The Artist is Present

Filmy 12.T-MNH - wypowiedz się!
MK
 
Posty: 896
Na forum od:
26 gru 04, 10:41

Post 20 lip 12, 23:41

Graco polecam, jeszcze jeden seans pozostal, wiec kto moze, niech nie przegapi.
zalaczam link do portretow wszystkich osob, ktore wziely udzial w performansie. Zauwazycie pewnie kilka znanych twarzy, niektore sie powtarzaja. Jeden z uczestnikow przyszedl 21 razy!
http://www.flickr.com/photos/themuseumo ... 741486824/
MK

Avatar użytkownika
aszeffel
NH-Kreator
 
Posty: 2575
Na forum od:
23 mar 06, 11:51

Post 21 lip 12, 0:09

ja się wybieram

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 21 lip 12, 7:49

A ja wcale tak gorąco nie polecam. Do połowy seansu myślałem, że film będzie świetny, ale potem z dwóch powodów się rozczarowałem. Po pierwsze, reżyser przeoczył płaszczyznę dla mnie niesamowicie interesującą, a mianowicie to, jak sam występ Mariny w filmie jest dodatkowym performance'em, w którym prezentuje swój performance - taki performance w performance'ie jak film w filmie, zachęcający do poważnych pytań o związki tych dwóch form sztuki, a przy okazji do głębszego wniknięcia w sztuczność obserwowanej przez nas Mariny, która ledwie została zauważona (ta sztuczność). Po drugie, i dużo gorsze, BARDZO nie podobało mi się wypraszanie ludzi, którzy próbowali przed Mariną założyć sobie coś na głowę albo się rozebrać (ależ ta dziewczyna była rozczarowana, aż mi się przykro zrobiło) - moim zdaniem jest to zabójcze dla tej sztuki ograniczenie płaszczyzny dialogu artysty z widzem, zagranie bezpieczne ograniczające ekstremalność sztuki, która przecież z założenia ma być ekstremalna. Niech Marina zmierzy się z tym widzem, który też ma coś do zaproponowania - czy to nie byłoby dużo ciekawsze? Szczególnie że ci ludzie nie wiedzieli, że nie można dołożyć swoich trzech groszy. Tak więc błąd jest podwójny - Mariny, że sprowadziła widza do roli obiektu (gdyby chociaż podawano taką informację przed wejściem!) i reżysera, że uciekł od problemu i nie zadał pytania dotyczącego tego ograniczenia.

Przy tym nie był to zły film, a tylko dzieło o niewykorzystanym potencjale - starsze prace artystki są absolutnie fenomenalne, a i dynamiczny, nowoczesny sposób ich przedstawienia wciąga. Tym bardziej szkoda tych niedoróbek.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
aszeffel
NH-Kreator
 
Posty: 2575
Na forum od:
23 mar 06, 11:51

Post 21 lip 12, 21:41

a czy nie sądzisz, że widz miał się właśnie poczuć jak obiekt, skoro była nim Marina i dopiero wobec tego powinowactwa wchodzić z nią w relację?

wzruszył mnie Ulay, który chodził i oglądał swoje życie (życiosztukę), wystawione w galerii, miał, oboje mieli nietęgie miny, to jednak trochę dziwne, w ogóle to dałam się wciągnąć w tę sytuację, choć sam dokument Akersa jest klasyczny (zabrałabym na niego moją mamę) - to wszystko jest takie "amerykańskie" - ale Marina podczas swojego performensu wydaje się niezwykle poruszająca

Avatar użytkownika
AK
 
Posty: 168
Na forum od:
1 mar 05, 21:01

Post 28 lip 12, 23:41

Mrozikos667 napisał(a):Po drugie, i dużo gorsze, BARDZO nie podobało mi się wypraszanie ludzi, którzy próbowali przed Mariną założyć sobie coś na głowę albo się rozebrać (ależ ta dziewczyna była rozczarowana, aż mi się przykro zrobiło) - moim zdaniem jest to zabójcze dla tej sztuki ograniczenie płaszczyzny dialogu artysty z widzem, zagranie bezpieczne ograniczające ekstremalność sztuki, która przecież z założenia ma być ekstremalna. Niech Marina zmierzy się z tym widzem, który też ma coś do zaproponowania - czy to nie byłoby dużo ciekawsze? Szczególnie że ci ludzie nie wiedzieli, że nie można dołożyć swoich trzech groszy. Tak więc błąd jest podwójny - Mariny, że sprowadziła widza do roli obiektu (gdyby chociaż podawano taką informację przed wejściem!) i reżysera, że uciekł od problemu i nie zadał pytania dotyczącego tego ograniczenia.

Nie bardzo rozumiem w jaki sposób jest to zarzut do filmu. Pokazał on to przedsięwzięcie takim jakim było. Reżyser filmu nie reżyserował performance'u. Twórcy filmu odnieśli się do takich prób co najmniej neutralnie. Zdaje się, że ta dziewczyna, która próbowała się rozebrać została wcześniej przedstawiona kiedy stała w kolejce jako również aspirująca do artystki performance. W tle usłyszeliśmy też okrzyki w stylu "pozwólcie jej usiąść". To, że jej nie pozwolono możesz oceniać jak chcesz, nie ma narzuconego rozstrzygnięcia.

Avatar użytkownika
PaniKazia
 
Posty: 26
Na forum od:
21 lip 12, 22:38

Post 29 lip 12, 3:33

jestem na tak, zdecydowanie:)

mam banalna, damska zagwozdke, ona ma 63 lata??!!

Avatar użytkownika
eliska
 
Posty: 1924
Na forum od:
24 cze 07, 7:52

Post 29 lip 12, 18:20

Jeden z najważniejszych dla mnie filmów. Bardzo mnie wzruszył ludzką stroną. Też sam performance - zaskakujące były dla mnie łzy ludzi siadających na przeciw. Czemu mnie to wzruszało nie wiem do tej pory.
Cudowna Marina - niech ma 63 lata, niech jest ostrzyknięta botoksem, po raz pierwszy mnie to nie razi, bo widzę tylko ją człowieka, kobietę, artystkę. Nie liczy się jak wygląda, bo jest niezwykła.
Zarzut Mrozikosa ładnie podważył AK i Aszffel. Może mi zabrakło jedynie odniesienia się Mariny do tych sytuacji. Ale....przecież jako autorka i bohaterka projektu nie musi się tłumaczyć. Może konteksty autorskie ludzi były by ciekawe, jednak nie można było wiedzieć, czy oni nie chcą się autolansować kosztem Mariny. Może dlatego im niewolno było. Trzeba też brać poprawkę, że ona tak długo to prowadzila, ze miała prawo narzucić swoją formułę.

tangerine
 
Posty: 1723
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 29 lip 12, 20:40

eliska napisał(a):Zarzut Mrozikosa ładnie podważył AK i Aszffel. Może mi zabrakło jedynie odniesienia się Mariny do tych sytuacji.


Hm... Dzieło sztuki powinno być pod kontrolą artysty... Prostota tego performancu zostałaby zniweczona przez eskalację kreatywności widzów, gdyby nie było jasnych, klarownych reguł.

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 30 lip 12, 14:30

Cieszę się, że obejrzałem ten film, bo słabo znałem wcześniej twórczość i postać Mariny Abramovic. Jej charyzma i siła po prostu powala. Co do samego filmu natomiast, to mam jeden zarzut. W trakcie przygotowań do przedstawianego w filmie performancu w MoMA pojawia się pomysł, żeby znajomy Mariny, iluzjonista, porąbał ją na koniec na kawałki. Pomysł ten ostatecznie odrzucają (na szczęście!) słusznie twierdząc, że byłoby to podważenie sedna sztuki Mariny, która całe życie była "prawdziwa", a nie trickowa. Uważam podobnie i dlatego nieco mi przeszkadzało, że ten dokument był zrealizowany tak nowocześnie, dynamicznie pomontowany itp. Po co? Sztuka Mariny broni się sama i obroniłaby się sama, sięganie po sztuczki jest niepotrzebne. Niepotrzebne były też niekończące się wypowiedzi przyjaciół i ekspertów o tym, jaką to cudowną artystką jest Marina. Czy my nie widzimy tego sami i trzeba nam to w kółko powtarzać? Postacią Mariny jestem więc zachwycony, ale samą reżyserię oceniam tak sobie.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 30 lip 12, 22:47

AK napisał(a):
Mrozikos667 napisał(a):Po drugie, i dużo gorsze, BARDZO nie podobało mi się wypraszanie ludzi, którzy próbowali przed Mariną założyć sobie coś na głowę albo się rozebrać (ależ ta dziewczyna była rozczarowana, aż mi się przykro zrobiło) - moim zdaniem jest to zabójcze dla tej sztuki ograniczenie płaszczyzny dialogu artysty z widzem, zagranie bezpieczne ograniczające ekstremalność sztuki, która przecież z założenia ma być ekstremalna. Niech Marina zmierzy się z tym widzem, który też ma coś do zaproponowania - czy to nie byłoby dużo ciekawsze? Szczególnie że ci ludzie nie wiedzieli, że nie można dołożyć swoich trzech groszy. Tak więc błąd jest podwójny - Mariny, że sprowadziła widza do roli obiektu (gdyby chociaż podawano taką informację przed wejściem!) i reżysera, że uciekł od problemu i nie zadał pytania dotyczącego tego ograniczenia.


Nie bardzo rozumiem w jaki sposób jest to zarzut do filmu. Pokazał on to przedsięwzięcie takim jakim było. Reżyser filmu nie reżyserował performance'u. Twórcy filmu odnieśli się do takich prób co najmniej neutralnie. Zdaje się, że ta dziewczyna, która próbowała się rozebrać została wcześniej przedstawiona kiedy stała w kolejce jako również aspirująca do artystki performance. W tle usłyszeliśmy też okrzyki w stylu "pozwólcie jej usiąść". To, że jej nie pozwolono możesz oceniać jak chcesz, nie ma narzuconego rozstrzygnięcia.


aszeffel napisał(a):a czy nie sądzisz, że widz miał się właśnie poczuć jak obiekt, skoro była nim Marina i dopiero wobec tego powinowactwa wchodzić z nią w relację?


Nie mogę się z Wami zgodzić. @aszeffel: Marina była tu jednak innym "typem obiektu" niż jej widzowie. Widz nie mógł nic, Marina w każdej chwili mogła podnieść rękę i delikwenta wyprowadzano. Pełna kontrola. A to oznacza bezpieczeństwo, które wg mnie podważa ekstremalność tego performance'u - oczywiście nie postuluję, by artystka miała narażać życie, ale sytuacje przedstawione w filmie nie były tego typu. Niech pokaże, że sobie radzi także wtedy, gdy coś jest niezaplanowane. Lub też niech ogłosi przed performance'em, jakie konkretnie są zasady (żeby była jasność - jej poprzednie przedsięwzięcia były genialne - chodzenie po Murze Chińskim, tego nie da się zapomnieć!). @AK: Oczywiście zarzut ograniczenia kontaktu z widzem nie jest zarzutem wobec reżysera. Zarzutem wobec niego, o czym wspomniałem, jest to, że nie podjął tego wątku, który wg mnie narzuca się z pełną wyrazistością. Tak więc albo świadomie zagrał on asekurancko, nie chcąc zadawać swej gwieździe trudnych pytań na temat jej sztuki, albo chwilowo oślepł i zwyczajnie nie zauważył problemu, który ja uznałem za oczywistą oczywistość.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
psubrat
 
Posty: 906
Na forum od:
30 cze 05, 15:47

Post 31 lip 12, 11:09

Mrozikowi głównie, ale też innym, polecam krótki dokument o przygotowaniach Mariny do performance'u. Podważa zarzut o ograniczenie jego wykonania w stosunku do wcześniejszych dzieł. Tam naprawdę chodziło, żeby stworzyć coś z niczego, z samego spojrzenia, ale Mrozik tego nie kupuje...
http://www.youtube.com/watch?v=4J75bEjp_f0
"let's just imitate the real, until we find a better one..."

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 31 lip 12, 12:29

Obejrzałem i, prawdę mówiąc, nie wiem, w jaki sposób miałoby się to odnosić do mojej wątpliwości - czy dążenie do tworzenia czegoś z niczego podważa konfrontacyjny charakter tego performance'u? A czy konfrontacja nie ma sensu tylko wtedy, gdy obie jej strony mają mniej więcej równe szanse? Inna rzecz, że znów rozmawiamy o samym performance'ie, a to jest mniejszy problem, bo nie dotyczy samego filmu, dla którego problemem jest niezwrócenie uwagi na trudność, którą widzę w ostatnim przedsięwzięciu Mariny.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
eliska
 
Posty: 1924
Na forum od:
24 cze 07, 7:52

Post 31 lip 12, 12:35

Mrozikos :))) czepialski, posiedź Ty 3 miesiące na krześle z szufladką, to sam nie zechcesz, żeby ktoś do Ciebie choć mrugnął ;)))

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 31 lip 12, 12:58

Wtedy na pewno nie zechcę, ale ja nie jestem taki ekstremalny ;) Od osoby, która się biczuje i wycina sobie pentagram na brzuchu można oczekiwać więcej niż od takiego leszcza jak ja ;) A czepiam się prawdopodobnie dlatego, że do pewnego momentu film bardzo mi się podobał, stąd tak duże rozczarowanie jego rozwinięciem.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 31 lip 12, 15:51

Niedopuszczanie do konfrontacji było całkiem zrozumiałe. Chodzi nie tylko o to, że wyprowadziłoby to Marinę z kruchej równowagi, ale też i o to, że stworzyłoby to okazję dla różnej maści artystów i pseudoartystów do promowanie siebie i swoich perfomanców kosztem Mariny. A przecież kompletnie nie o to w tym projekcie chodziło. Chodziło o nawiązanie żywego kontaktu z człowiekiem, mimo braku słów, poprzez samo spojrzenie. Niesamowite, że to się w tak wielu przypadkach udało.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
eliska
 
Posty: 1924
Na forum od:
24 cze 07, 7:52

Post 31 lip 12, 15:59

ja odebrałam jak Ty

tangerine
 
Posty: 1723
Na forum od:
13 lip 07, 5:38

Post 31 lip 12, 18:04

to tak jakby wystawić obraz z możliwością domalowywania czegokolwiek... po kilku dniach już by nie istniał...

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 31 lip 12, 18:57

Tyle tylko, że obraz nie umożliwia bezpośredniego kontaktu z twórcą, więc to jednak nie to samo. Poza tym powtarzam - ludzie, np. ta dziewczyna, która chciała się rozebrać, byli bardzo zaskoczeni i rozczarowani tym, że się ich wyprowadza, a reżyser w ogóle nie pomyślał o pociągnięciu tego wątku. Problem, jaki mam z performance'em, jest inny niż ten, jaki mam z samym filmem.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 31 lip 12, 19:08

Mrozikos667 napisał(a):Poza tym powtarzam - ludzie, np. ta dziewczyna, która chciała się rozebrać, byli bardzo zaskoczeni i rozczarowani tym, że się ich wyprowadza, a reżyser w ogóle nie pomyślał o pociągnięciu tego wątku.

No ale co z tego, że była rozczarowana? Dwie łzy na jej policzku mają dla Ciebie większą wagę niż potencjalne rozwalenie czegoś co kosztowało Marinę niesamowitą ilość wysiłku? Z tego co było widać w filmie, organizatorzy wyraźnie mówili każdej osobie, że zabronione jest cokolwiek, co mogłoby rozproszyć Marinę, w tym jakiekolwiek wypowiedzi czy gwałtowne ruchy. Może i ta dziewczyna była tak naiwna, że sądziła, że rozebranie się nie podchodzi pod gwałtowne ruchy i była rozczarowana, ale że i Ty tak sądzisz, to mnie jednak zadziwia.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 31 lip 12, 19:13

Nie, z tego, co pamiętam, o tym zaczęli mówić dopiero po tym, jak pojawiły się tego typu osoby. Jeśli mylę się co do tego, to zarzuty rzeczywiście stają się słabsze, ale raczej nie spałem na seansie ;)
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 31 lip 12, 19:19

Widzę też, że rzeczywiście zwracamy uwagę na różne aspekty tego performance'u - Wy mówicie raczej o planowanej statyczności i nieruchomości jako jedynych jego cechach, natomiast ja cały czas miałem przed oczami konsekwentnie (auto)kreowaną wizję Mariny jako artystki ekstremalnej. I choć w jednym wymiarze - w tym, o którym piszecie - był to niewątpliwie performance ekstremalny, to jednak z wymienionych wyżej względów pod innymi względami był bezpieczny, i to stoi jak dla mnie w ostrym kontraście do ogólnej kreacji artystki i osłabia efekt końcowy.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
eliska
 
Posty: 1924
Na forum od:
24 cze 07, 7:52

Post 31 lip 12, 19:31

wg Ciebie osłabia, a wg. mnie jednak nie i powiem, ze po przemysleniu jakoś wolę wersję Mariny, niż wariacje ludzi, które z tych pokazanych byly kiczowate i dalekie od sztuki...bo co niby miala Marina zrobić z pomysłem rozbierającej sie dziewczyny, albo co miala zrobić z facetem z obrazkiem na twarzy ?

a jeszcze - b. mi się podoba porównanie tangerina

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 31 lip 12, 19:33

To jest właśnie ekscytujące pytanie - co Marina może zrobić w takiej sytuacji? Czy jest na tyle opanowana, by niewzruszenie kontynuować? Wyprowadzanie ludzi jest proste. Poza tym granica między tym, co jest kiczowate i dalekie od sztuki, a tym, co sztuki bliskie, jest jednak bardzo płynna.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 31 lip 12, 19:55

Sorki, ale kompletnie nie kupuję Twojego podejścia. To może i fajnie byłoby zobaczyć, co by było gdyby ktoś zepchnął Marinę z chińskiego muru, albo co by było, gdyby ktoś zaczął gasić ogień, gdy Marina leżała w pentagramie? Bez sensu.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 31 lip 12, 20:54

No ale przecież w poprzednich projektach widz był tylko widzem, a nie uczestnikiem (poza tym, gdzie mogli ją nawet zastrzelić - i to było mocne). Było to jasno określone i przebieg performance'u mnie nie dziwił, a tutaj bardzo się zdziwiłem, gdy tak bezpardonowo tego faceta wynieśli.

Chyba że powiemy sobie, że to właśnie w tym ostatnim przedsięwzięciu widz miał się stać prawdziwym widzem i jedynie, ale z filmu się tego nie dowiedziałem.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 923
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 1 sie 12, 10:45

To jest ciekawy problem. Wydaje mi się, że widz miał w tym ostatnim projekcie taki pośredni status, tj. był po części uczestnikiem, ale o mocno ograniczonych prawach.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
Jarosz
 
Posty: 1719
Na forum od:
5 cze 07, 7:48

Post 7 sie 12, 10:31

Z innej beczki: film Marina Abramović: The Artist is Present wygrał właśnie plebiscyt publiczności festiwalu Dwa Brzegi.

http://www.dwabrzegi.pl/wyniki-plebiscytu-publicznosci-2/


Powrót do Ścieżki..., podwójne ślady...



cron