Sieniawka, reż. Marcin Malaszczak

Dyskusje nt. wybranych przez organizatorów filmów z programu 13.T-MNH
Avatar użytkownika
Seblon
NH-Moderator
 
Posty: 1048
Na forum od:
16 lut 07, 14:33

Post 21 kwi 13, 11:36

Czwartym tytułem 3.KKFNH jest Sieniawka Marcina Malaszczaka. Film zostanie zaprezentowany podczas 13.MFF TNH w sekcji dokumenty/eseje.

{{ 63.MFF Berlinale 2013 - sekcja Forum }}

:arrow: o filmie na stronie Berlinale 2013 >

:arrow: zwiastun filmu >

Bardzo nowohoryzontowa polsko-niemiecka koprodukcja pt.: "Sieniawka" znalazła się w cyklu Forum Berlinale. Jest to film o przygranicznym miasteczku, w którym znajduje się szpital dla umysłowo chorych oraz alkoholików. Rozpoczyna go dedykacja wszystkiemu, czego nie da się odtworzyć z pamięci. Bohaterem jest starszy człowiek, opiekun pensjonariuszy szpitala, który po dziwnym wypadku pozostaje wraz z nimi na oddziale, ale będzie próbował wrócić w swoje rodzinne strony. W paradokumentalnym tonie obserwujemy pacjentów podczas posiłków i spędzania wolnego czasu, pojawiają się także nawiązania do filmów s-f. Rozkład i rozpad budynku przyszpitalnego po upadku komunizmu, po którym wędrują z latarką bohaterowie, to tylko preludium do obrazów Bogatynii po przejściu żywiołu. Czy da się w tym bezładzie i dekonstrukcji odnaleźć jeszcze swój dom i swoje miejsce? Pozycja trudna, przywołująca skojarzenia z degrengoladą w ośrodku społecznym filmu "Import/Export", powinna bezwzględnie znaleźć się w Konkursie Nowe Horyzonty! (psubrat w relacji z Berlinale (źródło >)
Załączniki
Sieniawka 1.jpg
Sieniawka 3.jpg
Sieniawka 4.jpg
Sieniawka - plakat.jpg
20. MFF Nowe Horyzonty, Wrocław, 23 lipca - 2 sierpnia 2020

Avatar użytkownika
wks
 
Posty: 623
Na forum od:
1 lut 09, 16:38

Post 21 kwi 13, 15:03

Opis filmu na stronie Berlinale 2013 kończy się zdaniem Life on an alien planet, barely an hour's drive from Berlin.. Podróż z Zittau do Berlina zajmuje około 3-4 godzin.

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 926
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 23 kwi 13, 17:51

Bez wątpienia "Sieniawka" jest przykładem kina nowohoryzontowego. Kino to jest kinem poszukującym, eksperymentującym, z definicji więc musi się czasem nie udawać (bo cóż to za eksperyment, który się zawsze kończy sukcesem). "Sieniawka" jest filmem nieudanym, choć doceniam, że twórca się starał.

Film nie opowiada żadnej historii, przedstawia jedynie stan rozkładu: ludzi, budynków. Zasadniczą jego częścią jest dokument z ośrodka pomocy osobom niedołężnym i uzależnionym. Z niejasnych dla mnie powodów reżyser poprzedził tę część jakimś dziwnym wstępem fabularnym, z którego nic nie wynika. Filmowy portret życiowych rozbitków (choć nie nowy, bo to przecież bohaterowie niemal żywcem wyjęci z dokumentów Ewy Borzęckiej) działa sam z siebie całkiem nieźle (pomijając to, że, podobnie jak cały film, ta część jest zdecydowanie za długa), ale wygląda na to, że reżyser nie wierzył, że to wystarczy. Czy uznał, że sam ten obraz jest zbyt mało przekonujący i trzeba go dopowiedzieć dalszymi symbolami? Po co sceny popowodziowe? I - przede wszystkim - po kiego czorta postać kosmity z "Electromy", który smutno kręci głową? Czy ja bez tego nie widzę, że obraz jest przygnębiający?

Reżyserowi gratuluję odwagi szukania własnej drogi, ale na przyszłość życzę większego zaufania do scenariusza.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
eliska
 
Posty: 1924
Na forum od:
24 cze 07, 7:52

Post 24 kwi 13, 19:35

nie dostałam Sieniawki, no ale moze słusznie, bo jeszcze mam zaległość z wczesniejszym filmem

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 25 kwi 13, 0:05

Elu, "Sieniawkę" oglądamy w internecie, informacja tu, w poście aszeffel: https://forum.nowehoryzonty.pl/viewtopi ... =72&t=3122
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
eliska
 
Posty: 1924
Na forum od:
24 cze 07, 7:52

Post 25 kwi 13, 6:05

dzięki Mrozikos :)) musiałam przeoczyć info

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1712
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 28 kwi 13, 22:20

Moje odczucia są podobne (żeby nie powiedzieć - identyczne) z tymi doktora. Film mnie trochę wymęczył (swoim powolnym tempem, które, skądinąd, uważam za uzasadnione, bo, jak rozumiem, ono ma oddawać rytm życia bohaterów, który właśnie taki jest) i bardziej zirytował (idiotycznym intrem/outrem z dziadkiem kosmitą, nieprzystającym swoją konwencją do reszty filmu i jednocześnie stawiającym zupełnie niepotrzebnie kropki nad i). Spore rozczarowanie - zwłaszcza że środkowa część nie jest zła, zawiera też parę bardzo ładnych scen, niekiedy nieco surrealistycznych, przywołujących klimatem (wspomniany już przez psubrata) Import/Export Seidla.

Avatar użytkownika
Jarosz
 
Posty: 1721
Na forum od:
5 cze 07, 7:48

Post 29 kwi 13, 14:32

Obejrzałem. Jak pamiętacie, wprost przepadam za Seidlem, więc utwór seidlopodobny nie mógł zyskać mojego entuzjazmu. Też nie rozumiem, po co ten dziwny fabularny początek, nijak nieprzystający do dalszej części, ale z dwojga złego i tak uważam, że był on ciekawszy niż reszta filmu. Podczas oglądania Sieniawki notorycznie przywoływały mi się kadry z rewelacyjnych Nienormalnych Bławuta - na podobny w sumie temat, choć tu ośrodek dla alkoholików i psychicznie chorych, a tam dla dzieci specjalnej troski. Jacek Bławut pokazał, że można o tym zrobić film poruszający i... krótki. Bo rozwlekłość to największy grzech Sieniawki. To dzieło byłoby dużo lepsze, gdyby je przystrzyc do - powiedzmy - godziny. A tak widz się musi męczyć, oglądając jakieś "świńskie ballady" i inne niepotrzebne epizody z życia pensjonariuszy zakładu, oczywiście koniecznie sfilmowane flegmatycznie przesuwającą się kamerą, żeby było bardziej transowo.

Wojciech Marczewski zapytał kiedyś kolegów filmowców, czy naprawdę musieli robić swoje filmy. Czy Marcin Malaszczak musiał nakręcić Sieniawkę?

Avatar użytkownika
okon
 
Posty: 765
Na forum od:
31 sty 05, 22:00

Post 3 maja 13, 16:01

Szczerze mówiąc, nie widzę żadnego związku z filmami Seidla, to tak jakby porównywać „Import/Export” z „Lotem nad kukułczym gniazdem”. O ile Austriak cały czas dba o uwagę widza (choćby poprzez wywoływanie dyskomfortu), cyzelując kadry i inscenizując nietypowe sytuacje, takie jak bal w hospicjum, o tyle Malaszczak w scenach szpitalnych zawiesza się na tych samych twarzach bez intencji opowiedzenia historii, więżąc widza w kręgu powtarzanych czynności – palenia, chodzenia w tę i z powrotem bez celu, spania. Wszyscy mają tu dużo czasu i, jak mówi jeden z bohaterów, mogą jeszcze postać. Sposób, w jaki Malaszczak buduje swój film, bardziej kojarzy mi się z zamierzoną monotonią „Mamy”, a powolne ruchy kamery, raz niemal statycznej, raz krążącej wokół własnej osi, sugerują raczej, że reżyserowi nie są obce utwory Tarra czy – co bardziej prawdopodobne – pozbawione odautorskiego komentarza, mówiące samym obrazem dokumenty Nikolausa Geyrhaltera. Obdrapane budynki w dawnym PGR-ze i zniszczony powodzią Bełchatów przywodzą też na myśl dystopijne wizje Anselma Kiefera, którym kilka lat temu z podobną cierpliwością przyglądała się Sophie Fiennes. Ta poetyka statyczności świetnie pasuje do świata, który autor odkrywa w Sieniawce – świata porzuconego, drepczącego w miejscu, produktu ubocznego kapitalizmu. I nawet jeśli nie wszystkie te konteksty są trafione, to i tak krąg inspiracji, w którym reżyser się porusza, nie jest typowy dla polskich twórców. Doceniam to, że Malaszczak eksperymentuje, a co więcej z takim projektem – bez klasycznego scenariusza i psychologii – z powodzeniem puka do drzwi PISF-u. Jest jeszcze jeden powód, dzięki któremu „Sieniawka” zyskuje w moich oczach. Po prostu nie znoszę polskiego kina, które od lat zbiera pochwały za to, co w nim najgorsze: transparentny styl (trudno zgadnąć, kto zrobił dany film), kompleks Kieślowskiego, język symboli z prehistorii kina (jak nie ptaszek, to klucz gęsi, ewentualnie żyrandol z pilotów do telewizora). Tę swojską odmianę kina papy z ciągłym mierzeniem się z rodzinną traumą, zwłaszcza z tatusiem, w okrzepłej kilkadziesiąt lat temu formule kina fabularnego. Chciałbym, żeby wszyscy ci reżyserzy – od Konopki, przez Lechkiego, kończąc na Fabickim – przepracowali te rozterki w zaciszu gabinetu psychologicznego, zapoznali się ze współczesnym językiem filmowym i dopiero wtedy stanęli za kamerą. W przeciwieństwie do nich Malaszczak odrobił tę lekcję.

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1712
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 6 maja 13, 23:04

Nie mam jakoś serca do filmu Malaszczaka, więc niespecjalnie mam ochotę być głównym dyskutantem w tym wątku, ale muszę parę słów jeszcze napisać. Skojarzenia z Geyrhalterem nie miałem w trakcie oglądania wcale, choć parę jego filmów widziałem (i cenię go o wiele bardziej niż Seidla (a z Seidlem owszem - choćby sekwencja na ławeczce, do której fotos jest w poście otwierającym tę dyskusję, jest jak żywcem z Seidla wyjęta, i nie ona jedna)). Rzeczywiście stosuje on (Geyrhalter, w odróżnieniu od Seidla) powolne jazdy kamery, ale nie on jeden (i nie ich dwóch, razem z Tarrem). Widzę natomiast wiele różnic, wszystkie na niekorzyść Sieniawki. Geyrhalter, jak sam napisałeś, tworzy swoje filmy z sekwencji pozbawionych komentarza, pozwalając mówić obrazom. Malaszczak w obraz nie wierzy - żeby opowiedzieć o upadku okolicy musi "zatrudnić" jednego z pacjentów, który wyłoży kawę na ławę. U Geyrhaltera każda sekwencja trwa tyle, ile musi i ani minuty dłużej. Malaszczak celebruje wszystko w nieskończoność. Geyrhalter zestawia ze sobą kolejne fragmenty, których zwykle jest sporo (nie trzy, w tym jeden bez sensu) właśnie po to, żeby widz sam mógł sobie odczytać sens z tego ich zestawienia. Malaszczak w widza nie wierzy - jako ostatnią (z trzech właśnie) musi dodać zupełnie demagogiczną sekwencję popowodziową - demagogiczną, bo nawet najzamożniejszy i najmniej zaniedbany region po powodzi wygląda tak samo - wszędzie będą ruiny, brud, opuszczone domostwa itp.

Podsumowując - ja doceniam to, że młody reżyser szuka inspiracji gdzie indziej niż gros jego polskich kolegów. Ja też współczesnego polskiego kina nie lubię i podzielam wyrażone przez ciebie poglądy (w sumie dodałbym jeszcze kilka innych grzechów do tej listy). Problem w tym, że Sieniawka owszem, jest inna i bardziej nowoczesna od tych wszystkich Erratów i Lęków wysokości. Nie jest jednak od nich lepsza.

A tak poza tym - szkoda że Tangerine, jako największy miłośnik filmu dokumentalnego na tym forum, się o tym filmie nie wypowiedział. Ciekawe też, gdzie on (w relacji do wspomnianych (a może też innych) mistrzów) by umieścił film, o którym dyskutujemy.

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 926
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 7 maja 13, 12:33

Powtarzacie uparcie nazwiska austriackich reżyserów, tak jakby zawłaszczyli oni domenę filmu dokumentalnego. Rozumiem, że są Wam znani, bo kręcą dokumenty artystyczne, ale przecież kino dokumentalne to nie tylko filmy artystyczne (a nawet zdecydowana większość z nich nimi nie jest). Ja związków z kinem Geyrhaltera nie widzę - i tematyka inna i stylistyka kompletnie inna. Z Seidlem już prędzej, ale po co sięgać tak daleko? Czy w polskim kinie nie ma dokumentalistów, opowiadających o tego typu ludziach przegranych? Są i to na pęczki. Oprócz wspomnianego już wcześniej przez Jarosza Bławuta wymienić można choćby Ewę Borzęcką ("Oni", "Pekin Złota 83"), Marcina Koszałkę ("Imieniny"), czy Lidię Dudę ("Czuję się bezradna wobec świata, w którym żyją moi bohaterowie"). Od Malaszczaka różnią się tym, że nie mają (w każdym razie w filmach przeze mnie wymienionych) artystycznych pretensji, ale za to opowiadają klarowniej i działają silniej na emocje.

A tangerinowi gratuluję zostania największym miłośnikiem filmu dokumentalnego. Chyba musimy umówić się na ustawkę w czasie NH ;)
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1712
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 7 maja 13, 12:48

Bez obrazy. Moja uwaga o Tangerinie wynika z jego aktywności na forum - być może Ciebie kino dokumentalne jeszcze bardziej interesuje, ale tyle o nim nie piszesz.

A porównywanie do tych Austriaków bierze się głównie z tego, co oglądamy. Jak ktoś stara się nakręcić dokument bardzo "artystyczny", to porównuje się efekt jego pracy z tymi, którzy takie kino próbowali robić przed nim - i tyle. Bo z taką Borzęcką, to film Malaszczaka owszem - ma wspólnych bohaterów, ale na tym raczej kończą się podobieństwa. Ale zgoda, że te jej (ich) filmy są o wiele lepsze, też przez to, że bardziej skupione na ludziach, o których opowiadają, a mniej na sobie.

I jeszcze jedno - ja też (co już wcześniej napisałem) z Geyrhalterem związków nie widzę. Na jego tle (skoro już jego nazwisko zostało wywołane) za to widzę, jak wiele autor Sieniawki musi się jeszcze nauczyć, jeśli chce, jak on, robić kino artystyczne i dokumentalne jednocześnie, ale tak, żeby miało ono ręce i nogi.

sally
 
Posty: 82
Na forum od:
23 gru 12, 16:08

Post 7 maja 13, 13:11

Bardzo jesteście krytyczni :) Ja mam dużo więcej serca do filmu Malaszczaka więc dla równowagi się przyda.
Oglądałam "Sieniawkę" grubo po północy i nie tylko nie zasnęłam i nie wynudziłam się- poruszył mnie ten film bardzo na swój sposób i wywołał wiele skojarzeń. Kilka scen zapada głęboko w pamięć- na przykład taniec starszego pana, wylegiwanie się na ławce, zbiorowe palenie papierosów. Charakterystyczny ruch kamery w scenach z pacjentami wywoływał wrażenie przyglądania się światu z perspektywy jednego z nich, w pozostałych scenach miałam wrażenie rejestrowania miejsc z perspektywy łazika na Marsie (może to chociaż usprawiedliwi obecność kosmity :) ). Popowodziowy obraz Bogatyni nie razi mnie - wydaje mi się prawdą o tym miejscu Anno Domini 2010 i tyle, koresponduje z całością obrazu.
Ogólnie czuję, że ukazany tu świat został potraktowany z dużą życzliwością, przyjaźnią i szacunkiem. I że głównym powodem nakręcenia tego filmu była bardzo emocjonalna potrzeba zachowania w pamięci ludzi, miejsc i atmosfery. Miejsca jak ludzie- też przemijają... Czy to nie jest wystarczająco dobry powód tworzenia filmu? Malaszczak zrobił to bez kompleksów (koniecznie w liczbie mnogiej), jak na dwudziestoparolatka przystało.

Avatar użytkownika
Thane
 
Posty: 1041
Na forum od:
14 lip 07, 9:51

Post 7 maja 13, 15:13

Apel Grzesia nieco podziałał, i dobrze.

Wybacz sally, że równowaga potrwa krótko, ale i ja dorzucę trzy słowa. Skoro rzucacie tutaj tak wieloma nazwiskami to i ja odwołam się do jednego. Gdyby Malaszczak choć trochę spojrzał na temat jak to zrobił Dušan Hanák w Obrazach starego świata film w końcu zyskałby jakikolwiek sens. Film Hanáka ma w sobie wszystko do czego dążył Malaszczak - artyzm połączony z sensem, umiejętną konstrukcję i fenomenalne przedstawienie bohaterów, a co za tym idzie, tytułowych obrazów. Zapewne niektórzy z Was mieli okazję widzieć ten film (6. ENH). A patrząc na Sieniawkę można dojść do wniosku, że to film dla wierzących. Trzeba nam uwierzyć w obraz, który czasem jest całkowicie zbędny, trzeba wierzyć w przekombinowaną historię, wreszcie w zamysł reżysera i sposób portretowania bohaterów. Ja nie wierzę.

Wierzę za to, że Sieniawka jest krokiem w stronę czegoś wartościowego.
"When I'm alone I don't speak..." Tsai Ming-liang

Avatar użytkownika
Jarosz
 
Posty: 1721
Na forum od:
5 cze 07, 7:48

Post 7 maja 13, 16:36

Też chciałbym w to wierzyć :)

Avatar użytkownika
Seblon
NH-Moderator
 
Posty: 1048
Na forum od:
16 lut 07, 14:33

Post 23 maja 13, 16:11

Wywiadu z reżyserem:

http://www.youtube.com/watch?v=G7O3qCn7Dik

Realizacja: Agnieszka Magdziarek i Magda Felis.
20. MFF Nowe Horyzonty, Wrocław, 23 lipca - 2 sierpnia 2020

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 31 maja 13, 13:01

Jako że rozpoczęła się dyskusja o kolejnym filmie, jest to odpowiedni moment, by dorzucić swoje trzy grosze tutaj ;) Niestety nie będą one przesadnie oryginalne, jako że Grzes, doktor i Thane bardzo dobrze oddali nie tylko swoje, ale i moje wrażenia. Ale może najpierw trochę o pozytywach.

Tak jak sally, oglądałem ten film w nocy (z tą różnicą, że zacząłem o drugiej ;)) i też mnie nie zmęczył. Wręcz przeciwnie - ładne zdjęcia, parę momentów zabawy z dźwiękiem, chęć dotarcia do sensu tych dziwnych sekwencji z początku i końca filmu (a także ze środka, jak np. puszczenie jednej sceny od tyłu, co zresztą było słabe - ale o tym za chwilę), to wszystko pozwoliło mi się w "Sieniawkę" wciągnąć. Problem w tym, że reżyser nie chciał dać mi za to żadnej nagrody. Największym problemem filmu Malaszczaka jest bowiem to, o czym pisze Grzes:

Grzes napisał(a):Malaszczak w obraz nie wierzy - żeby opowiedzieć o upadku okolicy musi "zatrudnić" jednego z pacjentów, który wyłoży kawę na ławę.

Ano właśnie - reżyser robi film enigmatyczny, wprowadza do niego członka Daft Punk by podkreślić alienację itp. (początkowo mi się to podobało, ale na końcu było całkowicie zbędne), próbuje opowiadać ledwie szkicując historię, co lubię ("kosmita" -> próba zerwania hełmu -> kaftan bezpieczeństwa; podobała mi się ta sekwencja), ale ostatecznie musi i tak podać wszystko na tacy. Widać to też w scenach bez dialogów, np. w tej, którą puszczono od tyłu - żebyśmy przypadkiem nie zapomnieli, że mówi się tu o przeszłości. Taki zabieg pasuje do reszty scen jak pięść do nosa, jest zbyt efektowny (efekciarski?), by dobrze współgrał z powolną, wyciszoną resztą. Szkoda tej niekonsekwencji.

Grzes napisał(a):Malaszczak w widza nie wierzy - jako ostatnią (z trzech właśnie) musi dodać zupełnie demagogiczną sekwencję popowodziową - demagogiczną, bo nawet najzamożniejszy i najmniej zaniedbany region po powodzi wygląda tak samo - wszędzie będą ruiny, brud, opuszczone domostwa itp.

To dopiero było rozczarowanie. Mam wrażenie, że Malaszczak poszedł tu na łatwiznę - wybrał spektakularne widoki nie zauważając, że za cholerę nie pasują do całości. Chyba że chciał pokazać, jak to jest u nas źle, bo nie ma wałów przeciwpowodziowych. Już pomijam całkowicie niepotrzebne wskazanie konkretnego miejsca (wiem, że wskazuje się je już w tytule, ale film poprowadzony jest tak, że miejsce wydało mi się odrealnione, mogłoby znajdować się wszędzie; dlatego rzucanie nazwami nie było potrzebne).

Thane w ogóle reżyserowi nie wierzy. Ja trochę wierzę, bo widzę, że potrafi skomponować ładną, mającą konsekwentny rytm wizualną układankę. Niestety zabrakło konsekwencji intelektualnej i subtelności.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

tangerine
 
Posty: 1724
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 1 cze 13, 23:21

Wątki poświęcone filmom z Klubu KNH coraz krótsze - to chyba oznacza, że zaczynamy się nawzajem lepiej rozumieć i nie potrzebujemy już tylu słów co dawniej. Co do filmu, to muszę się zgodzić z wcześniejszymi recenzjami: mam wrażanie, że został bardzo dobrze zdekonstruowany. Jak dla mnie film składa się z 3 części: 25 minutowego abstrakcyjnego wstępu, godzinnego rzetelnego dokumentu oraz kilkunastominutowego reportażu po powodzi. Problem wcześniej już zgłaszany: wszystko to razem nijak nie składa się w spójny przekaz. Nawet zapętlenie filmu nie pomaga (powtórne odtworzenie sekwencji początkowej). Wobec tego fragmentu jako widz pozostaję zupełnie obojętny, w mojej ocenie początek ten filmu upoważnia nawet do wyjścia z kina, z uwagi na pełną nieczytelność pod względem fabularnym oraz emocjonalnym, a także względem artystycznym (zdjęcia, dialogi) jest to najsłabszy fragment filmu. Gdy więc rozpoczyna się sekwencja dokumentalna czy jak chcą inni paradokumentalna film zaczyna się w mojej świadomości od nowa, budując znaczenia od zera. I ten fragment upoważnia do zostania w kinie. Są tutaj liczne ujęcia udane, silnie zapadające w pamięć i oddziałujące, jak chociażby scena gry na pianinie, podczas którego kamera pokazuje zanurzonych we własnym świecie pacjentów, kompletnie obojętnych na kakofonię wydobywająca się spod palców szalonego pianisty. To są takie sekwencje w których prawda i absurd koegzystują niczym elementy tego samego ekosystemu. I ja w ten świat wchodzę, on jest dla mnie rozpoznawalny, a zarazem jest on osobny i ukształtowany. Ma swoje cechy i specyfikę, powoli zaczynamy rozumieć jego dynamikę. Tempo narracji wydaje się być więc zupełnie adekwatne do czasu i miejsca, do tematu. Ci ludzie wydają się być na peryferiach życia, także dosłownie - patrząc na miejsce Sieniawki na mapie. I szkoda, że reżyser tego tematu się nie trzymał, wyobrażałbym sobie ten film jako rodzaj "pamięci miejsca i czasu", co się udało np. Seidlowi w filmie z 1992 roku. Odniosłem jednakże wrażanie, że reżyser niezwykłość miejsca dostrzega, ale nie za bardzo rozumie skąd się ona bierze, a w związku z tym szuka dodatkowych zabiegów mających nadać tym scenom zewnętrznych znaczeń. Pisaliście o tym, że reżyser zdaje się nie wierzyć w obraz, ale chyba dla mnie ważniejsze jest że nie wierzy w emocje, nie dostrzega napięcia emocjonalnego w czystej obserwacji, próbuje je podbijać prologiem i epilogiem. O tym pierwszym już wspomniałem, o tym drugim warto powiedzieć, że wbrew głosom kolegów uważam, że sam w sobie materiał ten stanowiący reportaż ze strefy dotkniętej kataklizmem robi na mnie wrażenie, pokazuje inną dynamikę zdarzeń, stanowiąc kontrapunkt dla tego co było pokazane w części środkowej. Przywoływaliście Geryhaltera i ja tez pomyślałem w trakcie seansu o jego kinie, tylko że jako opozycji do strategii artystycznej autora Sieniawki. Geyrhalter nie potrzebuję bowiem żadnych łączników pomiędzy odmiennymi sekwencjami (tematami), a taką rolę ma pełnić człowiek z walizką. Ta ewidentna próba wprowadzenia narracji dramaturgicznej nie przekonuje mnie. Oczywiście eksperymentów na pograniczu fabuły i dokumentu jest coraz więcej, ale ten moim zdaniem nie wyszedł. Przypominam sobie bardziej udane próby chociażby z festiwalu Nowe Horyzonty. A w tym przypadku postawiłbym na film o zjawisku - o fenomenie miejsca - szpitala, bo to wydaje się najciekawsze.

tangerine
 
Posty: 1724
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 1 cze 13, 23:39

doktor pueblo napisał(a):A tangerinowi gratuluję zostania największym miłośnikiem filmu dokumentalnego. Chyba musimy umówić się na ustawkę w czasie NH ;)


Jeśli chodzi o rozmowę o filmach dokumentalnych to ja się piszę na to w 100-procentach. A to co napisał Grzes rozumiem, że wynika z mojej aktywności na forum i promowania tego typu kina (relacje z festiwali, wysokie miejsca w rankingu, a nawet kiedyś uznałem film Gość za najlepszy film na Nowych Horyzontach). Łącznie w kinach oglądam jak mniemam ponad 60 filmów dokumentalnych rocznie (głównie Planete Festiwal, Watch Docs). Staram się nie odpuszczać bez powodu. Dzisiaj na przykład zobaczyłem film z Krakowskiego Festiwalu Filmowego (w kinie Kultura) o Marcie Argerich, zrealizowany przez jedną z jej córek. Bardzo mi się podobał.

Avatar użytkownika
Jarosz
 
Posty: 1721
Na forum od:
5 cze 07, 7:48

Post 2 cze 13, 11:25

tangerine napisał(a):Dzisiaj na przykład zobaczyłem film z Krakowskiego Festiwalu Filmowego (w kinie Kultura) o Marcie Argerich, zrealizowany przez jedną z jej córek. Bardzo mi się podobał.


Czy to nie był przypadkiem ten tytuł zapowiadany w tegorocznej sekcji szwajcarskich dokumentów muzycznych na T-MNH? Bloody Daughter?

tangerine
 
Posty: 1724
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 2 cze 13, 13:19

Jarosz napisał(a):
tangerine napisał(a):Dzisiaj na przykład zobaczyłem film z Krakowskiego Festiwalu Filmowego (w kinie Kultura) o Marcie Argerich, zrealizowany przez jedną z jej córek. Bardzo mi się podobał.


Czy to nie był przypadkiem ten tytuł zapowiadany w tegorocznej sekcji szwajcarskich dokumentów muzycznych na T-MNH? Bloody Daughter?


Hm... to był ten :) , nic nie wiedziałem... było 5 osób na sali, a film piękny, chociaż subtelny, niedopowiedziany, oszczędny w formie...


Powrót do 3. Klub Krytyków Forum NH



cron