River of Fundament

Odpowiedz

To pytanie służy do uniemożliwienia automatycznego wysyłania formularza przez boty spamujące.


BBCode jest wyłączony
Uśmieszki są wyłączone
Przegląd wątku

Stowarzyszenie Nowe Horyzonty z siedzibą w Warszawie przy ul. Ludwika Zamenhofa 1, 00-153 Warszawa będzie przetwarzać Pana/i dane osobowe w celu realizacji umowy o świadczenie drogą elektroniczną usług forum. Podanie danych osobowych jest dobrowolne. Przysługuje Panu/i prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.

Akceptuję regulamin Forum Nowe Horyzonty.
   

Rozszerz widok Przegląd wątku: River of Fundament

m4ro » 16 wrz 16, 19:25

Na początku chciałbym skomentować stronę techniczną filmu: obraz i dźwięk naprawdę robiły wrażenie.
Obraz bardzo wyraźny, w wysokiej rozdzielczości, na dużym ekranie i zdecydowanie lepszy od dowolnej sali w KNH (nawet 1).

Dźwięk: sala główna NFM jest tutaj numerem jeden we Wrocławiu jeśli chodzi o dźwięk. Kilkanaście głośników i czysty, przestrzenny dźwięk. Najlepiej było to można usłyszeć na napisach końcowych (gdzie już prawie nikt nie został na sali) - słychać było każdy pojedynczy dźwięk dobiegający z różnych głośników, z różnych części sali.

Teraz rozumiem dlaczego tyle zachodu z tym, że technicy od Barneya sprawdzają i akceptują sale. Oglądanie tego na małym ekranie / w złym miejscu byłoby bez sensu, skoro reżyser włożył tyle pracy w dźwięk i obraz.

Myślę, że sala NFM świetnie nadaje się na pokazy filmowe i byłoby super, gdyby odbywały się tu pokazy festiwalowe. Jest duża, jest świetny obraz i dźwięk i z każdego miejsca właściwie dobrze się ogląda (sprawdzałem różne części sali). Siedzenia może nie nadają się do spania (jak w Termosie), ale nie powiedziałbym, żeby były niewygodne.

A co do samego filmu... to był po prostu nudny. No chyba nie powiecie, że nie był? Nie, że żałuję że oglądałem, czy coś takiego. Cieszę się, że miałem okazję zobaczyć coś takiego, bo taka okazja już by się nie powtórzyła. Film jest niepowtarzalny.
Reżyser włożył w niego dużo pracy i wizualnie był dobry, ale był po prostu nudny...

Nie był za długi. Tym bardziej, że były długie przerwy i można było rozprostować nogi, więc odczucie jest takie jakby oglądało się trzy filmy pod rząd.

Dialogi były właściwie tylko w pierwszym akcie, w drugim było trochę śpiewania, a w trzecim już niewiele jednego i drugiego. Myślałem, że film będzie bardziej muzyczny, że będzie dużo śpiewania. Jak na operę to było tego niewiele.

Jeśli chodzi o muzykę, to w pierwszym akcie była wyraźna, słyszalna. Nie wiem, czy później jej było mniej, czy ja jej nie słyszałem. Jak dla mnie, to w tym filmie muzyka powinna grać pierwszoplanową rolę, a na pewno tak nie było.

Bardzo dużo osób nie dotrwało do końca filmu. Myślę, że po każdym akcie wychodziło ok. połowy osób (niewiele w trakcie, raczej w czasie przerwy). To dziwne, że najwięcej osób wyszło po pierwszym akcie, mimo że "sceny do wychodzenia" rozgrywały się dopiero w trzecim ;-)

Chociaż wiele granic zostało przekroczonych, to River of Fundament nie wzbudził we mnie emocji.
Po tym filmie zastanawiam się, czy jest (będzie) coś w kinie, czego jeszcze nie widziałem...

e. » 2 sie 16, 10:01

Również jestem wdzięczna organizatorom za możliwość obejrzenia tego niesamowitego widowiska. Fakt, byłam już trochę zmęczona i trudno było spokojnie wysiedzieć sześć godzin na twardym krzesełku, ale jakoś dałam radę :D

Było warto! Nie żałuję ani minuty!
No może trochę rozczarowała mnie ta osławiona "rzeka fekaliów", jakaś taka za rzadka, dużo wody i mało treści :lol:

A co do wprowadzenia – od razu zaznaczę, że nie jestem fanką wprowadzeń jako takich – przypominało czytanie w kościele. Kto wie, może to był zamierzony efekt, ale mi osobiście nie przypadł do gustu. Osobom świadomym na co idą nie było potrzebne, a nieświadomych nie miało szansy przygotować…

doktor pueblo » 1 sie 16, 16:17

ayya napisał(a):Obstawiam, że w jedynce, gdzie ekran jest większy niż był w NFM i gdzie jest nagłośnienie DS, efekt byłby równie dobry. Nie sądzę, że w przypadku filmu, gdzie muzyka nie jest grana na żywo (a NFM zostało zaprojektowane na takie wydarzenia właśnie), tylko leci z głośników różnica między NFM a DS w kinie ma większe znaczenie.


Obstawiam, że się na kwestiach akustycznych nie znasz, bo mylisz się w tej sprawie fundamentalnie. Takiego brzmienia jakie było w NFM nie da się uzyskać w KNH.

tolok » 1 sie 16, 14:44

Szczególnie z pierdzącym głośnikiem na sali 1 :)
Akurat akustyka sali ma też duże znaczenie.

ayya » 1 sie 16, 13:58

doktor pueblo napisał(a):Bez wątpienia było to artystyczne wydarzenie. Pomysł, by pokaz odbył się w NFM (mimo niewygodnych siedzeń) zdecydowanie uzasadniony: świetny obraz (mimo nieco za małego ekranu) i fantastyczny dźwięk, a to przecież w przypadku dzieła Barneya kluczowa sprawa.


Obstawiam, że w jedynce, gdzie ekran jest większy niż był w NFM i gdzie jest nagłośnienie DS, efekt byłby równie dobry. Nie sądzę, że w przypadku filmu, gdzie muzyka nie jest grana na żywo (a NFM zostało zaprojektowane na takie wydarzenia właśnie), tylko leci z głośników różnica między NFM a DS w kinie ma większe znaczenie.

eliska » 31 lip 16, 15:39

doktor pueblo napisał(a):Skomentuję natomiast wprowadzające wystąpienie p. Wojciecha Delikty. Jako, że było ono perfekcyjnie przygotowane i wykonane i dostał Pan za nie brawa, pozwolę sobie na łyżkę dziegciu. Otóż wystąpienie to było zdecydowanie za długie, a jego gładkość coraz bardziej irytowała, szczególnie gdy dostaliśmy jego powtórkę w języku angielskim. Odnosiło się wrażenie narcystycznego upajania się przez prowadzącego własnymi słowami. Czasami jak chce się dobrze, to można przedobrzyć.


fakt, było perfekt, co do za duzej dawki perfekcji, to ..młody jest, nie doświadczony jeszcze, wyrobi się :))))

doktor pueblo » 31 lip 16, 11:37

Bez wątpienia było to artystyczne wydarzenie. Pomysł, by pokaz odbył się w NFM (mimo niewygodnych siedzeń) zdecydowanie uzasadniony: świetny obraz (mimo nieco za małego ekranu) i fantastyczny dźwięk, a to przecież w przypadku dzieła Barneya kluczowa sprawa.

Skomentuję natomiast wprowadzające wystąpienie p. Wojciecha Delikty. Jako, że było ono perfekcyjnie przygotowane i wykonane i dostał Pan za nie brawa, pozwolę sobie na łyżkę dziegciu. Otóż wystąpienie to było zdecydowanie za długie, a jego gładkość coraz bardziej irytowała, szczególnie gdy dostaliśmy jego powtórkę w języku angielskim. Odnosiło się wrażenie narcystycznego upajania się przez prowadzącego własnymi słowami. Czasami jak chce się dobrze, to można przedobrzyć.

korez » 31 lip 16, 10:52

Napisałem juz to na fb profilu Festiwalu, wkleję to tutaj:
Dla mnie największe wydarzenie Festiwalu. Nie rozumiem jęków niezadowolenia i zawodu po projekcji wśród widowni. Tłumaczę to nieznajomością specyfiki twórczości Barneya. Cała retrospektywa Matthew Barneya + pokaz RoF to powrót do czasów MFF T-Mobile Nowe Horyzonty z najbardziej ambitnego, bezkompromisowego okresu w jego historii. Bardzo dziękuję panu Romanowi za ponowną możliwość zobaczenia Cremaster, Drawing Restraint 9, Lama Lamina... Barneya nie da się oglądać bez wcześniejszego przygotowania (przynajmniej powierzchownej lektury skryptu z zarysem fabuły, opisem jego inspiracji, fetyszy itp) Szacunek dla Pana Romana, że udało się ściągnąć RoF do Wrocławia.

ayya » 30 lip 16, 23:23

Naprawdę super, że można było to widowisko zobaczyć w ramach festiwalu, bo to w sumie była niesamowita sprawa (nawet jeśli nie potrafię powiedzieć, czy mi się podobało, czy nie podobało). Ale kazanie ludziom siedzieć 6h w NFM na tych koszmarnych, niewygodnych siedzeniach, to jakaś tortura. Jeśli to miało zachęcić do częstszego przychodzenia w to miejsce, to w moim przypadku efekt jest totalnie odwrotny - będę omijać szerokim łukiem. Chyba że będę chciała się nabawić choroby kręgosłupa.

hermanstopek » 30 lip 16, 9:18

W tej edycji, w moim wykonaniu świetne "Stare Horyzonty".

d4b0 » 29 lip 16, 23:22

Właściwie do dnia dzisiejszego byłem mocno podłamany poziomem festiwalu, szczególnie konkursów głownego i filmów o sztuce. Tak nijakich filmów, które zaledwie próbują osiagnąć to, co widzieliśmy lata temu, dawno nie było. Może czas zmienić nazwę festiwalu na "zasiedziałe horyzonty"? ;)

Jednak opera Barneya i Beplera rekompensuje te niedogodności z nawiązką. Wielkie nowe kino i jeszcze lepsza muzyka, a właściwie sztuka dźwięku. Dobranoc.

Góra