Kuichisan

Filmy 12.T-MNH - wypowiedz się!
Avatar użytkownika
Thane
 
Posty: 1041
Na forum od:
14 lip 07, 9:51

Post 26 lip 12, 8:08

Z małym opóźnieniem, kilka słów o filmie Kuichisan.

Odbieram go jako swoisty esej o końcu świata, końcu symbolicznym. Dla mnie to skrupulatnie uporządkowany strumień świadomości, dający widzowie wiele wskazówek oraz tropów interpretacyjnych. Koniec świata miałby nastąpić za sprawą ostatecznej konfrontacji tradycji z nowoczesnością. Ci którzy choć trochę interesują się tamtym regionem świata, mają świadomość, w jak krótkim czasie nowoczesność wkroczyła w życie społeczeństwa zachowujących wiekowe tradycje i wierzenia. W Kuichisan jest to wyraźnie widoczne. Okinawa, ze względu na swoje bogactwo kulturowe i jego specyfikę (nawet z azjatyckiego punktu widzenia) stanowi idealne miejsce „końca”.

Zbudowany na kontrastach, począwszy od płaszczyzny fabularnej (przeplatające się sceny związane z tradycją i nowoczesnością: analogicznie, na jednej z ulic odbywa się pochód ku czci zmarłym, ulicę dalej młodzież w rytmach szybszej muzyki wykonuje akrobację na rowerze) poprzez warstwę wizualną (taśma czarno-biała przez większość filmu jest zarezerwowana dla „tradycji”, kolor to nowoczesność) na sprzecznościach w poszczególnych segmentach skończywszy. Chłopiec, który zostaje ogolony niczym „mnich” jest przedstawicielem tradycji, wkraczającym do świata nowoczesności. Sprzeczność jawi się tutaj za sprawą telefonu komórkowego (wynalazek nowoczesności), który mnich nosi na szyi.

Prócz znakomitej muzyki, film proponuje wiele symboli domagających się rozszyfrowania. Świetnym przykładem jest scena, gdzie grupka dzieci, przebranych w dziwne stroje, odprawia rytuały (np. „taniec”) by przygotować się do końca świata, również scena na plaży kwalifikuje się pod ten schemat znaczeniowy. Kolejną znakomitą sceną jest chwila kiedy mały mnich po tym jak odwiedzał „nowoczesny świat” nie potrafi porozumieć się ze swoimi rówieśnikami (scena z „a, e, yy, oo, uu” ;) ). Świadczy to o niemożności zatrzymania przenika się tradycji i nowoczesności. Mnich zostaje „zarażony” nowoczesnością i nie jest w stanie skomunikować się z kimś wychowanym w duchu tradycji.

Ukazanie rozziewu i ostatecznego starcia można też dostrzec tutaj dzięki pojawiającym się co jakiś czas ogłoszeniom, reklamom, zachęcającym do głosowania na partię demokratyczną. Poglądy tej partii nie są ukierunkowane jednoznacznie, co jest oczywiście determinowane tym, by pozyskać większy elektorat (czyli by zarówno zwolennicy tradycji i nowoczesności znaleźli coś dla siebie).

(Jeśli nie oglądałeś, nie czytaj poniżej – spoiler!) ;).

Konstrukcja ostatnie sceny jest świetnie pomyślana – mały mnich wyrzuca książkę, którą miał za sobą niemal cały czas. Można tę scenę odczytać w dwojaki sposób. Być może mały mnich wędrując poprzez nowoczesny świat, notując jakimi rządzi się prawami, ucząc się go. Wyrzuca książkę ponieważ są one dla niego nie do przyjęcia. Inne rozwiązanie, niestety bardziej prawdopodobne, to, mały mnich noszący ze sobą książkę „ze starego świata”, ze świata tradycji, która w jakiś sposób może ten świat określać lub być wyznacznikiem zasad tamtych czasów. Na wielu płaszczyznach tradycja przegrywa z nowymi zasadami, a mały mnich wyrzucając książkę manifestuje odrzucenie starych zasad...

28 lipca o 16:00 do kina marsz! :).
"When I'm alone I don't speak..." Tsai Ming-liang

Avatar użytkownika
psubrat
 
Posty: 906
Na forum od:
30 cze 05, 15:47

Post 26 lip 12, 23:04

Dzięki Thane!
"let's just imitate the real, until we find a better one..."

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 28 lip 12, 16:47

Niby to wszystko, o czym pisze Thane, w tym filmie jest, ale mimo wszystko nie uważam go za dobry. Ciąg obrazów rzeczywiście jest w miarę uporządkowany - co ciekawe, często za pomocą dźwięków, gdy np. jedna piosenka wybrzmiewa w wizualnie niepowiązanych scenach - ale czasem ciągłość jest zaburzana. Nie jestem w stanie stwierdzić czy celowo, czy jednak przez nieumiejętność zapanowania nad materiałem. Generalnie obok opowieści o konfrontacji tradycji z nowoczesnością odczytuję "Kuichisan" przede wszystkim jako osobiste wyznanie reżysera, pokazującego widzom, co z całego oferowanego przez świat bogactwa najbardziej zapadło mu w pamięć, poruszyło, a przez to jest warte pielęgnacji (ocalenia?) w obliczu zbliżającego się końca świata. Jest to całkiem interesujący koncept, ale zdecydowanie lepiej wypadłby w krótkim metrażu - jeśli 76-minutowy film cierpi na "syndrom niekończącej się opowieści", to naprawdę nie jest dobrze. Już po 30 minutach miałem wrażenie, że reżyser przekazał cały swój "message", ale za wszelką cenę zależało mu na zrobieniu pełnego metrażu. Od tego momentu zaczęła się równia pochyła, szczególnie że kamera szalejąca bardziej niż u Grandrieux nie ułatwia widzowi zadania i zmęczyła mnie niemożebnie. Tak więc: do pomysłu odnoszę się przychylnie, lecz wykonanie okazało się nieznośne.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 922
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 30 lip 12, 14:17

A mi się film podobał nawet bez rozszyfrowania tych wszystkich wątków i symboli, o których pisze Thane (dzięki!). Podobał mi się jako sam film, jako obraz plus dźwięk; po tym co napisał Thane z chęcią obejrzę go jeszcze raz.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)


Powrót do Ścieżki..., podwójne ślady...



cron