Jungle Love, reż. Sherad Anthony Sanchez

Dyskusje nt. wybranych przez organizatorów filmów z programu 13.T-MNH
Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 27 lip 13, 0:20

wks napisał(a):
okon napisał(a):
wks napisał(a): Drażniła mnie mieszanka tekstu oryginalnego dialektu miejscowego z tekstem niemal łamanym angielskim, zwłaszcza w początkowej części filmu z rozmowami protagonistów z głosem z offu (alter ego reżysera?).

Angielski jest na Filipinach językiem urzędowym i pojawia się niemal we wszystkich filipińskich filmach, więc to trochę dziwny argument.

1. Zrobienie tego filmu wyłącznie w miejscowym dialekcie filipińskiego nadałoby filmowi autentyczności. Trudno mi uwierzyć, że osoby będące pierwowzorem protagonistów rozmawiają ze sobą mieszanką niezbyt czystego filipińskiego z równie niezbyt czystym angielskim.
2. Przez 5 lat pobytu na Łużycach w miejscowości, gdzie niemieckie dzieci w szkole uczyły się języka polskiego ani razu nie usłyszałem tam tekstu "Eine Prosiątko po polu gelaufen dziub dziub machen".
3. W filmie Mela Gibsona "Apocalypto" protagoniści używają języka yucatec zamiast amerykańskiej wersji angielskiego.


No i w najnowszym filmie Diaza mieszkańcy miasta też mówili taką dziwaczną mieszanką, pół zdania po filipińsku, a pół po angielsku, tak tam widać jednak mają :)
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Thane
 
Posty: 1041
Na forum od:
14 lip 07, 9:51

Post 8 lip 13, 16:24

Skoro tak mówisz Grzesiu to wierzę Ci na słowo :).
"When I'm alone I don't speak..." Tsai Ming-liang

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1709
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 8 lip 13, 14:12

Naprawdę zabawny jesteś. W tej edycji klubu już wcześniej był taki film (Noche), były też we wcześniejszych. Z tego, co pamiętam z opinii wymienianych na festiwalach, poza klubem takie przypadki też się zdarzały, i to wcale nierzadko. Nasze opinie zwykle nie są ani bardzo zbieżne, ani bardzo rozbieżne, raczej mieszanka wszelkich zestawień - podobnie mam z wieloma osobami na tym forum (także od bycia antyGrzesiem jesteś bardzo daleko, a są tutaj tacy, z którymi nie zgadzam się permanentnie (wks na przykład)).

Avatar użytkownika
Thane
 
Posty: 1041
Na forum od:
14 lip 07, 9:51

Post 8 lip 13, 12:42

Ja za to jestem zdziwiony, że jakiś film chociaż w miarę podobał się nam wspólnie ;). Na pewno to zapamiętam. Niestety do tej pory czytałem o tym niewiele, jednak nie pamiętam dokładnie czy było to w Zarysie dziejów religii (red. Józef Keller), czy może w Barangay: Sixteenth-Century Philippine Culture and Society (William Henry Scott).
"When I'm alone I don't speak..." Tsai Ming-liang

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1709
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 8 lip 13, 12:02

Dzięki, Sławku, za tę opinię. Wlałeś w moje serce wiele otuchy (szkoda że jeszcze okon nie chce trochę zrównoważyć tego zestawu)! Można wiedzieć, gdzie czytałeś o tych wierzeniach Filipińczyków, bo to (dla mnie przynajmniej) bardzo interesujące?

Avatar użytkownika
Thane
 
Posty: 1041
Na forum od:
14 lip 07, 9:51

Post 8 lip 13, 11:42

Sporo po czasie, ale dorzucę swoje zdanie na temat filmu. Póki co nie czytałem Waszych opinii (zdaje się jednak, że film został przyjęty nie najlepiej), zrobię to niezwłocznie po skończeniu tego posta. Ad rem...

W początkowej fazie oglądania Jungle Love stwierdziłem, że może to być dla mnie trudny seans. Jednak już za jakiś czas, kiedy zdałem sobie sprawę, że główne role nie należą do bohaterów, a do dżungli, która ich otacza, panuje nad nimi, zaczęło to nabierać sensu. Jednym z elementów najbardziej dla mnie urzekających jest pewna "nieoczywistość" dżungli (podobnie jak np. u Weerasethakula), jej dyktat nad wszystkimi jej mieszkańcami. Reżyser był w stanie przemycić na ekran klimat takich miejsc, zostawiając przy tym miejsce na tajemniczość.

Głównym moim zarzutem jest jednak strukturalne bałaganiarstwo i zbędność wielu motywów/scen kompletnie burzących z trudem budowany nastrój i napięcie. Dla mnie to jeden z takich filmów, który mógł być doskonały przy większym wyczuciu reżysera.

Jeśli zaś chodzi o samą treść to tutaj jestem jak najbardziej pod wrażeniem pomysłu, opartego moim zdaniem o wierzenia Filipińczyków. Może dwa słowa na ten temat właśnie. Mieszkańcy niektórych regionów kraju wierzą w stworzenia zwane Aswangami. Aswang w różnych częściach Filipin przyjmuje różną formę (np. czarownicy rzucającej uroki czy wilkołaka). Stwory te porywają niemowlęta i ludzi. Historia zawarta w Jungle Love jest z kolei kompilacją strachu przez Aswangami oraz wierzeń o duszach zamieszkujących dżunglę. Dusze te pragną "brać w posiadanie" różne żyjące byty, czy to ludzi czy np. drzewa. Dla wyraźniejszego przykładu przypomnijcie sobie Nimfę Ratanaruanga, gdzie dusze zamieszkiwały drzewa (i podobnie jak w filmie Sancheza były rodzaju żeńskiego) i wabiły do lasu mężczyzn. To tyle jeśli chodzi niewielkie zarysowanie kontekstu.

Słuszna była również muzyka przydająca mocy władczość dżungli, bardzo klimatyczna. Za to piosenka, która przewija się kilkukrotnie - niesamowicie durna!

Przechodzę do Waszych opinii :).
Ostatnio edytowano 8 lip 13, 12:08 przez Thane, łącznie edytowano 1 raz
"When I'm alone I don't speak..." Tsai Ming-liang

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 30 cze 13, 12:00

Ależ ja się zgadzam. To jest manipulacja, którą w pełni rozumiem, przecież napisałem to wprost. Organizatorzy byliby nierozumni, gdyby we własnych materiałach krytykowali własne filmy. Oczywiste. Jeśli kogoś boli słowo "manipulacja", to niech podmieni je na "marketing", użyłem go w tym sensie. A jeśli kogoś uraziłem (tzn. Agnieszkę), to przepraszam.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1709
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 30 cze 13, 11:37

Niestety ja też tego z "manipulacją" za bardzo nie rozumiem. Nie dlatego, że film mi się podobał, bo to samo (w trochę mniejszym stopniu, ale też) można by napisać np. o Sieniawce, która mi się nie podobała (jak większości), a na stronie pojawiły się jedyne dwie opinie pozytywne oraz neutralna opinia tangerina. Strona festiwalu służy do jego promocji - nie przedstawianiu wszystkich za i przeciw danym filmom na nim prezentowanym. Wszystkie pojawiające się tam teksty w mniejszym lub większym stopniu zachęcają do wybranych przez organizatorów filmów - niezależnie od tego, czy są to teksty nasze, czy zaczerpnięte z mediów, i co do wszystkich (tych z mediów również) można zastosować argument o manipulacji, tyle że to jest rodzaj manipulacji, do której każdy myślący człowiek powinien być przygotowany wchodząc na stronę organizatorów jakiejkolwiek imprezy (filmowej czy innej).

@okon: Też czekam na drugą pozytywną opinię o tym filmie (bo po metce na stronie festiwalowej z opisem filmu tekiej się spodziewam). Obiecałeś coś napisać w najbliższych dniach!

@sally: Co do tego oglądania na środku ekraniku komputera i sugestii, że film zyska na dużym ekranie - ja nie oglądałem go w kinie, ale też nie na środku ekranu monitora, tylko na 40-calowym telewizorze. Więc to może to mnie skłoniło do popatrzenia na film przychylniejszym okiem (tudzież do dostrzegania w nim świetnej warstwy obrazowo-dźwiękowej, a nie wszechobecnej amatorszczyzny, jak co niektórzy)?

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 30 cze 13, 11:22

okon napisał(a):Wydaje mi się też, że organizatorzy idą nam bardzo na rękę, udostępniając te filmy przed festiwalem - należałoby to docenić, nawet jeśli film się nie podobał, a nie dodatkowo oskarżać o manipulację. Sorry, to jest jakiś mentalny Onet.


Od tej pory będę chwalił wszystko. Dziękuję okon za wskazanie mi właściwej drogi. Bez Ciebie błądziłem w ciemnościach mentalnego mroku.

A może doceniając trud i dobrą wolę organizatorów wypowiedziałbyś się wreszcie o filmie, a nie o kwestiach trzeciorzędnych?
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

sally
 
Posty: 81
Na forum od:
23 gru 12, 16:08

Post 30 cze 13, 10:44

Długo i niecierpliwie czekałam na czas, gdy będę się mogła zaszyć w fotelu i obejrzeć wreszcie ten film. Z tym większą przykrością informuję że mam spory konflikt wewnętrzny w jego ocenie...
W pamięci pozostanie kilka wyrazistych i ładnych obrazów oraz dominujące poczucie niezrozumienia. Chwilami ten film mnie porywał i angażował, w przeważającej jednak części czułam się jak ktoś wyrzucony za burtę. Odbiór Grzesia bardzo mi się podoba- tyle, że nie mogę się pod tym podpisać. W każdym razie myślałam o nim ostatnio sporo i ciągle mnie trochę uwiera, intryguje. Z całą pewnością zasługuje na szansę.

tangerine napisał(a):może to trzeba oglądać na dużym ekranie ?


Co do tego jestem przekonana- żaden z prezentowanych dotychczas filmów nie stracił w mojej opinii tyle, ile straciło "Jungle love" oglądane na monitorze komputera, z malusieńką czcionką i wszystkimi niedogodnościami. Ten film jest stworzony do kin i tam prawdopodobnie jest w stanie zrobić dużo lepsze wrażenie. Wielokrotne głosy z początku dyskusji o tym jak bardzo męczący jest to film w odbiorze można moim zdaniem przynajmniej w połowie zrzucić na karb tej właśnie okoliczności.

Avatar użytkownika
okon
 
Posty: 765
Na forum od:
31 sty 05, 22:00

Post 29 cze 13, 15:27

Póki co to nie forumowicze układają program, lecz selekcjonerzy, którym film najwyraźniej się podobał - trudno więc, żeby zniechęcali do jego obejrzenia. Wydaje mi się też, że organizatorzy idą nam bardzo na rękę, udostępniając te filmy przed festiwalem - należałoby to docenić, nawet jeśli film się nie podobał, a nie dodatkowo oskarżać o manipulację. Sorry, to jest jakiś mentalny Onet.

Avatar użytkownika
aszeffel
NH-Kreator
 
Posty: 2575
Na forum od:
23 mar 06, 11:51

Post 27 cze 13, 17:39

użyłabym słowa subiektywne, tak samo jak subiektywna jest ocena pozytywna, ale lepiej chyba dać komuś szansę, niż jej nie dać

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 27 cze 13, 17:33

Aha, czyli pozytywna opinia o "Jungle Love" nie została wybrana do publikacji, dlatego, że była pozytywna, tylko dlatego, że negatywne są niewiarygodne. Teraz już wszystko jasne ;)
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
aszeffel
NH-Kreator
 
Posty: 2575
Na forum od:
23 mar 06, 11:51

Post 27 cze 13, 17:23

mam wrażenie, że zaszło jakieś nieporozumienie - to nie jest miejsce, gdzie filmom przyznaje się gwiazdki, ten ma minus 7 gwiazdek i plus 1 gwiazdkę, więc w sumie ma minus sześć gwiazdek, a inny ma plus 4 gwiazdki i na koniec ustalimy sobie ranking, wybaczcie, to nie jest takie miejsce

może dlatego, że jestem bardzo sceptyczna względem takich złych ocen, także swoich, bo może brakuje mi pewnego rodzaju doświadczenia, żeby film do mnie dotarł, dlatego jednoznacznie złe oceny są dla mnie zawsze powodem do wątpliwości

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 27 cze 13, 16:40

Mrozikos667 napisał(a):Oj tam, Jaroszu, niewiadomo czego się czepiasz.


No właśnie, przecież "szukający niewiadomo czego" to bardzo adekwatny opis ;)

aszeffel napisał(a):Nasze dyskusje klubowe - moim zdaniem bardzo ciekawe, co zawsze podkreślam - są publicznie dostępne, trudno byłoby jednak na oficjalnej stronie festiwalu cytować czy linkować opinie miażdżące, szczególnie że rozmowa trwa i nie raz te opinie ulegają zmianie, a jeżeli nie - przynajmniej potrzebują kontekstu. Tego nie mogę robić, mam nadzieję, że to rozumiecie.


Ja oczywiście rozumiem, dlaczego tak jest, ale trudno, żeby mi się to podobało. Bo jeśli 7 osób jest na "nie", a jedna na "tak" i właśnie tę ostatnią się cytuje, to trudno nazwać to inaczej niż manipulacją.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
aszeffel
NH-Kreator
 
Posty: 2575
Na forum od:
23 mar 06, 11:51

Post 27 cze 13, 15:58

Nasze dyskusje klubowe - moim zdaniem bardzo ciekawe, co zawsze podkreślam - są publicznie dostępne, trudno byłoby jednak na oficjalnej stronie festiwalu cytować czy linkować opinie miażdżące, szczególnie że rozmowa trwa i nie raz te opinie ulegają zmianie, a jeżeli nie - przynajmniej potrzebują kontekstu. Tego nie mogę robić, mam nadzieję, że to rozumiecie. Ludzie bardzo szybko uprzedzają się do negatywnie krytykowanych tytułów. Nie wszyscy będą brnąć przez długą dyskusję. Na tym etapie - będziemy zachęcać do obejrzenia filmu, który został wybrany przez selekcjonerów festiwalu do programu najważniejszej jego sekcji, potem do dyskusji i oceny na forum.

Co do katalogowych opisów, każdy autor bierze odpowiedzialność za swoje słowa, redaktor katalogu bierze odpowiedzialność za wybór autorów i za redakcję tekstów. Zawsze zachęcam do dyskusji na ten temat na forum.

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 27 cze 13, 15:46

Oj tam, Jaroszu, niewiadomo czego się czepiasz.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 27 cze 13, 15:39

Nigdy nie zaufam już katalogowi ani opisom na NH :)

Rozumiem, że Organizatorom niezręcznie było przytaczać dominujące miażdżące opinie o filmie, ale można było chociaż link do dyskusji dać, żeby zainteresowani mogli sobie sprawdzić, że opinie o filmie nie są bynajmniej wyłącznie pozytywne...
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Jarosz
 
Posty: 1719
Na forum od:
5 cze 07, 7:48

Post 27 cze 13, 15:27

Mam nadzieję, że katalog nie poszedł jeszcze do druku i będzie można coś w nim poprawić. Bo jak zobaczyłem tu - http://www.nowehoryzonty.pl/aktualnoscm.do?id=3002 - takie cuś: "szukający niewiadomo czego wieśniacy", to mi się scyzoryk otworzył w kieszeni. A kwiatek ten jest podpisany: Ewa Szabłowska, katalog 13. MFF TNH...

Avatar użytkownika
okon
 
Posty: 765
Na forum od:
31 sty 05, 22:00

Post 24 cze 13, 23:23

Grzes napisał(a):@okon: Widzę, że zabierasz głos w tym wątku, ale nie wypowiadasz się co do meritum. Podzielasz opinię większości i uważasz, że nie masz nic istotnego do dodania, czy jeszcze nie oglądałeś? Tak z ciekawości pytam.


Dopiero dziś obejrzałem - niedługo coś napiszę.

Avatar użytkownika
psubrat
 
Posty: 906
Na forum od:
30 cze 05, 15:47

Post 15 cze 13, 7:34

Szkoda, że spostrzeżenia na temat tego filmu utknęły na warstwie językowej...
"let's just imitate the real, until we find a better one..."

tangerine
 
Posty: 1723
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 11 cze 13, 20:55

doktor pueblo napisał(a):
Grzes napisał(a):Co nie zmienia tego, że film Gibsona jest raczej efektowną bajką z morałem niż czymkolwiek poważniejszym.


Z morałem, że biali przynieśli dzikusom kaganek oświaty i zakończyli ich barbarzyńskie rzezie. :)


W dokumencie o którym mówię pada właśnie podobna teza. Pradawni bogowie: Majowie 12. odc. 4 (The Lost Gods) 35 min, Serial dokumentalny, Irlandia 2000 piątek, 31 maja 21:30 | TVP Historia. http://www.teleman.pl/tv/Pradawni-Bogow ... 4-6-863269.

Nie sądzę żeby Gibson to wymyślał bez zapoznania się z jakimiś opracowaniami przynajmniej popularnonaukowymi.

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 11 cze 13, 16:27

No a ja bym odebrał je jako sztuczne, gdyby mówili "czystym" filipińskim.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
wks
 
Posty: 620
Na forum od:
1 lut 09, 16:38

Post 11 cze 13, 15:43

Nie twierdzę, że wiem jakim językiem powinni mówić bohaterowie filmu. Twierdzę jednak, że odbieram ich dialogi jako sztuczne, nieprzekonujące do wypowiadanych treści. Taki sposób prowadzenia dialogu nie ułatwia mi oglądania filmu, lecz zniechęca.

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 11 cze 13, 11:44

wks napisał(a):2. Kultura azjatycka i kino azjatyckie nie są dla mnie bliskim kręgiem kulturowym, a więc muszą mnie czymś przekonać - najprościej autentycznością.


Z tego co widzę to jednak nie autentycznością, tylko byciem zgodnymi z Twoimi oczekiwaniami. Przyznajesz, że nie znasz tej kultury, ale upierasz się, że wiesz jakim językiem powinni mówić bohaterowie filmu.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1709
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 11 cze 13, 8:43

Mogłoby być chwytem "pod kogoś" (tyle że raczej nie pod festiwale, ale z myślą o zdobyciu leniwej publiczności z krajów anglojęzycznych), gdyby cały film był po angielsku (bądź prawie cały, vide koreańska Późna jesień), choć też przyznam, że to kiepski chwyt.

@wks: A w jakiejkolwiek scenie bez udziału tych dwojga, o których napisałeś, ktoś mówi po angielsku? Nie zauważyłem. Żołnierze między sobą mówią "czystym" filipińskim (choć w ogóle robią to rzadko), kobieta z dzieckiem oraz jej rodzina mówią "czystym" filipińskim, cokolwiek by to miało znaczyć.

@psubrat: Rzeczywiście. Łono jak znalazł. To zdecydowanie nie jest przypadek (zwłaszcza że bez tego symbolicznego znaczenia scena byłaby najzupełniej zbyteczna).

@okon: Widzę, że zabierasz głos w tym wątku, ale nie wypowiadasz się co do meritum. Podzielasz opinię większości i uważasz, że nie masz nic istotnego do dodania, czy jeszcze nie oglądałeś? Tak z ciekawości pytam.

Avatar użytkownika
okon
 
Posty: 765
Na forum od:
31 sty 05, 22:00

Post 11 cze 13, 7:37

Aha, czyli wszystko sprowadza się do wrażeń, jedno użycie języka (-ów) wydaje ci się bardziej autentyczne, drugie mniej - trudno z tym dyskutować. Trudno też mi zrozumieć, jak użycie języka angielskiego miałoby być zabiegiem "pod festiwale".

Avatar użytkownika
wks
 
Posty: 620
Na forum od:
1 lut 09, 16:38

Post 11 cze 13, 5:43

Mrozikos667 napisał(a):W "Kobiecie w szambie" mieszali filipiński z angielskim.

W "Kobiecie w szambie" były fragmenty w czystym filipińskim i czystym "azjatyckim" angielskim.

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 11 cze 13, 0:48

W "Kobiecie w szambie" mieszali filipiński z angielskim. "Mondomanili" nie widziałem.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
wks
 
Posty: 620
Na forum od:
1 lut 09, 16:38

Post 11 cze 13, 0:25

1. Język jest dla mnie jednym z najważniejszych elementów świadczących o autentyczności filmu, dlatego nawet genialny film austriackiego mistrza MH "Pianistka" uważam za zrobiony pod festiwal w Cannes - ten sam film zrobiony po niemiecku byłby dla mnie arcydziełem.
2. Kultura azjatycka i kino azjatyckie nie są dla mnie bliskim kręgiem kulturowym, a więc muszą mnie czymś przekonać - najprościej autentycznością. Nie znam specyfiki Filipin, ale w wymienionych w dyskusji filmach filipińskich (Mondomanila, Kobieta w szambie) nie pamiętam mieszanki brudno-filipińsko-angielskiej.
3. Nie uważam zastosowania języka yucatec w "Apocalypto" za chwyt "pod publiczkę". W mojej opinii byłoby nim zastosowanie tam hollywoodzkiego angielskiego.
4. Może oglądałem "Jungle love" zbyt mało uważnie, ale spośród protagonistów chyba tylko Martin i Mae byli przyjezdnymi (chyba,że wzorem krajów głębokiej komuny rekruci pochodzą tam z przeciwległych zakątków kraju - co nie wydaje mi się wielce prawdopodobne).

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 10 cze 13, 22:16

doktor pueblo napisał(a):
Grzes napisał(a):Co nie zmienia tego, że film Gibsona jest raczej efektowną bajką z morałem niż czymkolwiek poważniejszym.


Z morałem, że biali przynieśli dzikusom kaganek oświaty i zakończyli ich barbarzyńskie rzezie. :)


Ale fajnie się oglądało :P

Grzes napisał(a):No cóż, Mroziku, ja rozumiem, że innym film się nie podobał, jakkolwiek jedne argumenty przeciw uważam za uzasadnione (choć nie do końca się z nimi zgadzam), a inne za zupełnie chybione.


Ależ oczywiście! Uważam, że argumenty Twoje i doktora załatwiają tę sprawę. Po prostu nie mogłem nie zauważyć, że dyskusja przybrała nieco... nieoczekiwany obrót ;)
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 10 cze 13, 21:55

Grzes napisał(a):Co nie zmienia tego, że film Gibsona jest raczej efektowną bajką z morałem niż czymkolwiek poważniejszym.


Z morałem, że biali przynieśli dzikusom kaganek oświaty i zakończyli ich barbarzyńskie rzezie. :)
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1709
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 10 cze 13, 21:36

Jest, zdaje się, oparty na historyczno-mitologicznej tradycji Majów, więc coś z rzeczywistością wspólnego mieć musi. Zapewne nie więcej niż przekazy zawarte w skandynawskich sagach czy innych podobnych opowieściach z bliższych nam kręgów kulturowych. Co nie zmienia tego, że film Gibsona jest raczej efektowną bajką z morałem niż czymkolwiek poważniejszym.

tangerine
 
Posty: 1723
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 10 cze 13, 21:16

Grzes napisał(a): ... który w ogóle był fantazją ...
tez tak myślałem, ale ostatnio pokazywali dokument na TVP Historia brytyjski chyba i poczułem się jakbym oglądał ten sam film... sorry za off topic

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1709
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 10 cze 13, 19:41

No cóż, Mroziku, ja rozumiem, że innym film się nie podobał, jakkolwiek jedne argumenty przeciw uważam za uzasadnione (choć nie do końca się z nimi zgadzam), a inne za zupełnie chybione. Ale pretensje wks-a są już tak absurdalne, że kompletnie nie mogłem się powstrzymać przed popełnieniem tej epistoły. Naprawdę, ja rozumiem, że krytyka filmowa (i jakakolwiek inna) to w zasadniczej mierze racjonalizacja emocji, które film wywołał, a w was wywołał emocje zdecydowanie negatywne, ale niektóre z pojawiających się tutaj zarzutów są tak, nazwijmy to, osobliwe...

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 10 cze 13, 19:31

Nowe Horyzonty Lingwistyki Stosowanej.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1709
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 10 cze 13, 19:06

W filmach Diaza ludzie właśnie tak mówią - mieszaniną angielskiego z filipińskim - to nie przypadek, że tam też. Bierze się to z tego, że tak naprawdę na Filipinach ludzie mówią w wielu dialektach, więc ich pierwszym językiem nie jest "oficjalny" filipiński, który jest dla nich tak samo wtórny jak angielski. Oba są za to językami, w których są w stanie się porozumieć (w odróżnieniu zapewne od wielu języków/dialektów lokalnych). Nie znam żadnych Filipińczyków, więc nie wiem, jak odległe od siebie nawzajem są różne dialekty filipińskiego. Mam natomiast pewne pojęcie o tym, jak wygląda porozumiewanie się w kraju, który nie jest monolitem językowym, bo znam sporo Hindusów (a w Indiach sytuacja jest podobna - są liczne języki lokalne oraz dwa języki urzędowe, których ludzie są uczeni od dziecka w szkołach - hindi i angielski). Zgadnij, jak oni porozumiewają się między sobą (jeśli nie mają wspólnego pierwszego, lokalnego języka). Otóż mieszaniną angielskiego, hindi oraz (jeśli obie strony znają w znaczącym stopniu któryś z języków lokalnych, który nie jest ich wspólnym językiem) któregoś ze swoich własnych języków lokalnych (na przykład znane mi (przez cztery miesiące z nią miałem wspólny pokój w pracy, a on pracował na tym samym piętrze, więc mogłem się sporo nasłuchać) małżeństwo posługuje się zasadniczo mieszanką angielskiego z językiem kannada, który jest jej językiem lokalnym, a którego on nauczył się w jakimś stopniu przez lata wspólnego pożycia). W dodatku przechodzą między tymi językami płynnie w trakcie jednej wypowiedzi. To jest zresztą chyba charakterystyczna cecha wspólna różnych krajów stworzonych sztucznie (więc na przykład (a może zwłaszcza) dawnych kolonii), że tworząc wspólne organizmy państwowe, nie brano pod uwagę podziałów etnicznych, językowych, religijnych itp. itd., co nie zmienia tego, że one tam są, i są trwale obecne np. w języku(ach), którym(i) mieszkańcy tych krajów się posługują.
wks napisał(a):2. Przez 5 lat pobytu na Łużycach w miejscowości, gdzie niemieckie dzieci w szkole uczyły się języka polskiego ani razu nie usłyszałem tam tekstu "Eine Prosiątko po polu gelaufen dziub dziub machen".

Absurdalny przykład. Dla nich polski jest właśnie drugim (a może nawet trzecim) językiem. W dodatku ich pierwszy język jest dla wszystkich ten sam, więc żadnym łamanym polskim nie mają potrzeby się porozumiewać.
i dalej napisał(a):3. W filmie Mela Gibsona "Apocalypto" protagoniści używają języka yucatec zamiast amerykańskiej wersji angielskiego.

A ten przykład jest już zupełnie śmieszny. Jako coś pozytywnego podajesz idiotyczny zabieg "pod publiczkę" z gatunku "zrobimy coś, żeby publiczności się wydawało, że jest bardziej autentycznie". A w rzeczywistości potencjalni bohaterowie filmu Gibsona (który w ogóle był fantazją, ale mniejsza o to - dział się rzekomo w określonym czasie i miejscu) z całą pewnością językiem vucatec się nie porozumiewali (a język, którym mogli się porozumiewać, już dawno jest martwy). Za to dobry przykład podał doktor pueblo, pisząc o polskiej społeczności żydowskiej sprzed wojny. Otóż Amerykanie zapytali się Polańskiego, dlaczego bohaterowie jego Pianisty nie mówią w jidysz. Odpowiedział, że zasymilowani Żydzi, do których należał Szpilman, mówili po polsku, więc dlaczego w jego filmie mieliby nagle zacząć mówić w jidysz. To idealnie pokazuje rozdźwięk między tym, co się ludziom wydaje, że jest autentyczne, a tym, co autentyczne jest naprawdę. Bardziej jestem skłonny uwierzyć filipińskiemu reżyserowi, że wie, jakim językiem powinni mówić jego bohaterowie, niż twoim intuicjom.

I jeszcze jedno: dlaczego niby protagoniści Jungle Love mieliby mówić lokalnym dialektem, skoro - wszystko na to wskazuje - nie są miejscowi? Gdyby byli miejscowi, nie poruszaliby się z przewodnikiem. Zresztą całkiem możliwe, że język, jakim mówią (czego my nie jesteśmy w stanie wychwycić) właśnie ma mówić o pochodzeniu bohaterów, że (tutaj strzelam) są na przykład "miastowi", a w rzeczywistości z pochodzenia z różnych rejonów Filipin (bo tacy na ogół "miastowi" są).
Ostatnio edytowano 10 cze 13, 20:18 przez Grzes, łącznie edytowano 2 razy

Avatar użytkownika
psubrat
 
Posty: 906
Na forum od:
30 cze 05, 15:47

Post 10 cze 13, 17:43

Ach, i żeby nie było wątpliwości, fanem tego filmu nie jestem i należę do większości nastawionej na "nie", ale jednak trochę o nim myślę... Chętnie poszedłbym na spotkanie z reżyserem posłuchać czegoś więcej, czuję, że można w tym filmie szukać...
"let's just imitate the real, until we find a better one..."

Avatar użytkownika
psubrat
 
Posty: 906
Na forum od:
30 cze 05, 15:47

Post 10 cze 13, 17:40

wks napisał(a):niemieckie dzieci w szkole uczyły się języka polskiego ani razu nie usłyszałem tam tekstu "Eine Prosiątko po polu gelaufen dziub dziub machen".

Mistrz ciętej riposty wks. ;-D
"let's just imitate the real, until we find a better one..."

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 10 cze 13, 16:21

@wks Ale skąd wiesz? Analogia do innych krajów to kiepski argument, każdy przypadek ma swoją lokalną specyfikę. Ja jestem w stanie uwierzyć, że ludzie tak mówią na Filipinach, poczytaj trochę, sytuacja językowa jest tam mocno złożona. Jeśli już szukać analogii, to powiedziałbym, że to trochę tak, jakby ktoś oglądając dziś film o społeczności żydowskiej w Polsce w okresie międzywojennym dziwił się, że mówią jakąś mieszanką polskiego, niemieckiego itp, zamiast czystym, "autentycznym" językiem. Są przypadki w których właśnie takie dziwactwa językowe są autentyczne.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
wks
 
Posty: 620
Na forum od:
1 lut 09, 16:38

Post 10 cze 13, 16:00

okon napisał(a):
wks napisał(a): Drażniła mnie mieszanka tekstu oryginalnego dialektu miejscowego z tekstem niemal łamanym angielskim, zwłaszcza w początkowej części filmu z rozmowami protagonistów z głosem z offu (alter ego reżysera?).

Angielski jest na Filipinach językiem urzędowym i pojawia się niemal we wszystkich filipińskich filmach, więc to trochę dziwny argument.

1. Zrobienie tego filmu wyłącznie w miejscowym dialekcie filipińskiego nadałoby filmowi autentyczności. Trudno mi uwierzyć, że osoby będące pierwowzorem protagonistów rozmawiają ze sobą mieszanką niezbyt czystego filipińskiego z równie niezbyt czystym angielskim.
2. Przez 5 lat pobytu na Łużycach w miejscowości, gdzie niemieckie dzieci w szkole uczyły się języka polskiego ani razu nie usłyszałem tam tekstu "Eine Prosiątko po polu gelaufen dziub dziub machen".
3. W filmie Mela Gibsona "Apocalypto" protagoniści używają języka yucatec zamiast amerykańskiej wersji angielskiego.

Avatar użytkownika
okon
 
Posty: 765
Na forum od:
31 sty 05, 22:00

Post 10 cze 13, 6:15

wks napisał(a): Drażniła mnie mieszanka tekstu oryginalnego dialektu miejscowego z tekstem niemal łamanym angielskim, zwłaszcza w początkowej części filmu z rozmowami protagonistów z głosem z offu (alter ego reżysera?).


Angielski jest na Filipinach językiem urzędowym i pojawia się niemal we wszystkich filipińskich filmach, więc to trochę dziwny argument.

Avatar użytkownika
wks
 
Posty: 620
Na forum od:
1 lut 09, 16:38

Post 9 cze 13, 22:00

Jak dotąd wszyscy poza Grzesiem są na "nie". Dołączam więc do większości. Doceniam eksperyment artystyczny reżysera, rozumiem zamierzenia zastosowania nieprofesjonalnego obrazu, dźwięku czy montażu, ale go nie kupuję. Drażniła mnie mieszanka tekstu oryginalnego dialektu miejscowego z tekstem niemal łamanym angielskim, zwłaszcza w początkowej części filmu z rozmowami protagonistów z głosem z offu (alter ego reżysera?). Sprawia to na mnie wrażenie chwytu "pod festiwal filmowy". Podobne wydaje mi się zastosowanie motywu dżungli w opowieści o ludzkich namiętnościach. Uważam to za tani chwyt, filmów o tym nakręcono już wiele w różnych częściach świata i "Jungle love" nie wnosi nic nowego do tematu. Sceny, o których symbolice wypowiadał się Psubrat (trójkąt klifu, buszu, nieba i męskiego ciała oraz żołnierza maszerującego w paradzie) uważam za najlepsze w filmie.

Avatar użytkownika
psubrat
 
Posty: 906
Na forum od:
30 cze 05, 15:47

Post 9 cze 13, 12:40

I jeszcze scena pod koniec filmu z panem żołnierzem radośnie podskakującym na paradzie po wcześniejszym spełnieniu... Czy coś przegapiłem czy ta scena jest taka mocno symboliczna, jakby on właśnie kopulował w duchem tej dżungli?
"let's just imitate the real, until we find a better one..."

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1709
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 9 cze 13, 12:38

Zapewne tylko tobie, ale to nie oznacza, że to nie było zamierzone :).

Avatar użytkownika
psubrat
 
Posty: 906
Na forum od:
30 cze 05, 15:47

Post 9 cze 13, 12:31

Nie wiem czy zacząłem nadinterpretować jakieś sceny i sygnały, ale czy scena mężczyzny wspinającego się po klifie, rozbierającego się i skaczącego do wody nago tylko mnie sugerowała popatrzenie na tło ujęcia z trójkątnym buszem drzew i nieba symbolizującym łono?
"let's just imitate the real, until we find a better one..."

Avatar użytkownika
psubrat
 
Posty: 906
Na forum od:
30 cze 05, 15:47

Post 9 cze 13, 12:28

vifon00 napisał(a):Jungle Love jest tylko rodzajem amatorskiego homevideo, który nijak filmu nie przypomina.

I właśnie mnie zastanawia na ile ten film jest źle zrobiony, a na ile celowym zamysłem reżysera była stylizacja na obrazy rodem z tropikalnej scenerii "Mondo cane" (motyw wyspy, na której kobiety polują na mężczyzn) czy też dżungli z lat 80tych a la "Cannibal holocaust".
"let's just imitate the real, until we find a better one..."

Avatar użytkownika
psubrat
 
Posty: 906
Na forum od:
30 cze 05, 15:47

Post 9 cze 13, 12:21

doktor pueblo napisał(a):Dżungla symbolizuje tu ludzką namiętność, dzikość. To nie film o miłości, lecz o seksie, pożądaniu, erotycznej walce, w której wygrają najsilniejsi.

I właśnie to moja pierwsza myśl po obejrzeniu filmu, ale czy wtedy nie powinien nazywać się "Jungle sex"? albo nawet "Jungle instincts"?
"let's just imitate the real, until we find a better one..."

tangerine
 
Posty: 1723
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 5 cze 13, 19:19

doktor pueblo napisał(a): A w szczególności miał być o tym, że ludzie przepełnieni są żądzami i to i tylko to ich określa. Wszyscy bohaterowie tego filmu chcą seksu.


I tak też odbierałem ten film do 40 minuty, ale duszenia już nie ogarnąłem. Po prostu za dużo chciał reżyser "zabiegów stylistycznych" zmieścić w jednym filmie.

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1709
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 5 cze 13, 11:00

Jak "bardziej intencje niż wykonanie"? Skoro według mnie "działa", znaczy, że intencje udało się (przynajmniej w większości) przelać na ekran. Ale dzięki za bardziej konstruktywny komentarz niż obrzucanie epitetami, jaka to amatorka, szmira, czy nie wiem co.

A Mondomanila ma tu przecież zwolenników, też wśród tych, którzy o filmie Sancheza nie powiedzą dobrego słowa (ja - żeby nie było wątpliwości - zdecydowanie się do nich nie zaliczam). Swoją drogą - ciekawe jest zestawienie tego, co poszczególni członkowie Klubu myślą o Jungle Love, Noche i Mondomanili (skoro m.in. do tych dwóch filmów dzieło Pana S. jest porównywane) - zdaje się, że prawie wszystkie możliwe konfiguracje są tutaj obecne (i fajnie) :).

Następna strona

Powrót do 3. Klub Krytyków Forum NH



cron