii na którym opiera się narracja), więc wiara w możliwość rozpoznania Boga po cudach nie może być traktowana jakoś negatywnie. Tym bardziej że w tej wiosce kościół katolicki funkcjonuje przed przybyciem przybysza (jest wiele scen z wnętrza i nie jest to jakiś abstrakcyjny kościół). Dlatego widzę tutaj niespójność w tej próbie opowiedzenia mitu z Biblii jaki podejmuje reżyser. Pierwotna historia zapewne toczyła się w społecznościach archaicznych, nie znających pojęcia religii i przeniesienie jej w realia nawet najbardziej zacofanej wioski Ameryki Łacińskiej, ale z kościołem wydaje mi się tutaj zgrzytać. Chociaż może reżyserowi o taki postmodernistyczny zgrzyt chodziło.
Ostatnio edytowano 24 kwi 15, 12:32 przez tangerine, łącznie edytowano 1 raz

tangerine
 
Posty: 1723
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 24 kwi 15, 12:14

Thane napisał(a):Niemniej sama historia to duże rozczarowanie. Odwieczna walka dobra ze złe, fałszywi cudotwórcy i ludzie zaślepieni ich urokiem. Ile już razy opowiadano takie historie?


Sam pomysł od którego wyszedł reżyser miał spory potencjał, ale zgodzę się z tym, że to co otrzymujemy jest jednak trochę rozczarowujące. Pierwsza cześć filmu, kiedy zawiązuje się narracja jest najbardziej wciągająca. Pytanie na które należy odpowiedzieć jest takie: czy reżyser sięga po opowieść z Biblii by na tym zbudować metaforyczny przekaz na temat współczesności czy odwrotnie - sięga po współczesność by umożliwić nam lepsze zrozumienie przekazu biblijnego. Moim zdaniem ciekawsza byłaby ta pierwsza wersja, ale w waszych interpretacjach oba podejścia się mieszają i jak pisałem w poprzednim poście moim zdaniem druga wersja się nie broni ze względu na istotne przesunięcia znaczeniowe. Odczytując to w duchu pierwszego podejścia: mamy więc przybysza o niecnych zamiarach, którego celem jest uwiedzenie miejscowej dziewczyny i zniknięcie. Aby tego dokonać, ów wichrzyciel (upadły anioł w rozumieniu metaforycznym), potrzebuje mieć wiedzę na temat praktyk kulturowych i religijnych mieszkańców wioski, wiedzę psychologiczną oraz brak zahamowań moralnych. W efekcie dziewczyna rodzi dziecko, Emanuel i Lupita odchodzą/umierają (idą do Nieba - odczytując mitologicznie) zaś społeczność obwinia dziewczynę o uwiedzenie i wystraszenie przybysza, w którym upatrywała nadzieję na wyjście z biedy i cierpień (a tymczasem popada w głębszy obłęd: vide rusztowania wieży Babel). No i takich opowieści było jak piszecie mnóstwo, zaś pod względem dramaturgicznym ta realizacja mnie nie zachwyciła. Nie wszystkie atrybuty rzeczywistości przedstawionej zostały wiarygodnie zintegrowane z kanonicznym mitem. Również rozwiązania formalne wydają mi się działać na niekorzyść filmu. Z wyjątkiem tych momentów o których pisał Grzes, a dotyczą perspektywy nadprzyrodzonej ujęcia tondoskopowe uznaję za wnoszące coś do historii, natomiast w pozostałych przypadkach pewnie wolałbym pełny ekran lub inny zabieg.
Ostatnio edytowano 24 kwi 15, 15:20 przez tangerine, łącznie edytowano 2 razy

tangerine
 
Posty: 1723
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 24 kwi 15, 12:40

wks napisał(a): złem jest nie tylko każdy element własnego piekła społeczności, ale również naiwna wiara w cuda.


Może bardziej chodzi o bierne oczekiwanie (wyrażane przez modlitwę) żeby poprzez ingerencję boską grzech w człowieku zniknął, zło na świecie zostało ograniczone, zamiast podejmowania działań z perspektywy ludzkiej.

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1708
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 24 kwi 15, 12:53

Nie zgadzam się. Może w momencie oglądania filmu i zaraz po, kiedy pisałem pierwszy post, myślałem podobnie - reżyser chce coś opowiedzieć na temat współczesności, wpisując w niego mit, albo pomóc się nam odnieść do przekazu biblijnego (bo nie zrozumieć - jak już pisałem, historia opowiedziana w filmie jest połączeniem dwóch różnych mitów w jedno). Teraz wydaje mi się, że prawdziwa jest trzecia możliwość, którą sugeruje dominacja elementu stylistycznego nad fabularnym. O tym pierwszym już napisałem wiele - teraz o tym drugim. Piszecie, że ten ekranowy Lucyfer to "diabeł", że przybywa do wioski, by "knuć", "zwodzić duszyczki na manowce". Ja - trochę jak wks - nie widzę tej makiaweliczności jego postaci. To raczej taki drobny cwaniaczek - jego celem jest zabawić się trochę kosztem innych i sobie pójść. Mam coraz silniejsze wrażenie, że szkicowość tej historii, która mnie w trakcie projekcji drażniła, jest zamierzona. Bo tematem jest nie to, jak bardzo postaci na ekranie pragną cudu, mitu. Tematem jest to, jak łatwo jest mit stworzyć z niczego. I to dotyczy przede wszystkim nas - widzów, a nie ludzi przedstawionych na ekranie.

Być może zresztą światło na to, o co reżyserowi chodziło (bo może - taką możliwość też serio biorę pod uwagę - zupełnie o nic - o postmodernistyczne poprzekładanie znanych klocków tak, żeby utworzyć coś innego, własnego), mogłoby rzucić zestawienie tego filmu z jego dziełami poprzednimi. Ja niestety nawet pokazywanego u nas Niebieskiego ptaka nie widziałem, więc trudno mi wyrokować.

tangerine
 
Posty: 1723
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 24 kwi 15, 13:13

Grzes napisał(a): Mam coraz silniejsze wrażenie, że szkicowość tej historii, która mnie w trakcie projekcji drażniła, jest zamierzona. Bo tematem jest nie to, jak bardzo postaci na ekranie pragną cudu, mitu. Tematem jest to, jak łatwo jest mit stworzyć z niczego.


Jestem w stanie to uwierzyć, tylko nie widzę w którym miejscu mielibyśmy się nie zgadzać. Wszyscy tutaj analizując treść gdzieś dotykamy tego problemu, bo tematem tego filmu jest konkretny mit. Tylko, że to bohaterowie filmu tworzą ten mit a my obserwujemy ten proces nie tylko dekonstrukcyjnie co nawet krytycznie. Można się oczywiście sprzeczać czy mit może odgrywać pozytywną rolę w rozwoju społecznym i w jakim celu reżyser dekonstruuje go. Czy uważa że jego znaczenie się wyczerpało czy wyczerpała się w ogóle funkcja mitologii w rozwoju cywilizacyjnym ?

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1708
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 24 kwi 15, 13:38

tangerine napisał(a):Tylko, że to bohaterowie filmu tworzą ten mit a my obserwujemy ten proces nie tylko dekonstrukcyjnie co nawet krytycznie.

Trochę tak i trochę nie. Bohaterowie tworzą sobie jakiś mit. Ale to my go wpisujemy w pewne znane nam kody kulturowe. W tym filmie obserwujemy jednocześnie kilka poziomów tworzenia mitu - mamy realistyczną historyjkę o włóczędze, którego mieszkańcy wioski biorą za anioła, którą możemy obserwować krytycznie. Jednocześnie mamy jednak poprzez tytuł filmu, imiona, śródtytuły oraz całą formę wizualną pokazany ten drugi poziom znaczeń, które są tym wydarzeniom nadawane, kiedy zostaje on w mit przekształcony. To jest olbrzymia warstwa znaczeniowa, która dla bohaterów tej historii jest niedostępna - widzimy (i możemy ją analizować) tylko my - widzowie. Ten film to dla mnie taka anatomia powstawania mitu, z wyraźnie zaznaczonymi jego różnymi warstwami.

tangerine
 
Posty: 1723
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 24 kwi 15, 14:28

Grzes napisał(a):W tym filmie obserwujemy jednocześnie kilka poziomów tworzenia mitu - mamy realistyczną historyjkę o włóczędze, którego mieszkańcy wioski biorą za anioła, którą możemy obserwować krytycznie.


Wciąż pozostaje dylemat: czy z perspektywy reżysera jest to opowieść o włóczędze i wiejskiej społeczności, którzy nieświadomie powielają mit biblijny (świadomość tego posiada widz filmu) czy raczej zwykłe przedstawienie mitu? Czy jest to anatomia mitu czy studium jego uniwersalności (objawiającej się w łatwości w replikowaniu się) ? Dla mnie ciekawsze byłoby to drugie, miałoby więcej znaczeń i było bliższe naszemu współczesnemu odbiorowi rzeczywistości i sztuki, jej postmodernistycznemu przetwarzaniu. Jednak wydaje mi się, że brak jednoznacznej decyzji ze strony reżysera powoduje pewne pęknięcia w dyskursie (a mówiąc po ludzku - reżyser eksploruje nie te obszary dyskursu które mnie najbardziej interesują).

tangerine
 
Posty: 1723
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 24 kwi 15, 15:38

Grzes napisał(a):Piszecie, że ten ekranowy Lucyfer to "diabeł", że przybywa do wioski, by "knuć", "zwodzić duszyczki na manowce". Ja - trochę jak wks - nie widzę tej makiaweliczności jego postaci. To raczej taki drobny cwaniaczek - jego celem jest zabawić się trochę kosztem innych i sobie pójść.


W recenzjach pojawia się motyw tego, że w przedstawianym micie postać ta przynosi ludzkości świadomość dobra i zła. Nie przemawia to do mnie. To właśnie ta postać postępuje tak jakby dobro i zło było relatywne, a więc nie dało się definiować sztywnym kodeksem. To co ona ze sobą nowego przynosi to na pewno imperatyw działania (bezrefleksyjnego), podejmowania decyzji, ale czy są to decyzje odpowiedzialne (chyba nie, o dziecku przecież nie myśli), czy chociaż w intencjach chce tym ludziom pomóc (też nie sądzę) ? Tak jak napisałeś mogę to odczytywać jako metaforę jakieś wewnętrznej siły popychającej do działania, ale czy kategorie dobra i zła nie są pochodną świadomego namysłu nad konsekwencjami własnych czynów ? Chyba że jest pochwałą jakiegokolwiek działania bez którego nie można by go poddać ocenie moralnej.

tangerine
 
Posty: 1723
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 24 kwi 15, 20:18

Grzes napisał(a): Ja niestety nawet pokazywanego u nas Niebieskiego ptaka nie widziałem, więc trudno mi wyrokować.


Film wyświetlany na Nowych Horyzontach (sekcja Panorama) w Multikinie (raz o 22:00, a raz o 10:00). Dodatkowo opis w katalogu z logiem Against Gravity więc może niektórzy odpuścili sobie z tego powodu.
http://12mff.nowehoryzonty.pl/film.do?id=6194

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1708
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 24 kwi 15, 20:39

tangerine napisał(a):Wciąż pozostaje dylemat: czy z perspektywy reżysera jest to opowieść o włóczędze i wiejskiej społeczności, którzy nieświadomie powielają mit biblijny (świadomość tego posiada widz filmu) czy raczej zwykłe przedstawienie mitu? Czy jest to anatomia mitu czy studium jego uniwersalności (objawiającej się w łatwości w replikowaniu się) ? Dla mnie ciekawsze byłoby to drugie, miałoby więcej znaczeń i było bliższe naszemu współczesnemu odbiorowi rzeczywistości i sztuki, jej postmodernistycznemu przetwarzaniu.

Mnie się wydaje, że tu nie chodzi ani o nieświadome powielanie mitu biblijnego, ani o jego uniwersalność. Raczej o to, że my w naszej świadomości, z naszym bagażem kulturowym, dążymy do sprowadzenia rzeczywistości do tych wymiarów, które znamy, i do tych mitów, które znamy, nawet gdyby do nich niespecjalnie pasowały.
i dalej napisał(a):W recenzjach pojawia się motyw tego, że w przedstawianym micie postać ta przynosi ludzkości świadomość dobra i zła. Nie przemawia to do mnie. To właśnie ta postać postępuje tak jakby dobro i zło było relatywne, a więc nie dało się definiować sztywnym kodeksem. To co ona ze sobą nowego przynosi to na pewno imperatyw działania (bezrefleksyjnego), podejmowania decyzji, ale czy są to decyzje odpowiedzialne (chyba nie, o dziecku przecież nie myśli), czy chociaż w intencjach chce tym ludziom pomóc (też nie sądzę) ?

Jak dla mnie nie przynosi ze sobą właśnie niczego. Ten "Lucyfer" to taki wielki nikt - postać mierna, niemal przezroczysta, reprezentująca sobą bardzo niewiele. Ale ponieważ usiłujemy go wpisać właśnie w ten mit, "paragraf" się znajdzie - bo przecież i Emanuel, i Lupita w końcu zyskują świadomość dobra i zła. A że działalność własna pana L. w żaden sposób do tego nie prowadzi, cóż to ma za znaczenie. Da się wpisać, to wpisujemy. I wpisując z głównego bohatera robimy kogoś diabolicznego. O tym dla mnie mówi ten film.

tangerine
 
Posty: 1723
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 27 kwi 15, 15:01

Grzes napisał(a):Mnie się wydaje, że tu nie chodzi ani o nieświadome powielanie mitu biblijnego, ani o jego uniwersalność. Raczej o to, że my w naszej świadomości, z naszym bagażem kulturowym, dążymy do sprowadzenia rzeczywistości do tych wymiarów, które znamy, i do tych mitów, które znamy, nawet gdyby do nich niespecjalnie pasowały.


Problem polega na tym, że unikasz w ten sposób odpowiedzi na pytanie czy to reżyser "dąży do sprowadzenia rzeczywistości do tych wymiarów, które znamy..." czy widzowie ? A to jest moim zdaniem ważne dla interpretacji. Reżyser sięga po XVI-wieczną bodaj sztukę, która jest jakimś przetworzeniem biblijnej opowieści i jej nie uwspółcześnia, a żeby to było możliwe odszukuje miejsce oddalone od cywilizacji. Odwołuje się dodatkowo bardziej do wizualnej strony miejsca niż do stanu świadomości jej mieszkańców. Już samo to, że reżyser potrzebuje odwołać się do aury miejsca zapomnianego przez ludzi żeby uwiarygodnić opowieść odczytuje jako znak dewaluacji mitu. Gdyby bowiem reżyser miał zamiar uniwersalności tego mitu bronić próbowałby go uwiarygodnić w warunkach bliższych współczesności. Można było ten mit zuniwersalizować, np. poprzez powielenie jego schematu dramaturgicznego w kilku warunkach historycznych i geograficznych, aż po współczesność. I wtedy byłaby to obrona mitu, a tym samym jego współczesna interpretacja. Stąd odczytuję dyskurs w filmie jako krytyczny wobec mitu. Mam wrażanie że film gdzieś balansuje między próbą odświeżenia znaczenia mitu, a jego krytyczną dekonstrukcją. Żeby jednak odświeżyć znaczenie mitu należałoby sięgnąć po jego późniejsze trawestacje filozoficzne.

sally
 
Posty: 81
Na forum od:
23 gru 12, 16:08

Post 12 maja 15, 17:09

Mam wobec "Lucyfera" mieszane uczucia. Oglądałam ten film jak swego rodzaju przypowieść i seans był przyjemny niemniej jednak zakończyłam go z poczuciem pewnej pustki.

Grzes napisał(a):Mam coraz silniejsze wrażenie, że szkicowość tej historii, która mnie w trakcie projekcji drażniła, jest zamierzona. Bo tematem jest nie to, jak bardzo postaci na ekranie pragną cudu, mitu. Tematem jest to, jak łatwo jest mit stworzyć z niczego. I to dotyczy przede wszystkim nas - widzów, a nie ludzi przedstawionych na ekranie.

Kierunek interpretacyjny nadany przez Grzesia i kontynuowany w ciekawej rozmowie jest inspirującym tropem, pozwala o tym obrazie myśleć głębiej.

Efekt wizualny- mam na myśli okrągły kadr- kojarzył mi się z podglądaniem bohaterów, zerkaniem na nich z oddalenia, z innej zupełnie rzeczywistości (miałam wręcz poczucie, że Stwórca podgląda losy swojego upadłego anioła i ludzi, z którymi się styka). Efekt tondoskopowy nadaje temu chwilami wymiar absolutnie boski.
Lucyfer rzeczywiście nie sprawia wrażenia demonicznego- jest tu raczej drobnym rzezimieszkiem, hochsztaplerem, który zło wyrządza poniekąd mimochodem trafiając ze swoimi działaniami na podatny grunt. Zdecydowanie więcej zła dostrzegam w społeczności, do której trafił. Intencjonalne są jego pytania o pragnienia napotkanych ludzi- drążenie tej sfery wydało mi się zawoalowanym penetrowaniem obszaru potencjalnego grzechu.

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1708
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 12 maja 15, 18:46

sally napisał(a):Mam wobec "Lucyfera" mieszane uczucia. Oglądałam ten film jak swego rodzaju przypowieść i seans był przyjemny niemniej jednak zakończyłam go z poczuciem pewnej pustki.

Chyba większość z nas tak ma. Na swój sposób chyba to poczucie pustki każe nam w tym filmie tak grzebać.

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 17 maja 15, 17:11

Wiadomo coś o terminie kolejnej projekcji w ramach Klubu? Na początku czerwca wyjeżdżam na 3-tygodniowy urlop, więc liczę, że w maju pojawi się choć jeszcze jeden tytuł.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)


Powrót do 5. Klub Krytyków Forum NH



cron