Mistrz

Filmy 3.AFF - wypowiedz się!
Avatar użytkownika
aszeffel
NH-Kreator
 
Posty: 2461
Na forum od:
23 mar 06, 11:51

Post 16 lis 12, 7:24

Zastanawiam się, czy "Mistrz" jest w tych filmowych zawodach mistrzostwem. Opinie, które słyszę na nowohoryzontowych korytarzach, powtarzają się - film jest znakomicie zrealizowany i zagrany, ale pozostawia w chłodnym dystansie, nie angażuje. Czasem ktoś dodaje, że ma niedociągnięcia scenariuszowe. No i właściwie, o czym jest ten film? Na jakie pytania chce lub nie chce odpowiedzieć? Czy bardziej pyta o tajemnicę uroku mistrza, czy opowiada o miotającym się w życiu Freddiem, o tym, że do rozwiązania problemów prowadzą bardzo kręte ścieżki, a w gruncie rzeczy wystarczyłoby zamienić kobietę z pisaku (z marzeń) na tę prawdziwą i już, takie proste rozwiązanie. To jest dziwna historia.

ayya
 
Posty: 648
Na forum od:
27 lip 09, 10:52

Post 16 lis 12, 10:13

To jest film o dziwnej, fascynującej zależności między pierwiastkiem naukowym (Dodd) a żywiołem pierwotnym, naturalnym (Freddie), jak oba siebie potrzebują, jak oba nie mogą bez siebie żyć. Świetny jest ten film, utkany z takich delikatnych kontekstów, nienachalnie poetycki, smakowicie klimatyczny.

kovan
 
Posty: 197
Na forum od:
19 wrz 10, 14:19

Post 16 lis 12, 10:37

Dwie główne role męskie są zagrane niesamowicie, zdjęcia piękne, reżyseria mistrzowska, muzyka bardzo dobra, a klimat tamtego okresu cudownie oddany. Dużo pozytywów? Jak najbardziej Ale brakuje tej kropki nad i - i jakaś głębsza treść się w tym wszystkim zgubiła. Kilka wątków/problemów/pytań poruszonych, lecz bez należytego zgłębienia się w żadną z tych poruszonych kwestii. A Anderson i tak pozostaje jednym z najlepszych (a już na pewno jednym z moich ulubionych) działających obecnie twórców.

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 889
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 16 lis 12, 16:29

Dla mnie rozczarowanie. Technicznie film doskonały, ale pozostawia obojętnym; ani nie wywołuje emocji, ani nie skłania do żadnych głębszych przemyśleń.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
eliska
 
Posty: 1903
Na forum od:
24 cze 07, 7:52

Post 17 lis 12, 20:47

dziś jak wracałam z Wrocławia zastanawiałam się, bo podobnie po filmie też czułam pustkę, taki brak pointy, czy czegoś innego - rozczarowanie?...i jak tak się zastanawiałam i pamiętając, ze aktorzy swietni, świetnie poprowadzeni, zdjęcia, muzyka...to reżyser mógł jednak celowo wypracować taką pustkę- ,że moze chciał powiedzieć - po spotkaniu z pseudo wizjonerem, nie spodziewajcie się, ze coś w was zostanie - nic nie zostanie, nic.

kovan
 
Posty: 197
Na forum od:
19 wrz 10, 14:19

Post 18 lis 12, 0:44

eliska napisał(a):dziś jak wracałam z Wrocławia zastanawiałam się, bo podobnie po filmie też czułam pustkę, taki brak pointy, czy czegoś innego - rozczarowanie?...i jak tak się zastanawiałam i pamiętając, ze aktorzy swietni, świetnie poprowadzeni, zdjęcia, muzyka...to reżyser mógł jednak celowo wypracować taką pustkę- ,że moze chciał powiedzieć - po spotkaniu z pseudo wizjonerem, nie spodziewajcie się, ze coś w was zostanie - nic nie zostanie, nic.

Bardzo ciekawa interpretacja, myśląc po seansie o filmie kompletnie nie wziąłem tego pod uwagę. No i teraz już zupełnie nie wiem, co mam sądzić ;)

miecznik
 
Posty: 264
Na forum od:
10 mar 08, 13:41

Post 18 lis 12, 8:31

Członkowie kościoła scjentologicznego czuwali, aby twórca nie uderzał, aż tak mocno w krytyczny ton, tylko pozostawił obraz laurkowaty i przesłodzony.
Widać, że musiały być zmiany w końcówce, skoro tak, bardzo Was to rozczarowuje.

Avatar użytkownika
psubrat
 
Posty: 899
Na forum od:
30 cze 05, 15:47

Post 18 lis 12, 22:33

Może i Anderson zawiódł czyjeś oczekiwania produkując wcześniejsze filmy, które wielu z nas polubiło i stąd uczucie zawodu u osób, które chciały więcej i lepiej. Dla mnie to jego zupełnie inny film, co bardzo cieszy, bo pokazuje jakim jest różnorodnym twórcą i że nie mogę charakteru "Mistrza" wrzucić do jednego worka z pozostałymi filmami tego reżysera, jak jest np. ze stylem braci Coen. Po prostu ten film może nie został przez Was uznany za idealny, ale dla mnie on stoi na równi z innymi jego tytułami, jako kolejny, inny wyczyn. Nie potrafię się tu dobrze wysłowić, mam wrażenie, że ten film jest zrobiony trochę właśnie na przekór oczekiwaniom, Anderson podąża dalej swoją ścieżką. A że komuś zabrakło puenty czy mocnego akcentu w scenariuszu? Moim zdaniem puenta jest przepięknie zaakcentowana niekoniecznie w ostatnich scenach filmu. Mocne i poruszające. Przy okazji, może trochę na wyrost, ale "Biała wstążka" też pozostawiała pewien niedosyt po projekcji.
"let's just imitate the real, until we find a better one..."

plum_plum
 

Post 18 lis 12, 22:42

psubratowi przybijam piątkę, ma rację

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1296
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 20 lis 12, 21:14

A ja przybiję piątkę elisce, zresztą nie po raz pierwszy ;) Genialna uwaga, co prawda ja nie miałem wrażenia pustki (o czym poniżej), ale zmyślność tej interpretacji mnie powaliła :)

Nie zgadzam się natomiast z ayyą - ten film rzeczywiście jest trochę o rywalizacji i kooperacji pierwiastka naukowego z "pierwotnym" (w pewnym sensie metoda naukowa jest jak najbardziej pierwotna :)), ale ta naukowość w żadnym wypadku nie jest reprezentowana przez Dodda. To przecież on wścieka się, gdy Mose i Helen zadają mu kłopotliwe pytania i to on nie chce dopuścić do żadnego rzeczywistego testu swoich teorii (oczywiście dlatego, że są one nietestowalne, czyli nienaukowe), czyli reprezentuje postawę doskonale antynaukową, bardziej religijną, jeśli zechcemy nadać temu słowu pejoratywny odcień.

Napisałem, że nie miałem wrażenia pustki - wydaje mi się, że "Mistrz" ma jednak temat przewodni, który po prostu czasem ginie pod warstwą innych idei, co zresztą poczytuję filmowi za wadę. Temat ten, jak sądzę, można wyrazić w następujący sposób: każdy z nas poszukuje przystani, każdy chce w coś wierzyć, ale niestety żadna przystań nie jest możliwa, bo żaden Mistrz nie różni się od poddanego. Tak bowiem jak Freddie jest gwałtowny, pije i myśli głównie o seksie, tak Dodd jest niemal całkowicie kontrolowany przez żonę (to dopiero ciekawy wątek, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę czas akcji) a w głowie mu głównie uciechy cielesne, włącznie z piciem i kobiecym ciałem. Nie różnią się wcale tak bardzo ci nasi bohaterowie.

Wątek ten ma, jak sądzę, drugi aspekt, który można podsumować mniej więcej tak: "Mistrz" to film dla libertarian i, ewentualnie, anarchistów :) Jeśli spojrzymy na proces "leczenia" Freddiego jako na metaforę procesu wszelkiej socjalizacji, to zobaczymy, że tak jak Dodd jest tylko guru jakiejś tam sekty, tak żaden porządek społeczny nie jest absolutny, każdy ustrój jest "dzieckiem" procesu historycznego i być może jedynym dobrym wyjściem jest zrezygnowanie z ustroju w ogóle - co szczególnie objawia się, gdy Dodd mówi Freddiemu, żeby sobie poszedł, a jak nauczy się żyć bez jakiegokolwiek mistrza (czy będzie nim dyktator, czy demokratyczna większość), niech objawi to niezwykłe osiągnięcie każdemu. W pewnym sensie byłaby to więc pochwała gwałtowności i niepokorności bohatera, przywodzącego tym samym na myśl kreacje Jamesa Deana.

Fajnie napisał psubrat, że puenta została zaakcentowana niekoniecznie na końcu. Jedną z kluczowych scen wydaje mi się ta z jazdą motocyklem do określonego punktu na pustyni. Skoro to gra, to chyba ktoś powinien wygrać, nie? Ale jak wygrać, skoro każdy wybiera inny punkt, a więc jedzie na inny dystans, a do tego nikt nie mierzy czasu? Tak samo, jak bezcelowa (co nie znaczy, że całkowicie bezsensowna, jak sądzę) jest taka gra, tak samo bezcelowe jest poszukiwanie stałej przystani, czy to prywatnej, czy politycznej.

Aspekt pierwszy to oczywiście nic specjalnie nowego, za to drugi wydaje mi się bardzo ciekawy. Jednak nawet jeśli uznamy oba za cokolwiek wtórne, to sposób, w jaki zostały zaprezentowane (zdjęcia, aktorstwo), wystarcza mi do uznania filmu za bardzo dobry. Bo, w gruncie rzeczy, co nowego można powiedzieć po ponad 100 latach kina i 2500 latach filozofii? Szkoda tylko, że Anderson zdecydował się na włączenie do filmu wielu innych pytań, skrawków całej masy innych wątków i idei, przez co, jak pisałem, czasem jest tego za dużo i główne pytania gdzieś się chowają.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

ej
 

Post 21 lis 12, 0:27

Mrozikos667, nie przesadzaj tak z ty ekscytowaniem się komentem eliski :))) pewnie i trochę racji ma, być może sporo ludzi tak odebrało ten film i pozostało z takim odczuciem, ale z drugiej strony, powiedzmy sobie szczerze - tego rodzaju mechanizm, opisany w filmie, zwykle i w sposób typowy prowadzi do dokładnie takiej konstatacji, moim zdaniem to modelowa próba interpretacji, co nie znaczy, że pozbawiona słuszności :))

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1296
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 21 lis 12, 0:39

Ok, być może, ale jakoś do tej pory takiej nie spotkałem :P Poza tym jasne, że "mechanizm opisany w filmie" może prowadzić do takiej konstatacji, ale na poziomie fabuły. Typową strategią twórcy byłoby po prostu pokazanie rozczarowania bohatera, czy coś w tym stylu. Tu była mowa o tym, że sam film jest o niczym, tak więc są to rozważania, że tak powiem, z metapoziomu, a to już wyższa szkoła jazdy.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

ej :)))
 

Post 21 lis 12, 0:46

Mrozikos667, bardzo mi się podoba ta perspektywa metapoziomu :))0

Avatar użytkownika
eliska
 
Posty: 1903
Na forum od:
24 cze 07, 7:52

Post 21 lis 12, 7:57

Mrozikos :))) dziękuję. Ej - Tobie też dziękuję, aczkolwiek ...:)

ja, do swojego wniosku, nie doszłam po samym obejrzeniu filmu, a po przeczytaniu artykulu w wyborczej na temat Mistrza - gdzie autor zastanawia się czy odczucia po filmie są niedostatkiem scenariusza, czy zamiarem ? Przy róznych filmach czasem zastanawiamy się nad tym - kwestia zaufania reżyserowi - że był świadomy co robi - mi wyszło, że był świadomy. Tak więc nie struktura filmu była inspiracją do takiej treści, więc chyba nie tak modelowo, ej ?

Avatar użytkownika
psubrat
 
Posty: 899
Na forum od:
30 cze 05, 15:47

Post 21 lis 12, 7:59

Nie chodziło mi o puentę rzekomo w scenie jazdy motocyklem, ale bardziej o scenę rozmowy z matką Doris. Właściwie wtedy następuje załamanie bohatera, bo w sumie, moim zdaniem, jedyna rozsądna przystań dla Freddiego, została zaprzepaszczona trzema latami w jakiejś durnej sekcie. I dlatego właściwie spotykając się z Doddem ponownie Freddie już reprezentuje totalnie odwrotną postawę wobec guru, właściwie pozostanie przy nich nie ma najmniejszego sensu.
"let's just imitate the real, until we find a better one..."

Avatar użytkownika
aszeffel
NH-Kreator
 
Posty: 2461
Na forum od:
23 mar 06, 11:51

Post 21 lis 12, 9:02

"jedyna rozsądna przystań" od początku była iluzją i Freddie podczas rozmowy z matką Doris to sobie uświadamia, co więcej -jak mi się wydaje- gdyby nie trafił na trzy lata do sekty, trafiłby gdzie indziej, to nie ma większego znaczenia, z jednej strony wygodnie, z drugiej dramatycznie jest podtrzymywać iluzję daleko od przystani

Avatar użytkownika
psubrat
 
Posty: 899
Na forum od:
30 cze 05, 15:47

Post 21 lis 12, 12:22

Niekoniecznie iluzją, skoro ciągle o niej myśli, ale pogubiony w poszukiwaniach absolutu, dopiero po czasie zdaje sobie sprawę, że nie tam należało szukać. Taki jest mój odbiór.
"let's just imitate the real, until we find a better one..."

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 889
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 21 lis 12, 14:00

Interpretacja eliski zgrabna, ale jak dla mnie troszkę naciągana. O film, po którym nic nie zostaje w głowie, nie tak trudno; trudno więc uznać mi to za poważny zabieg artystyczny. Zresztą ten film ma puentę na końcu, problem w tym, że ona jest banalna (lepszy wróbel w garści...) i pewnie dlatego obrońcy filmu wolą szukać właściwego zakończenia wcześniej.

Ja nie neguję, że Anderson mógł mieć w filmie coś ciekawego do powiedzenia i stąd podrzucane przez Was tropy brzmią sensownie. Problem tylko w tym, że mnie to wszystko kompletnie nie obeszło. Film się oglądało przyjemnie, bo bez wątpienia zrealizowany jest mistrzowsko, ale po wyjściu z kina nie miałem najmniejszej ochoty nad nim myśleć. Kompletnie mnie nie ruszył, nie zaintrygował itp. Bardziej intrygujące niż cały ten film są Wasze posty na jego temat.
Ostatnio edytowano 21 lis 12, 19:21 przez doktor pueblo, łącznie edytowano 1 raz
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
psubrat
 
Posty: 899
Na forum od:
30 cze 05, 15:47

Post 21 lis 12, 14:42

To znaczy, że jest o czym rozmawiać, a w przypadku wielu filmów to już coś. I nie mam potrzeby bronienia czegoś na siłę, po prostu uważam, że to dobry film.
"let's just imitate the real, until we find a better one..."

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1296
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 21 lis 12, 19:17

psubracie, Ty masz swoją scenę, ja mam swoją :P Choć oczywiście Twoja też była w kontekście całości bardzo ważna, to jakoś za najważniejsze uznałem inne. Jestem też w stanie zrozumieć doktora - spośród osób, które znam, po seansie niejedna miała podobne wrażenie, więc coś może być na rzeczy. W każdym razie - mnie się podobało.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

hermanstopek
 
Posty: 66
Na forum od:
29 lip 12, 1:31

Post 21 lis 12, 23:48

Niewątpliwie zaletą "Mistrza" jest jego enigmatyczność, a co za tym idzie wielość możliwych interpretacji. Film Andersona można m in. odczytać jako próbę nakreślenia postępującej fascynacji na Świecie w XX w. ( np po I Wojnie Światowej - faszyzm, narodowy socjalizm; po II WŚ - komunizm w państwach europy wsch), ideami totalitarnymi, opartymi na pseudonaukowych teoriach. Ideami,które u zarania wydawały się zabawno-dziwaczne, nie mające większych szans na szerszy społeczny odzew, a z czasem tworzące na różne sposoby zbrodnicze systemy, podporządkowując umysły obywateli, tworząc z nich gorliwych albo przynajmniej wyrachowanych, cynicznych wyznawców "nowej wiary".

takie_tam
 

Post 24 lis 12, 22:18

Fajnie pisze o "Mistrzu" A.Prodeus na stopklatce, w sumie nic odkrywczego i wywrotowego, ale czytajac miałam wrażenie, że siedzę na fotelu w sali kinowej obok kumpelki, która pewne rzeczy podobnie odbiera

takie_tam
 

Post 24 lis 12, 22:36

grrrr, w fotelu

takie_tam
 

Post 29 lis 12, 7:23

Dobra, przynudzam, ale warto polecić naprawdę świetny tekst J.Majmurka na stronie KP - oczywiście odnośnie "Mistrza"

tangerine
 
Posty: 1708
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 27 sty 13, 11:47

aszeffel napisał(a):"jedyna rozsądna przystań" od początku była iluzją i Freddie podczas rozmowy z matką Doris to sobie uświadamia, co więcej -jak mi się wydaje- gdyby nie trafił na trzy lata do sekty, trafiłby gdzie indziej, to nie ma większego znaczenia, z jednej strony wygodnie, z drugiej dramatycznie jest podtrzymywać iluzję daleko od przystani


paradoks polega na tym, że on potrzebował tych trzech lat, żeby przepracować swoje traumy i być gotowym do podjęcia decyzji o związku z Doris. w tym znaczeniu mamy do czynienia z beznadziejną sytuacją. oczywiście gdyby się zdobył na związek - terapię przeszedłby w jego ramach - pytanie czy Doris by wytrzymała w roli psychoterapeutki.

Sam film mnie zawiódł chociaż postać wykreowana przez J. Phoenixa wydaje mi się niezwykle trafna i ważna. Trochę jednak scenariusz jest za bardzo komiksowy. Może za dużo perspektywy guru, który nie ma wiele do powiedzenia i nawet nie wiadomo czy wciąż jest liderem organizacji Sprawa czy stał się zakładnikiem swojego zaplecza. Wokół niego gromadzą się ludzie którzy udają że wierzą w głoszone przez niego abstrakcje i z biegiem filmów wprost totalne brednie. On sam udaje, że nie widzi że oni udają. Może tylko tyle, że on jest równie niezłomny i niezależny jak główny bohater, ale wolał się schować przed "większymi" mistrzami w roli "guru". Teraz to nie on jest podporządkowany, może robić co chce. W ostatniej scenie dostrzega porażkę - człowiek który wydawał się łatwym celem okazał się mądrzejszy od nich wszystkich. To on skorzystał na tym układzie, a nie oni. I to jest trudne do zaakceptowania.

Problem tego filmu polega na tym, że faktycznie scenariusz nie jest najlepszy. Reżyser nie wydobył najciekawszych tropów intelektualnych z wykreowanej sytuacji.

pi65
 

Post 31 sty 13, 17:12

Ostatnim stwierdzeniem ostatni komentujacy powalił to, o czym wcześniej pisał i z czym można było ewentualnie podyskutować tudzież wdać się w spór, na nie opinia

Avatar użytkownika
wks
 
Posty: 599
Na forum od:
1 lut 09, 16:38

Post 31 sty 13, 19:38

pi65 napisał(a):Ostatnim stwierdzeniem ostatni komentujacy powalił to, o czym wcześniej pisał i z czym można było ewentualnie podyskutować tudzież wdać się w spór, na nie opinia

???


Powrót do Moje własne Idaho