Outsiderzy: James Benning i Richard Linklater

Odpowiedz

To pytanie służy do uniemożliwienia automatycznego wysyłania formularza przez boty spamujące.


BBCode jest wyłączony
Uśmieszki są wyłączone
Przegląd wątku

Stowarzyszenie Nowe Horyzonty z siedzibą w Warszawie przy ul. Ludwika Zamenhofa 1, 00-153 Warszawa będzie przetwarzać Pana/i dane osobowe w celu realizacji umowy o świadczenie drogą elektroniczną usług forum. Podanie danych osobowych jest dobrowolne. Przysługuje Panu/i prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.

Akceptuję regulamin Forum Nowe Horyzonty.
   

Rozszerz widok Przegląd wątku: Outsiderzy: James Benning i Richard Linklater

eliska » 28 paź 13, 21:43

W 2005 roku podczas swojej pierwszej edycji NH po raz pierwszy zobaczyłam filmy, które zmieniły absolutnie moją perspektywę oglądania filmów. Pierwszym filmem minimalistycznym, który z trudem przebrnęłam, nie spodziewając się, że jednym z najważniejszych widzianych w ogóle będzie 13 jezior Benninga. Nie myślałam, że film może być taki ! - bez fabuły, bez muzyki, bez bohaterów, ról pierwszoplanowych, czy dalszych. Ten film bardzo mnie uwrażliwił, sensorycznie bym to nazwała, na szczegóły. Byłam zaskoczona.

Teraz podczas AFF miałam wyjątkową okazję zobaczyć film, w którym m. in Benning opowiada czym się kieruje, co dla niego jest ważne itp, przy kręceniu filmów. I słuchając tego, obserwując nie byłam rozczarowana. Potwierdziło mi się tylko jak bardzo świadome jest to kręcenie.
Do tego interesująco zestawiony z Linklaterem, całkiem odmiennym, ale też wrażliwym, świadomym, zakochanym w swoim zawodzie drugim bohaterem, tego dokumentu.

Film, zrobiony z ludzkim podejściem, bez kompleksów, a zainteresowaniem.
Bardzo świetny dokument :)

aszeffel » 24 paź 13, 22:08

Jak na razie mój numer 1 festiwalu. Świetna rzecz!

Film zrobiony przez twórcę, który rozumie kino (jest krytykiem i nauczycielem, to wiele tłumaczy), jest świadomy swoich posunięć. Film jest lekki, a jednocześnie pełen interesujących spostrzeżeń, które chciałoby się ukraść, wziąć dla siebie. Do wielokrotnego oglądania. Podporządkowany bohaterom, ale pokazujący własną interpretację ich twórczości. Paradoksalny, bo prezentuje dwie kompletnie różne osobowości, także twórcze. Dwa bieguny, które spotykają się dzięki sztuce i posługując się tym "sztucznym" językiem, znajdują autentyczną bliskość. W procesie. Klinger ustala między nimi równowagę, skupiając się na podobieństwach, ale też jakby nakładając na siebie charakterystyczne dla nich formy. Trochę w tym zabawy, wiele skupienia. Jestem przekonana, że już za chwilę filmoznawczą pisaninę, która jest nie do czytania, zastąpią tego rodzaju filmowe eseje.

do zobaczenia jeszcze jutro:
http://www.americanfilmfestival.pl/film.do?id=7023

ps. film Klingera szczególnie powinna zobaczyć Léa Rinaldi, reżyserka gniotącego w bok reportażu "Za plecami Jima Jarmuscha", spuszczam zasłonę.

Góra

cron