Talerz i łyżka

Odpowiedz

To pytanie służy do uniemożliwienia automatycznego wysyłania formularza przez boty spamujące.

Uśmieszki
:D :) :( :o :shock: :? 8) :lol: :x :P :oops: :cry: :evil: :twisted: :roll: :wink: :!: :?: :idea: :arrow: :| :chaplin: :marilyn: :zadowolony: :mickey:
BBCode jest włączony
[img] jest włączony
[flash] jest wyłączony
[url] jest włączony
Uśmieszki są włączone
Przegląd wątku

Stowarzyszenie Nowe Horyzonty z siedzibą w Warszawie przy ul. Ludwika Zamenhofa 1, 00-153 Warszawa będzie przetwarzać Pana/i dane osobowe w celu realizacji umowy o świadczenie drogą elektroniczną usług forum. Podanie danych osobowych jest dobrowolne. Przysługuje Panu/i prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.

Akceptuję regulamin Forum Nowe Horyzonty.
   

Rozszerz widok Przegląd wątku: Talerz i łyżka

m4ro » 28 lis 11, 3:42

ayya napisał(a):Powiem na razie tylko: cudo! dla takich rzeczy przyjeżdżam na ten festiwal.

Ja również :)

To najlepszy film w tym roku na AFF. Chętnie bym jeszcze raz obejrzał... albo polecił znajomym... Ale coś nie zanosi się żeby wyszło na DVD... film pokazywany tylko na kilku festiwalach... Szkoda że dobre filmy można obejrzeć tylko raz... a tych kiczowatych, których nikt nie chce oglądać jest wszędzie pełno

Thane » 26 lis 11, 18:07

tangerine napisał(a):Ja też wolę żywe koty, które chadzają własnymi ścieżkami...


Takie ze złamaną nóżką? ;)

psubrat napisał(a):O ile miałbym się wypowiadać o gustach przyjaciół z forum, z którymi się rozmijam lub zgadzam, to Thane jest dla mnie scharakteryzowany jako masakra azjatycka


Znaczy ładniejsza wersja naczelnego perwera? :D.

A co do samego filmu to (o zgrozo!) ja też lubię takie produkcje, a Greata Gerwig jako aktora mocno przykuwa uwagę. Akurat w tej produkcji jej postać w zasadzie pasuje do tego o czym pisze Agnieszka, ale bynajmniej nie poczytuję tego jako wadę. Ta rola świetnie kontrastuje z jej wcześniejszymi występami u Swanberga. Za to już w Damsels in Distress (autorskie tłumaczenie Jarka, czyli Damzele w Distresie przypadło mi do gustu ;) ) podobała mi się mniej, ale to też chyba wynika z charakteru samego filmu.

Prawdą jest, że w tym film jest coś uroczego (nie słodkiego, błagam! ;) ), 4 panie z którymi byłem na seansie były po projekcji bardzo zadowolone.

psubrat » 21 lis 11, 23:26

I to właśnie wśród forumowiczów jest fajne, każdy ma swoje gusta i słabostki, każdy kompletnie inne...

ayya » 21 lis 11, 23:21

ale ja nie ukrywam, że lubię ładne, romantyczne filmy:) ale też znowu nie wszystkie:>

psubrat » 21 lis 11, 21:13

O ile miałbym się wypowiadać o gustach przyjaciół z forum, z którymi się rozmijam lub zgadzam, to Thane jest dla mnie scharakteryzowany jako masakra azjatycka, Jarosz jako fan kuriozum a ayya jako wielbicielka poniekąd ckliwych produkcji. Bez uszczypliwości, po prostu się Kaśka z Tobą tu rozmijam. :-D

ayya » 21 lis 11, 0:55

Ja jeżdżę na festiwale dla dobrych filmów - ten bym do tej grupy jak najbardziej zaliczyła, ale sam fakt, że The Dish & The Spoon to ścisła czołówka moich najlepszych, festiwalowych filmów nie za dobrze świadczy o programie tegorocznego AFF.

tangerine » 20 lis 11, 23:51

Ja też wolę żywe koty, które chadzają własnymi ścieżkami...

psubrat » 20 lis 11, 22:56

Bardzo wymowny tytuł recenzji, tylko nie dla misiów pluszowych na festiwale jeżdżę... Ziew.

michuk » 19 lis 11, 21:23

... a pełna recenzja ayyi do przeczytania tu: Kino o właściwościach pluszowego misia.

miecznik » 19 lis 11, 20:05

Podobała mi się tylko Greta, która wkurzała się na męża przez telefon. Reszta do wyrzucenia i zapomnienia. Najsłabszy film konkursowy jaki widziałem, ale widząc, że widzów było sporo, to może być zwycięzca. Dziewczyny będą na to głosować "szóstkami", bo lubią takie ckliwe, romantyczne włóczęgowanie i bełkotanie pary młodych ludzi. Może nawet jakąś głębię wychwycą. Ależ ile można oglądać Elizabethown-opodobnych filmów?

ayya » 18 lis 11, 23:44

Greta w tym filmie jest akurat znakomita. Pięknie przechodzi od szaleństwo do bycia zabawną. Chemii między bohaterami nie ma, bo i być nie mogło, bo film nie miał być romansem, zaś chłopiec z Anglii był kimś w rodzaju terapeuty i gdy spełnił swoją rolę odszedł bez słowa. Mi ta cała opowieść przypomina trochę takie ruchome zdjęcia z wakacji, gdzie właśnie żyje się trochę w zawieszeniu, a czas spędza się na słodkim nic-nie-robieniu lub robieniem totalnych pierdół. Sam film to taka błahostka, ale widać, że zrealizowana z sercem i uczuciem, więc ja ją kupuję bez dwóch zdań.

aszeffel » 18 lis 11, 22:19

tak, pisałam o postaci, że słoniowata i głupawa

Grzes » 18 lis 11, 22:07

"Dziecko i zwierzę zawsze ukradnie ci show", jak mawiał W.C. Fields. Olly Alexander może jest uroczy i świetny w tym filmie, ale właśnie "jest" - nie ma tu mowy o aktorstwie, tylko o byciu - nie wiem, czym aż tak się zachwycać. Z drugiej strony ja też nie wiem na czym polega "fenomen Grety Gerwig", ale wcale się nie spodziewam tego zrozumieć po obejrzeniu jednego filmu. Zresztą widziałem (zaraz po tym filmie) "Noce i weekendy" Swanberga, i tam wcale nie wydała mi się "słoniowata i głupia" - może tak była pomyślana poprostu jej postać. Po tych dwóch filmach nie mam żadnej pewności, ale jestem w stanie uwierzyć w ten "płonący dom amerykańskiego aktorstwa".

A sam film, rzeczywiście uroczy. Ale jednocześnie nie pozostawiający (przynajmniej we mnie) raczej śladu na dłużej. Taki do szybkiego zapomnienia. Do tego w zamierzeniu to taki film, w którym nastrój (a więc obraz i dźwięk) ma odgrywać dużą rolę i (chyba) kręcony na cyfrowym wideo, co dla mnie dosyć kiepsko współgra ze sobą.

aszeffel » 18 lis 11, 21:38

ale ten tytuł jest też metaforą, że do siebie pasują, że z siebie nawzajem jedzą, stanowią zgrany tandem jak talerz (naczynie) i łyżka do niego, i tu mam wątpliwość, czy faktycznie pasują, czy faktycznie jedzą, wątpliwość potwierdzoną zresztą przez reżyserkę, która jest (nie bez powodu) Ollym Alexandrem zachwycona, bo to uroczy chłopak, a ona pokazuje go wyjątkowo - w zbliżeniach, jego szczupłą sylwetkę, rozwiane włosy, wielkie oczy i karminowe usta, a obok niego ta "przyciężkawa amerykańska dziewucha" Greta Gerwig, niby "płonący dom" amerykańskiego aktorstwa, nie rozumiem kompletnie jej fenomenu, postać słoniowata i głupawa, pozbawiona wdzięku, reżyserka przyznała, że Greta odmówiła filmowego romansu z Ollym, dlatego zmieniła scenariusz, żadnej tu chemii z jej strony nie było, ona Olly'ego używa, raz świadomie, innym razem nieświadomie, gra nim jak piłką. Ale film się udał, niby nic, a jednak coś.

ayya » 18 lis 11, 14:42

Powiem na razie tylko: cudo! dla takich rzeczy przyjeżdżam na ten festiwal.

Natomiast tytuł jest chyba źle przetłumaczony, bo odnosi się do prezentu, który chłopak zostawia Rose - była to łyżeczka i kubek (filiżanka?), a nie talerz. Dish jako naczynie.

Góra

cron