"Jezus Chrystus Zbawiciel"

Odpowiedz

To pytanie służy do uniemożliwienia automatycznego wysyłania formularza przez boty spamujące.


BBCode jest wyłączony
Uśmieszki są wyłączone
Przegląd wątku

Stowarzyszenie Nowe Horyzonty z siedzibą w Warszawie przy ul. Ludwika Zamenhofa 1, 00-153 Warszawa będzie przetwarzać Pana/i dane osobowe w celu realizacji umowy o świadczenie drogą elektroniczną usług forum. Podanie danych osobowych jest dobrowolne. Przysługuje Panu/i prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.

Akceptuję regulamin Forum Nowe Horyzonty.
   

Rozszerz widok Przegląd wątku: "Jezus Chrystus Zbawiciel"

Roman Gutek » 21 mar 08, 20:52

"Jezus Chrystus Zbawiciel" to niemiecki dokument, który jest zapisem monologu / performance Klausa Kinskiego z listopada 1971 roku. To był zdecydowanie najważniejszy film tegorocznego festiwalu w Berlinie. Nie ze względu na filmową robotę, bo to po prostu poprawna rejestracja, ale ze względu na Kinskiego i wplyw tego zdarzenia na publiczność i skrajne reakcje tejże publicznosci na słowa artysty (w berlińskiej Deutschlandhalle było wówczas dwadzieścia tysięcy widzów). Występ Kinskiego pokazuje jak duże znaczenie mieli wówczas (przełom lat 60-tych i 70-tych) twórcy, którzy swoimi dziełami wpływali na ludzi i zmieniali rzeczywistość. Siła tego spektaklu pokazuje miałkość wspólczesnej kultury. Na tegoroczne berlinale trafiły słabe filmy w których występowali znani aktorzy, którzy zgodzili pojawić się w Berlinie. Madonna zrobiła słaby film, ale była w Berlinie i jej zdjęcia trafiły na pierwsze strony gazet. To nie filmy są najważniejsze a cała medialna zadyma...

Wracając do filmu "Jezus Chrystus Zbawicie" przypomniałem sobie o książce Klausa Kinskiego "Ja chcę miłości!" (wydana w Niemczech w 1991 roku, w Polsce w 1992 przez wydawnictwo Da Capo). Polskie tłumaczenie tytułu nie jest najlepsze. W oryginale tytuł brzmi "Ich brauche Liebe" co tłumaczy się "Potrzebuję miłości!" i co jest bliższe życiu Kinskiego. Długo nie moglem tej ksiązki znaleźć, ale jakież było moje zdziwienie kiedy kilka dni temu zacząłem czytać pierwsze zdania. Postanowiłem je dzisiaj (Wielki Piątek) przytoczyć:

- Poszukuje się Jezusa Chrystusa. zawod: robotnik. Miejsce zamieszkania: nieznane. Bezwyznaniowiec. Bezpartyjny. Nie występuje publicznie. Poszukiwany jest oskarżony o kradzież, uwodzenie nieletnich, bluźnierstwo, profanację światyń, znieważanie urzędów, lekceważenie prawa, obcowanie z dziwkami i kryminalistami...
Ktoś na widowni zaczyna rozróbę. Nie widzę faceta. reflektory oślepiają - wszystkie skierowane są na mnie (...).
Czego on chce? Zgrywa ważniaka? Tu nie jest nic ważne, poza tym, co mówię. Jestem tu, żeby opowiedzieć najbardziej poruszającą historię w dziejach ludzkości: historię życia Jezusa Chrystusa.
Nie, nie tego Jezusa ze szpetnych kolorowych obrazków. Nie tego o chorobliwie żółtej skórze, z którego obłąkane społeczeństwo zrobło największą kurwę wszechczasow, perwersyjnie wlokąc za sobą na krzyżach jego padlinę. Nie mowię o boskiej paplaninie, o placzliwych pieśnich kościelnych. I też nie o tym Chrystusie, którego zgniłe pocałunki brytalnie budzą dziewczynki przed pierwszą komunią z lubieżnych snów, by potem umierały ze wstydu i obrzydzenia.
Mowię o innym człowieku: niespokojnym, tym co każe nam się zmieniać - teraz i zawsze! O poszukiwaczu przygod, nieustraszonym, wolnym. O tym najbardziej nowoczesnym z ludzi, ktory raczej pozwoli się zmasakrować, niż zgnije żywcem razem z innymi. Mówię o tym człowieku, ktory jest taki, jakimi sami byśmy chcieli być. Ty i ja
.

Góra