Florentina Hubaldo, CTE

Filmy 12.T-MNH - wypowiedz się!
Avatar użytkownika
Grzes
 
Posty: 1705
Na forum od:
28 mar 09, 0:13

Post 22 lip 12, 8:24

W programie festiwalu napisane jest, że Diaz bywa porównywany do Tarra i Angelopoulosa. Pewnie na wyrost. Sądząc po Florentinie nie jest podobnym perfekcjonistą jak oni. Filmowi wiele można zarzucić (prawdę mówiąc, bez trudu można by o nim napisać tekst podobny do (nie)sławnej recenzji (czy raczej opisu katusz recenzenta) Melancholii z Nie). Wiele rozwiązań stylistycznych jest co najmniej arbitralne, film ma niewątpliwy nadmetraż (nie dlatego, że trwa 6 godzin, ale dlatego, że można by go bez straty dla efektu, jaki wywołuje, skrócić do 3-4 (zwłaszcza przycinając początek i końcówkę)). A jednak, mimo wszystkich braków, film zrobił na mnie olbrzymie wrażenie. Hipnotyzuje, skłania do myślenia i porusza, czyli wszystko, czego możemy oczekiwać od wielkiego kina. Zdecydowanie polecam (choć zapewniam, że w trakcie tych 6 godzin bez przerwy organizm będzie się nie raz i nie dwa razy burzył) - dla mnie jak dotąd odkrycie festiwalu.

Avatar użytkownika
doktor pueblo
 
Posty: 922
Na forum od:
21 lip 08, 14:29

Post 22 lip 12, 10:38

Dla mnie na razie najlepszy film obejrzany na festiwalu. Ze znużeniem nie walczyłem (jeśli już to z zimnem), 6 godzin przeleciało znacznie szybciej niż sądziłem. I nawet rozumiem po co tyle godzin. Historia rzeczywiście prosta, ale dzięki bardzo długiemu metrażowi wchodzimy w nią, w tragedię bohaterki, w jej nieznośną monotonię i brak nadziei, niemal czujemy rozpacz Florentiny. No chyba że wcześniej uśniemy.
"I do not care to belong to a club that accepts people like me as members." (Groucho Marx)

Avatar użytkownika
psubrat
 
Posty: 906
Na forum od:
30 cze 05, 15:47

Post 22 lip 12, 23:33

Ależ się z przedmówcami rozmijam strasznie. Ale jak to na nowych horyzontach, wszystkiego trzeba spróbować samemu.
"let's just imitate the real, until we find a better one..."

Licorne
 
Posty: 15
Na forum od:
4 lip 11, 23:16

Post 31 lip 12, 17:28

Dla mnie najlepszy film na festiwalu. Nie czułam znużenia, zmęczenie pewnie tak, na pewno przegrzanie. Ostatnią godzinę oglądałam w niezwykłym napięciu, najdoskonalsza część filmu i idealnie dopracowane zakończenie (tzn trwające godzinę :)). Fenomenalna rola Hazel Orencio, nie wiem czy kiedyś widziałam trudniejszą do zagrania rolę, wbijająca w fotel podczas każdego monologu, nie widziałam ani jednej drobnej sztuczności, zawahania się, jej gra była tak rzeczywista, tak silna, naturalna jakby film był dokumentem, szczególnie ta myśl mną wstrząsnęła przy ostatniej scenie. Niezwykle prawdziwe oddanie traumy, choroby, nicości w człowieku. To ciągłe powtarzanie swojego imienia i kilku faktów z życia było niebywałem aktem siły i odwagi, skytą działalnością wywrotową, ona mówiąc o SOBIE wynurzała się z jakiejś ciemnej otchłani, z niepamięci, w którą wrzuciła ją nienawiść, każąc zapomnieć o wszystkim co jest NIĄ, co do niej należy, czysta nienawiść, czyste zło... Film mógłby sobie trwać jeszcze z parę godzin, przy każdej scenie pod koniec bałam się że to może ta ostatnia... Zdziwiły mnie trochę reakcje innych, ja po seansie chciałabym zadać reżyserowi dziesiątki pytań, ale byłam tak wymęczona, że zdołałabym pewnie powiedzieć tylko "Booooli mnie głowa" (faktycznie mnie bolała, dostałam gorączki i musiałam wrócić do domu). Nie wiem co sądzić o samym Diazie, nakręcił jeden film genialny, drugi film bardzo słaby - co ja mam o nim myśleć? Byłam też na spotkaniu w Teatrze Lalek, sprawiał wrażenie osoby, która myśli więcej niż chce powiedzieć, trzeba było z niego wyciągać zdania. Może to bariera językowa, nie wiem. Jest jeden sposób, żeby się dowiedzieć - retrospektywa albo kolejne pokazy specjalne za rok :D Ale cieszę się, że są tu osoby, którym też się film podobał.

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 31 lip 12, 19:10

Było dobrze, ale zachwytów nie rozumiem (choć w porównaniu do żenującego CoB "Florentina" to zaiste arcydzieło) - ostatnie ok. półtorej godziny można by bez żalu wyrzucić (poza genialnym, poruszającym ostatnim monologiem), np. sekwencja błąkania się po mieście nie wniosła do filmu nic, ponieważ doskonale wiadomo było, jak się zakończy, a ani psychologii postaci, ani złożoności wydarzeń nie pogłębiała w żaden sposób. Dlatego film oceniam jako długi dla samego bycia długim, a to w żadnym wypadku nie jest komplement.

Jednak mimo tych problemów film przez większość czasu oglądało się dobrze. Pomagały w tym doskonałe momentami zdjęcia, szczególnie w scenach niemych. Natomiast przeszkadzał fakt, że pan Diaz najwyraźniej nie potrafi dobrze przygotować dźwięku do swoich filmów. Choć nie było tak tragicznie jak w CoB, gdzie bez powodu niektóre sekwencje były bardzo głośne, a inne bardzo ciche, to i tak momentami dało się usłyszeć oddech operatora, a nawet jakieś trzaski ruchomych części kamery.

Tym niemniej widać, że Lav Diaz miał tu coś ciekawego do powiedzenia, a jego opowieść o współczesnych Filipinach wciąga na tyle, że uznaję film za ciekawe doświadczenie.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
paNMieczyslaw
 
Posty: 256
Na forum od:
10 cze 05, 8:48

Post 31 lip 12, 20:09

Pour moi również najlepszy film na festiwalu. Początkowo obawiałem się, że mój zachwyt to taki syndrom sztokholmski wobec 6 godzinnego kata, ale po drugim filmie Diaza, który rozczarował, mogłem już spojrzeć na Florentinę z odpowiedniej perspektywy.

Najbardziej ujęły mnie sceny nieme, po prostu wbiły w fotel, albo raczej przeniosły w myśli bohaterki. Podobnie ostatnia scena monologu. Też narzekałem na scenę błąkania się po mieście, ale po pewnym czasie i ona wydaje mi się niezbędnym elementem układanki. Do tego prawdziwie płd-wsch azjatycka scena z gekonem, jako wisienka na torcie.

Ja nie odniosłem wrażenia, by długość filmu była celem samym w sobie, dla mnie była po prostu czytelną konsekwencją podejścia reżysera, że przyzwyczajenie do 90-120 minut nie może ograniczać wolności artysty, film ma trwać tyle, ile potrzeba na opowiedzenie danej historii.

To z pewnością nie jest film do jednokrotnego obejrzenia, więc zanim rzucimy kamieniem w którąś ze scen, obejrzyjmy go raz jeszcze, a może i kolejny. Dlatego też... ŻĄDAMY retrospektywy Diaz'a za rok! A jeśli się nie doczekamy, to osobiście usiądę przed Heliosem i będę non stop intonował pieśń z Century of Birthing, i to z taką ekspresją, że to wykonanie ucznia po śmierci Ojca, będzie się wydawało bezduszną recytacją.

Avatar użytkownika
Mrozikos667
 
Posty: 1309
Na forum od:
3 sie 08, 11:11

Post 31 lip 12, 20:57

Ja tam żadnej jego retrospektywy nie żądam :P

Choć muszę przyznać, że "Florentina" miała dodatkowy, bezcenny walor edukacyjny - wszyscy już wiemy, jak robi gekon.
Każdy film musi mieć początek, środek i zakończenie. Choć niekoniecznie w tej kolejności. Jean-Luc Godard

Avatar użytkownika
vifon00
 
Posty: 345
Na forum od:
23 sty 12, 13:41

Post 31 lip 12, 22:36

Retrospektywa Diaza...Świetny pomysł, dziesięć dni festiwalu, siedemnaście fabuł, w tym duża część ponad pięcio - sześcio godzinnych. I najlepiej zmiana nazwy na Lav Diaz New Horizons.

Avatar użytkownika
paNMieczyslaw
 
Posty: 256
Na forum od:
10 cze 05, 8:48

Post 1 sie 12, 7:05

Oj no przecież nie sam Diaz, ja dałbym jeszcze Rohmera :-)

Avatar użytkownika
vifon00
 
Posty: 345
Na forum od:
23 sty 12, 13:41

Post 1 sie 12, 7:42

O! Rohmer, świetny pomysł, jestem za.

Avatar użytkownika
m4ro
 
Posty: 437
Na forum od:
27 lip 10, 0:33

Post 30 sie 13, 2:02

Ten film był niesamowity.

Nie widziałem żadnych filipińskich filmów przed tym - ten był pierwszy. Nie wiedziałem czego się spodziewać. Teraz po obejrzeniu paru innych, także Diaza, mogę powiedzieć że ten film jest wyjątkowy.

Nawet nie zasnąłem. W ogóle nie chciało mi się spać. Chociaż w połowie filmu zgubiłem wątek i jakoś nie mogłem powiązać wszystkich wydarzeń w logiczną całość. Jednak pod koniec nie było z tym już problemu.
Forma filmu robi niesamowite wrażenie. Na pewno nie oglądałbym go w domu, ani jeśli byłby podzielony na części. To pewnie możliwość obejrzenia go jednym ciągiem w sali kinowej tak działa. Nie uważam żeby był za długi. Czasem półtoragodzinny film może się wydawać za długi. Tutaj czas nie miał znaczenia. Podczas filmu nie myślałem o tym czy to druga godzina filmu czy może już czwarta. Te sceny z Florentiną tańczącą w deszczu... W czasie oglądania może wydawały się niepotrzebne, ale po obejrzeniu całości, doskonale pasowały.
Najlepsze w tym filmie było to, że ci ludzie się nigdzie nie spieszą! To było piękne. Ten film był jak przyjemny sen.

Po prostu muszę go obejrzeć jeszcze raz. Poproszę o retrospektywę Diaza na ENH.
Wszystko, co się wydarzyło, zostało sfilmowane. A jeśli zostało sfilmowane, znaczy, że to prawda.


Powrót do Ścieżki..., podwójne ślady...



cron